Mamy różne upodobania. Czasem siebie się pytam czy moje zachowanie jest normalne? A cóż to znaczy normalność, kto mi to powie? A czy polityka normalna jest? Chyba nie. Człowiek uczciwy nie pcha się do polityki. A jeśli się już w niej znajdzie, to szybko uczciwość znika z duszy jego ustępując miejsce fałszywej moralności, łapuwkarstwu. Dusza ich przejmuje charakter misiewiczów, macierewiczów, kaczyrewiczów, pawłowiczów, mazurkiewiczów, szydłowiczów, zielenkiewiczów i jeszcze wielu kombinatorów. A premie co sobie rozdają… to zwykłe łapownictwo dla tych, co marne wykształcenie mają ale stołki dostają za głosy dla słusznej zmiany. A ciemny naród (lepszy sort) – całe szczęście, że wielu nie daje się kupić – ochłapy dostając z pańskiego stołu i im oklaski dają, w dupę całują i się radują, że pracować nie muszą… są od tego uczciwi ludzie. Ludzie którzy podatki płacą, często w nędzy są, bo nieroby na ich plecach bogacą się.
„Normalna w nienormalności swej”
Pani Szydło jest w autokarze Zrobi wszystko co prezes każe
Ja jestem sobą ale dla innych nienormalna Może dla mnie inni są nienormalni Oni dla siebie są normalni
Po co się zastanawiać nad normalnością On nienormalny, ona nienormalna Czy życie normalne, przyroda normalna jest?
Przyroda stworzyła gatunek ludzki na zgubę swą Ale toleruje nas, dlatego kochajmy się Niech żyje normalność i niech żyje nienormalność
Kuszę Was abyście o seksie i o piwku myśleli Życie za jaja wzięli i czoło do góry wnosili Kark wyprostowali i przyjemność z seksu mieli
Życie jest zbytnio krótkie aby się zamartwiać Pijmy i bawmy się a smutki miejmy gdzieś Święta, Nowy Rok się zbliża… czas ucieka
Skończmy kłótnie między Polakami Nie dajmy się oszwabić Macierewiczom A też Misiewiczom
Szydło wyszła z worka, to z niej taka lalka Daje się prowadzić na sznurkach – dziwne czemu Toć i prostytutka się nawet stawia
Nie pozwala aby ją poniżano a dobrze płacono Chyba że alfonsa ma – cholera jego mać Co to znaczy?
Pani Szydło nie jest prostytutką ale politykiem Którą ktoś pociąga za sznurek I czyni co każe alfons to i jak prezes każe
Pani Szydło jest w autokarze Zrobi wszystko co prezes każe
-Mokra jesteś suko – uderzyłam cię lekko w pupę -zakazuję ci się podniecać!
Jesteś przywiązana z rękoma wzniesionymi do góry, klęcząc z całej siły opanowujesz pulsowanie różyczki. Kolana cię bolą, ręce bolą… wytrwać musisz w tej pozycji. Dotykam twojego pępka, twoja cipunia jest nieposłuszna – różyczka pokryła się kropelkami śliskiej, pachnącej podnieceniem rosy wypływającymi z wnętrza… za karę pejczem przeszyłam ze świstem twoje pośladki, ciekną ci łzy jak śluz z pici.
-Błagam, nie tak mocno – jęknęłaś
-Moniś błagam – ledwie słyszalny głos wypłyną z twoich ust
-Cicho, nic nie mów – warknęłam, -mokra jesteś suko, kara musi być… miałaś zakaz podniecać się – powtórny świst przeszył powietrze…
Odwiązałam ci ręce…
-Podejdź do kanapy – rozkazałam
Wstajesz, „świst” bata powala cię z powrotem na kolana
-Czy kazałam ci wstać? – ostrym głosem spytałam
-Nie, ale myślałam że mogę – cichutko szepnęłaś
-Od myślenia jestem ja! A ty dziwko by mnie słuchać!
Założyłam ci smycz i ciągnąc jak nieposłuszną sukę, zaprowadziłam do kanapy. Patrzysz na mnie sarnimi, pięknymi oczyma.
„Uległa piękna łania”
Taka śliczna i bezbronna Kajdanki na rekach, kajdanki na nogach
Leżysz na brzegu łóżka nie mogąc się ruszyć Patrzysz błagalnie oczęta mrużysz Tym mnie nie wzruszysz
Patrzę na twoje ciało zalotnie ułożone Piersi jak owoc granatu rozkoszą pobudzone
Zbliżam się powoli, zapadasz w niemoc Odwiedzam zakamarki słodkiego wzgórza Wenery Ono doprowadza mnie do Weny
Chciałabyś drapać z namiętności mnie Nic z tego miła ja mocno trzymam cię
Nie rozszarpiesz mnie, połykam soczki twe Dla mnie radość kiedy widzę podniecenie twoje W orgazmie rozpływasz, rozkosz wielka cię rozpiera
Spragniona soczki spijam twe, one błyszczą się Powoli po brzuszku, piersiach drażnię
Oto kochanka moja uległa piękna łania Otchłań rozkoszy zniewala Wzrok mój nienasycony pochłania
Ten widok tak uroczy świat cały mi przesłania Moją duszę wzbudza do grania
Na kolanach z grymasem bólu na twarzy idziesz posłusznie. Przy kanapie nakazuję ci nadal klęczeć. Zawiązuję ci oczy, knebluję usteczka specjalną kuleczką do tego przeznaczoną… -będę musiała pomyśleć o zakupie więcej akcesoriów – pomyślałam. Rozłożyłam ci ręce z jednej i z drugiej strony, przywiązując w przeciwnych kierunkach do haków.
-No dziwko, teraz sobie poczekasz… – Poszłam po szampana. Wijesz się… nie możesz krzyczeć, zawołać…
Fakt… Kawa to moja miłość bez której jeśli jej brak cierpię i opadam z sił…
„Poranna kawa”
Poranna kawa paruje Z promieniem rannego słońca się miesza
Spokoju mi przynosi i na strój poprawia To dzięki niej do życia dostaję chęć
Kiedy z rana czule otula mnie leń Co chciałby bym spała cały dzień
Kawka, kochanka moja Daje mi szczęście z samego rana
Ona to czyni rzem nie jest zaspana Energię dostaję z samego rana
Radość, uroki porannej chwili daje Niech ten żałuje kto nie czuje jej w duszy granie
“Marudzenie o kawie”
Hej kochani, ja dopiero się obudziła, a jak u Was samopoczucie?
„Czy tak się stanie?”
Poranna kawa parując Z promieniem słońca się miesza
W spokojnym nastrój ją słodzi W powietrzu uśmiechy rozwiesza…
Moc obowiązków i pracy jest Lecz melancholia dręczy mnie
Pragnę zgarnąć ciepło do myśli Rozpalić w sobie źródło radości
Chcę aby urok porannej chwili Do zmroku w sercu mym gościł
-“Czy tak się stanie?” – Zadaję sobie to pytanie
Czy kawa parując o poranku Zmiesza się z promieniem słońca?
Czy nastrój zadumy mi osłodzi A uśmiech na moich ustach się ułoży?
Wiecie co, synek miał mi kupić kawę no i kupił ale w ziarnie. Ha ha ha i nie mogę jej zmielić bo nie dość że ja nie mam młynka, to i sąsiadeczki nawet te z datą wskazującą na… no kobietom nie wypomina się wieku, no i też nie mają. A jak miały to elektryczny, ale im się spaliły – nie podejrzewam je o to bynajmniej, że mi nie chciały pożyczyć młynka, bo nawet w szale depresji błagałam aby mi zmieliły hi hi hi hi. No kuźwa ni mam hahaha…
Ale też z tak elektrycznego to raczej bym nie chciała, bo nie mieli na miałko. No ale z braku laku i teściowa dobra… No nie, za chiny nie zmieliłam tejże kawy, synek musiał iść po mieloną. Ale wiecie co? To tylko taki był wstęp króciutki do mojej refleksji, zapytania się Was o jedną rzecz…
No bo (ponoć tak nie zaczyna się zdania od „no bo”)… No bo tak się zastanawiam od tamtej pory nad kawą – i czy Wy panie macie może takie odczucie – że to nie ta kawa co kiedyś. Młodzieńcze pokolenie pamięta mieloną tylko ha ha ha… Wiecie, jak synek mi kupił tę w ziarnie, to nawet nie pomyślał, że będę musiała ją zmielić. Jak mu to powiedziałam, to się zdziwił i padło pytanie -“to jej tak nie można zalać? Przecież się rozpuści…” Ha ha ha… jebłam śmiechem. Ot i tak niektóre sytuacje młodzież mogą dziwić i będzie dziwić. Kawa sobie leży, a ja kupię młynek.
Nigdzie nie mogłam dostać na ręczne mielenie, w końcu babeczka w sklepie obiecała mi go dla mnie zamówić. No to w przyszłym tygodniu będę mieć na świeżutko mieloną kawkę…
No i znowu zeszłam z tematu. Kochani, czy nie uważacie, że z tą mieloną nie robią nas przypadkiem w bambuko? Dla ciekawości wzięłam i przeczytałam, co na opakowaniu mielonej kawy pisze i przeczytałam:
„swój aromat zawdzięcza mieszance odpowiednio dobranych kaw naturalnych pochodzących z wybranych plantacji świata, oraz starannemu procesowi palenia i mielenia”
No ale jakich kaw? A czemu nie ma tego fantastycznego aromatu, który przy świeżo mielonej się rozchodzi i przy zalewaniu? No wiadomo, że z lekka wywietrzała… Ale co znaczy ”mieszanka kaw”?
Normalnie, to masz w ziarnach to jeden gatunek, a czy przypadkiem ta mieszanka to nie jakieś śmietkowate odpadki kawy? Dlaczego kawa na mnie nie działa? Odpowiednia ilość kofeiny w kawie powinna pomóc, prawda? Założę się, że wielu z Was pije mieloną kawę, a i tak śpią jak misie w zimie. Kiedy dostanę młynek, wypiję świeżo zmieloną kawkę, nawącham się tego aromatu który w podświadomości pamiętam, to co tak urzekało w powonieniu, wówczas napiszę Wam jak na mnie zadziałała świeżo wymielona kawa.
„Kawa, kawusia”
Kawa, kawusia – najlepsza na świecie Pomaga mężczyźnie, pomaga kobiecie Nawet osobie na zaostrzonej diecie
Wstajesz raniutko taka rozbita A po wypiciu?… – nie ta kobita
Żwawa, radosna, pełna humoru Uciecha wielka, bo tyle humoru
Och, bez tej kawy?… – nie ma obawy Kawusia była jest i zostanie Kawusię każdy zawsze dostanie…
————–
A jak myślicie kochani, czy mam choć troszku racji, czy tylko to takie moje przebłyski podejrzeń, że zamiast kawy śmieci piję, pijemy?…
Czy przeszkadza ci zapach papierosów w igraszkach miłosnych jeśli nie palisz?
Oglądałam odcinkowy film dokumentalny “Chłopaki do wzięcia” (polecam). Lubię go, jest życiowy i warto nad nim się zastanowić, daje w niektórych momentach sytuacje które każdego z nas spotkały, spotykają lub spotkają.
Pan z Stasio – jeden z bohaterów filmu, w trakcie łóżkowego przytulasia przeprowadził dialog z partnerką (jeszcze nie stała):
Ona -lubisz mnie trochę
Stasio -strasznie, muszę się do Ciebie przyzwyczaić… a, Ty mnie kochasz? Czuję, że chyba kochasz, co Ty na to
Ona -ja Ciebie kocham
Stasio -Tak?…
Ona -(…) a, chciałbyś ze mną być na stałe, tak?
Stasio -na zawsze
Ona -na zawsze…
Stasio -szukam kobiety z którą będę zawsze (Ona -cieszę się) tylko musisz rzucić papierosy
Ona -papierosy muszę rzucić?
Stasio -nie palić, nie lubię palących kobiet
Ona -tak Ci mocno przeszkadzają?
Stasio -no wiesz to, obijałem się całe życie między księżmi, a tam się nie pali
Ona -ale Ty paliłeś?
Stasio -no, to dlatego musiałem rzucić jak u nich paliłem
Ona -no, ale jak paliłeś to chyba dym Ci nie przeszkadza, nie muszę przy Tobie palić
Stasio -ale, ale w kochaniu mi przeszkadza, bo zapach jest nie ciekawy
Ona -wiem, to ja będę się starać żeby ten zapach…
Stasio -tego nie skasujesz, jak nie przestaniesz palić
Ona -skasować?…
Stasio -no, żeby być, mieć (…), będziesz mieć milutki sex… milutko tak…
Po wymianie dialogu i coś tam jeszcze… w dalszych odcinkach, już o tej pani nie było wspominane. Myślę, że raczej odpuścił ją sobie, szczególnie jeśli to nie była miłość, tylko pan szuka sobie gospodarnej kobiety do domu. A do seksu, z tego co wywnioskowałam (chyba że się mylę) zawsze jakąś sobie narai. A są chętne, mające nadzieję że to „ona” może będzie tą wybranką pana Stasia mającego staw, furę, chatę…
Mamisz, roztaczasz zapach miłości Malujesz obraz rozkoszy
Ja się zakochuję, ma dusza wariuje Bez ciebie nie egzystuję
Odchodzisz… A moja miłość łzami broczy
Może ktoś mieć pogląd, że początkowe silne uczucia nie mają nic wspólnego z miłością, nie ma “miłości od pierwszego wejrzenia”… to tylko popęd seksualny. Często ci, co zawiedli się na miłości, zaczynają rozumem do tego zjawiska podchodzić. Zbyt mocno zostali skrzywdzeni. Kiedyś wierzyli w miłość od pierwszego wejrzenia, teraz zanim stwierdzą czy to prawdziwa miłość spojrzą jeszcze raz na nią i jeszcze raz i jeszcze raz, ponieważ dla nich to strata czasu, pieniędzy, zdrowia… aby się „wiązać przy pierwszym spojrzeniu”.
Na przestrzeni historii w kulturze zachodniej, tradycji żydowskiej uważano że kobiety są rytualnie nieczyste. W społeczeństwach pogańskich istniało tabu przeciwko menstruacji. Ojcowie Kościoła, poprzez swoją anty-seksualną manię pogłębiali lęk przed rytualną nieczystością kobiet.
Koran 2:222 “(…) Trzymajcie się więc z dala od kobiet podczas okresu miesięcznego i nie zbliżajcie się do nich, dopóki one się nie oczyszczą. (…)”.
W czasach polowania na czarownice kobiety były oskarżane za rzucanie uroków, czary, zaklęcia. Płonęły będąc fałszywie oskarżonymi, wystarczyło że ktoś miał złość na sąsiadkę. Oskarżane były przez mężczyzn, którzy nie mogli ich pieprzyć, posiąść dla swoich żądzy, a przez kobiety z zazdrości za urodę, powodzenie. A ja? Ja też kobietę nazwę czarownicą… bo są… rzucają swój czar kobiecości, seksowności. Ale na stos nie wyślę, najwyżej jak odrzuci moją miłość przyjacielem jej będę.
Smutna jest prawda, że są osoby które, kiedy dostały “kosza” opluwają honor osoby która odrzuciła zaloty. Obgadują, najgorsze ploty snują o osobie która jej/jego nie chciała. Czy to wiele się różni od średniowiecza? Chyba tylko tym, że osoba odrzucająca zaloty nie trafia na stos.
Osoba która dostała “kosza” stalking stosuje do niedoszłej kochanej. Miłość przeradza się w brudną nienawiść… “Brudną nienawiść” – nazwałam roboczo taką nienawiść, która jest zrodzona z czystego uczucia, nienawiść dla samej nienawiści. Nienawiść się zrodziła, bo ktoś nas odrzucił, nie zrobił tego co mu kazaliśmy. Czy istnieje czysta nienawiść? Roboczo “czystą nienawiścią” nazwałam taką, która powstała z krzywdy wyrządzonej specjalnie i nienawidzimy nie dla samego nienawidzenia… ale z wyrządzonej krzywdy, która jest wyrządzona specjalnie. Nie ma dobrej nienawiści, ale czysta nienawiść nie jest tak wredna jak brudna.
Ale też prawie każdy z nas zna powiedzenie:
„Gdzie chłop nie może, tam babę pośle”
Tak psioczy wielu na kobiety, a jednak bez nich nie możemy żyć. One potrafią załatwić , co wielu facetów nie potrafi.
„Kobietki-czarownice”
Wy kobietki jesteście czarownice, piękne diablice Ogień w Was potężny, porywacie serca nasze Duszy sprawiacie katusze skazując na męki
To Wy kobiety piekielne ogniem pokusy stworzone Związek z diablicami skronie i diabeł ma oszronione Ogniem piekielnym osmolone Serce do Was płonie
Tak więc człecze drogi za nim zwiążesz się z kobietą Zastanów się czy do klasztoru nie wolisz iść Czy też wolisz jak diabeł osiwieć W płomieniach miłości istnieć
Po krótkim zastanowieniu stwierdzam uroczyście Przy kobietach warto siwizny się nabawić Piersiątka delikatnie im gładzić W nektarze orgazmu się pławić
Popatrzeć, pogaworzyć, do grobu się ułożyć Do piekła trafić i dalej się bawić Masaż kobiecie przyjemny sprawić
Kobiety to czarownice. Sercem potrafią zawojować i nic nie można uczynić, jeśli się w takiej zadurzymy.