
Dowcip z morałem, nie za bardzo śmieszny…
—————-
Leciał sobie mały ptaszek. Leciał, leciał, i przypadkowo wleciał słoniowi do d**upy, po czym wyleciał mu trąbą. A słoń aż wzdrygnął się z rozkoszy:
-Uuuuch!, Ekstaaza! Ptaszku – rzecze słoń – ptaszku, przeleć mi tak jeszcze raz.
Choć niechętnie, ptaszek przeleciał. A słoń znów wzdrygnął się z rozkoszy:
-Uuuuch!, Ekstaaza!
Po czym znów prosi ptaszka:
-Ptaszku, ptaszku, mój kochany, przeleć mi jeszcze raz…
-Ależ słoniu – ptaszek na to – Tam jest ciemno i ciasno. Ja bardzo się męczę. Ja już nie mogę…
Ptaszku – słoń na to – Ostatni raz. Naprawdę ostatni. Więc miły ptaszek rozpędził się ostatni raz, i znów wleciał słoniowi do dupy. A słoń szybko wsadził sobie tam trąbę i rzekł. – Uuuuuch! Wieczna ekstaaaaza….
=======================
Morał tego jest taki:
Czym dłużej wazelinujesz i w d**pę włazisz, tym bardziej stajesz się niewolnikiem du**y tego komu w nią wchodzisz.

——————
Monika Janos – O teatrze życia – Życie jest szkołą
—————————-