Płoną sztuczne ognie, płynie już muzyka Idzie Nowy Rok a stary już umyka
Więc wznieśmy puchary i tańczmy do rana Niech los nam nie szczędzi zdrowia i pieniędzy
Szampan, wódeczka a i piwko się leje Nie jedna panna na stole szaleje
Jedna a i druga raca ku niebu uleciała Po niebie piękno pokazała
Jest już Roczek Nowy 2020 który szybko zleci Niestety, tak szybko ucieka czas kochane dzieci
Lecz póki nie minie niech radość przyniesie Zdrowie, pieniądze i szczęście
Do siego roczku i mokro w kroczku. Niech seks będzie udany, to i w rodzinie będzie . Polityka niech nas nie tyka, bo to daje nieszczęście jeśli idiota bawi się w nią. 😉 Niech w POLSCE, w naszym kochanym kraju w końcu pokój nastanie a ci, co go zagłuszają niech nam życia nie zatruwają i niech POLSKI, POLAKÓW nie okradają.
Do siego roku 2020
Do wszystkich, którzy przysłali mi życzenia rok temu – niestety nie spełniły się!
Bądźcie tak mili i na NOWY ROK przysyłajcie mi raczej pieniądze, alkohol albo bony do Biedronki.
Link poniższy prowadzi do “Janusza w święta” fajowy… skopiuj w link i w klej w Google … jest to kabaret
ŚWIĘTA U JANUSZA || Kabaret “Czwarta Fala”
zapraszam
https://www.youtube.com/watch?v=wPPap6wdHlY
☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞
Prawda o świętach – czyli hipokryzja w święta – <Autor nieznany>
Zbliżają się Święta, a to oznacza że…
Najpierw trzeba, kurwa, kupić prezenty. Oznacza to, że będę latał po sklepach, przepychał się przez spoconych ludzi z obłędem w oczach, żeby wydać mnóstwo kasy na jakieś pierdoły. Co gorsza, wszystko już kiedyś komuś kupiłem.
Wujek Edek dostał w zeszłym roku flaszkę, a przecież nie kupię mu w tym roku książki, bo ten facet nigdy nie przeczytał nic ponad tekst na etykiecie półlitrówki. Ciocia Jadzia rok temu ukontentowała się kremem nawilżającym, co go kupiłem z przeceny, bo za tydzień kończył się termin ważności. W tym roku jedynym kosmetykiem dla tej lampucery byłby krem przeciwzmarszczkowy, ale po pierwsze, takich zmarszczek żaden krem nie wygładzi, a po drugie, przecież nie wydam na kosmetyki całej kasy na Boże Narodzenie. I tak ze wszystkimi. Dziecko mordę drze o jakiś nowy program komputerowy, choć i tak wiadomo, że przestanie się nim zajmować po 48 godzinach, bo każda gra jest dla niego za trudna, Półmózg jeden. Żona będzie miała jak zwykle pretensje, że Kowalska z jej biura dostanie coś ładniejszego. W rezultacie kupię byle co – jak co roku.
Potem opłatek w pracy z ludźmi, których mordy są mi nienawistne, i patrzenie na męki szefa, który życzy nam „dużo pieniędzy”, choć wszyscy wiedzą, że dopiero wtedy byłby szczęśliwy, gdybym pracował za miskę ryżu przykuty łańcuchem do komputera. Krwiopijca jeden. Potem wszyscy się nawalą jak szpaki, a pan Henio obślini biust pani Bożeny z księgowości, zamkną się oboje w archiwum, bo oni zawsze walą się jak króliki, kiedy są naprani. Następnego dnia kac, w dodatku żona będzie robić wymówki.
Jeszcze tylko trzeba jebnąć w baniak karpia, bo małżonka – uważacie – wrażliwa jest i na męki zwierzątka nie może patrzeć, choć mnie męczy od 15 lat bez zmrużenia oka, garbata owca. Przynieść i przystroić choinkę. Z dzieckiem posiedzieć, żeby miało ciepłe wspomnienia z dzieciństwa, a ono w dupie ma choinkę, mnie, Boże Narodzenie i wszystko. Jak taki glon emocjonalny, może mieć jakiekolwiek wspomnienia?
No i kolacyjka wigilijna. Rodzinna, mać ich w tę i z powrotem. Jedna wielka męka. Co za kutas wymyślił ten łzawy termin „rodzinna wieczerza”? Przyjdą wszyscy ci, od których na co dzień trzymam się z daleka z dobrym skutkiem. Usiądziemy za stołem… A nie, pardon, najpierw prezenty! Trzeba będzie się kłamliwie ucieszyć, choć z góry wiem, że ten krawat kupiony na bazarze od Wietnamczyków dopełniłby liczną kolekcję podobnych gówien, gdybym oczywiście zawalił szafę takim badziewiem, a nie zaraz następnego dnia wyrzucił wszystko do śmietnika. Dostanę też najtańszy koniak i jakieś kosmetyki. Jakie? – będę wiedział ostatniego dnia przed Wigilią, kiedy w pobliskim supermarkecie zaczną wyprzedawać to, czego nie udało się upchnąć ludziom.
Po prezentach się zacznie. Te same kretyńskie dowcipy wuja Bronka, zwłaszcza, kurna, ten o gąsce Balbince. Wszyscy będą dokarmiać mojego psa po to, żeby narzygał w nocy na pościel. Ciotka załzawi się po dwóch godzinach żucia żarcia z wytrwałością tapira i zacznie płakać, „jak to dobrze, że trzymamy się razem”. Gówno prawda akurat, co wykażą następne dwie godziny, kiedy to nawaliwszy się już, zacznie wyzywać swojego ślubnego od złamanych chujów. To oczywiście prawda, ale dlaczego popierać to rzucaniem w niego salaterką po śledziach? Mniejsza o jego mordę, ale ciotka nigdy nie trafia. Plama na wersalce cuchnie jeszcze przez dwa tygodnie po Wigilii. Jedyna nadzieja, że akurat w tym roku 6-letnia latorośl kuzynostwa z Lublina nie nawali w gacie w połowie kolacji i nie zakomunikuje o tym radośnie jeszcze przed deserem. Bo to, że coś wywali sobie na łeb ze stołu, to pewne jak w banku. Jeszcze tylko muszę przeżyć debilne gadki o polityce, przy których wszyscy oczywiście skoczą sobie do gardeł i na siebie się poobrażają. Na koniec ciotula Jadzia puści maleńkiego pawika na ścianę koło swojego fotela i można będzie odtrąbić koniec męczarni.
A nie, byłbym zapomniał. Kolejną rozrywką będzie wyprawa na pasterkę, bo to bardzo chrześcijańska, bogobojna, religijna rodzina. No to pójdę, choć nikt nigdy nie wyjaśnił, po nagłą cholerę tłuc się po nocy, żeby stać na mrozie w bezruchu przez godzinę czy więcej. Ciekawe, czy moja małżonka znowu wywinie orła na ryj na schodkach kościółka – jak to robi od kilku lat z uporem godnym lepszej sprawy? W kościele, jeśli tam się dopcham, będzie cuchnąć jak w gorzelni, bo wierni tylko dlatego stoją na własnych nogach, bo za duży tłok, żeby upaść. Czasem tylko ktoś beknie albo puści głośno bąka, ale i tak nikt na to nie zwróci uwagi, bo wszyscy drzemią na stojąco. Wracając trzeba tylko będzie uważać na chłopców z osiedla, bo w Wigilię katolicka młodzież szczególnie lubi wpierdolić bliźniemu. Rok temu zglanowali wujka Edka, ale on chyba tego nie zauważył, bo był zalany w płaskorzeźbę.
☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞
Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”
Bifobia jest i ze strony gayów jak i lesbijek. Bardziej do Biseksualnych są tolerancyjni hetero. Dość często w środowisko „branży” Bi są traktowani jak zło konieczne… Przykre stwierdzenie, ale taka jest prawda.
Środowisko homoseksualne walczy o tolerancje dla siebie, lecz często nie ma tolerancji dla innych orientacji czy też osób o innych upodobaniach seksualnych. Jest Bi, która będzie zdradzać, ale równie hetero, lesbijka zdradzi. Nauczmy się jednego – nie oceniajmy człowieka po orientacji, bo nie od niej zależy wierność, wartość człowieka.
Jednakże są upodobania seksualne które nigdy nie zaakceptuję… to są takie jak:
-pedofila
-zoofilia
-nekrofilia
…itd które krzywdzą innych…
Może to z mojej strony hipokryzja, ponieważ najpierw piszę aby kogoś nie oceniać po orientacji, a teraz piszę ze nie zaakceptuje… Orientacja, a upodobania seksualne to są całkiem różne pojęcia.
☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞
Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”
To jest moje przemyślenie na temat związków międzywyznaniowymi, czy mam rację? A może ktoś jest innego zdania? … czyli nie mogę z tobą być z powodów religijnych.
Portale społecznościowe, wiążą ze sobą wirtualnie rożne osoby – nieraz jak dzień i noc, ogień i lód. Znamy siebie tylko na tyle, co jeden z drugom o sobie napisze – nie poruszę tu na razie fikcyjnych profili, nie chcę nawet o nich myśleć, są jak wrzód na dupie.
Fajnie Wam się pisze, nawet do siebie zaczynacie coś czuć – sama coś takiego przechodziłam, na moje szczęście mój umysł ma przewagę nad sercem – wdanym momencie nie interesuje Was jakiej kto jest wiary, wyznania – w końcu ktoś chce Cię poznać, a nie pisać o religii.
W końcu dogadujecie się. Czym więcej ze sobą piszecie, tym więcej o sobie mówicie i co się okazuje? Twoja wybranka jest wyznania “Chrześcijański Zbór Świadków Jehowy” – co wtedy? Często kontakt przerywamy.
Czy zrywane są kontakty wirtualne z powodu różnicy religijnej, czy też wiary? Jest to istotna kwestia, zależy od tego, jak ktoś traktuje religię.
A co, jeśli jest jej/go całym życiem? Czy ma sens pakować się w taki związek? Kiedy kochamy, myślimy że wszystko przezwyciężymy, że miłość jest nad, ponad podziałami religijnymi, kultowymi…
Z początku jeszcze się układa, najczęściej do póty do póki dzieci nie przyjdą na świat… Często idylla kończy się, a zaczyna „wojna” o wychowanie dzieci – która religia „ta prawdziwa” a która herezją, jest fałowa, w której religii, wierze ma się wychowywać – wybuchają spory na tle religijnym, kulturowym.
Najlepszy układ i spokój w związku byłby, czy też jest jeśli małżonkowie czy partnerzy dogadują się i nawzajem szanują swoją kulturę, wyznanie.
Z tym że w związku niemałżeński, na zasadzie partnerstwa i niemający potomka łatwiej w tym układzie przebywać.
Jest jeszcze kwestia tego, do jakich wyznań czujemy niechęć. Można szanować „innowierców” i wymieniać poglądy, co pozwala na poznawanie drugiego człowieka – co rzadko się zdarza.
W związku w którym szanuje się uczucia, poglądy partnera można usiąść przy herbacie i rozmawiać o prorokach, księgach, wydarzeniach religijnych, wymieniać się tym co nas nauczono, co dla nas jest ważne. Dyskutować, wyjaśniać i szanować partnera wiarę, pogląd. Branie czynnego udziału w społeczności religijnej partnerki/ra to jest okazanie dla niego szacunku i miłości. Znam osobiście osoby, które z miłości gotowe były przejść na wyznanie partnera.
A, jeśli dziecko przyjdzie na świat? Dobrze pokazać każde oblicze danej wiary bez narzucania jemu i udowadnianie która jest lepsza, dziecko samo wybierze w odpowiednim czasie.
Co, może przeszkodzić w utrzymaniu się związku międzywyznaniowym?
Fanatyzm religijny, lub całkowity brak szacunku do czyjejś wiary na zasadzie “racja jest po mojej stronie a ty guzik wiesz, bo wierzysz w kapustę kiszoną a ja w UFO” jest przeszkodą w utrzymaniu dobrych relacji w związku międzywyznaniowym.
Na tym tle mogą wybuchać długotrwałe spory, co w końcu doprowadzi do rozstania. Wiara jest sprawą indywidualną, i nie można komuś swego „JA” narzucać, ale też wierząc w danego Boga, wyznając daną religię myślmy też sami, a nie podążajmy za wypasionymi samozwańczymi guru, księżmi tylko czytaj we własnym zakresie to w co wierzysz, sam zastanawiaj się nad sensem pisma danej wiary, nie idź ślepo, na oślep. Słuchając tłumaczeń sensu zdania przez innych, łatwo jest przestać samemu myśleć, łatwo wpaść w przepaść bezradności i uzależnienia swej egzystencji od sekt. Każdy kościół jest sektą, bez względu na wielkość i ilość członków i jak długo istnieje. Czytaj księgi danej religii, badaj, szukaj swoich ścieżek, nie pogardzaj innymi tylko dlatego że nie wierzy w to co ty. Nie pogardzaj tymi, którzy nie wierzą w „Twojego Boga” i jest otwarta/otwarty na inne poglądy, myśli i umysły.
Jeśli wiesz, że możesz mieć problem z dogadaniem się z osobą innej wiary, czy też niewierzącą… od razu daj ogłoszenie co akceptujesz, tolerujesz… unikniesz rozczarowań.
☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞
Monika Janos – O teatrze życia – Życie jest szkołą
Chociaż dziś pochmurno, w dodatku piątek trzynastego nie chodźmy z pochmurną minką. Uśmiechnij się, będzie piękny dzień.
“Co to jest uśmiech”
Uśmiech jest słoneczkiem na niebie, które z rana mruga do Ciebie, Ty mu rączką machasz, humorek Ci się poprawia.
Uśmiech jest tlenem naszego bycia, bez niego nie byłoby życia, Ty dzięki niemu dobrze się czujesz serduszko z smutku Cię nie kłuje.
Uśmiech jest tęczą na niebie, która po deszczu uśmiecha się do Ciebie, Ty dzięki niej czujesz że żyjesz, kolorowe sny Ci szyje.
Uśmiech jest naszym przyjacielem, dzięki niemu lepsze plotą się nasze dzieje, Ty nie czujesz zawieruchy, przyjaciel nie pozwoli odczuć burzy.
Uśmiech jest muzyką wspaniałą, dla naszego ducha spokoju doskonałą, Ty dzięki muzyce się uspakajasz, muzyka radość w serduszko Ci wpaja.
Uśmiech to wspaniała struktura, dzięki niemu milsza jest buzia, Ty radośniejsza się stajesz, kiedy uśmiech od innych dostajesz.
“Trzynastego” – Kasia Sobczyk –
„Witam uśmiechem od rana”
Witam uśmiechem od rana Bo buźka ma roześmiana
Choć za oknem ponuro I wiatr wieje ja w sercu mam nadzieję Że słonko się przebije
Na pewno rozgoni szare chmurki Co spoglądają z górki
Nadzieję mam że słoneczko rzuci nam Promienie swe, a wtedy jaśniej zrobi się
Cieszyć będziemy się kolejnym ciepłym dniem Pozdrawia i spokojnego dnia życzę Wam
Aż że trzynasty dzisiaj mamy?… To nic, to nic kochani. Bo nadzieja zawsze koło nas się pałęta i szepcze… -nie martw się, jutro będzie lepszy dzień. Kochani, piątek trzynastego nie koniecznie musi być pechowy, a kot pecha by miał przynosić. W piątek trzynastego koteczka przytul czarnego 😉
„piątek trzynastego”
trzynastego dzisiaj mamy i do tego piątek przeżywamy
nie jest to taki straszny dzień myślimy że pecha doznamy
Uważam, że początkowe silne uczucia nie mają nic wspólnego z miłością, nie ma “miłości od pierwszego wejrzenia” – to tylko popęd seksualny. Miłość jest czymś więcej, jest świadoma i zgodna z rozumem.
Często Ci, co zawiedli się na miłości, zaczynają rozumem do tego zjawiska podchodzić. Zbyt mocno zostali skrzywdzeni. Kiedyś wierzyli w miłość od pierwszego wejrzenia, teraz zanim stwierdzą czy to prawdziwa miłość spojrzą jeszcze raz na nią, ponieważ dla nich to strata czasu, pieniędzy, zdrowia… Ale jeśli się mylę i jest miłość od pierwszego wejrzenia? A może ja jednak się mylę? Może to biały kruk, i łatwo go zniszczyć posądzając o to, że nie jest tym za co się podaje.
Zawiodłaś się w miłości, czy to znaczy że już nie będziesz kochać? Jak wówczas podejdziesz do tego uczucia?
„Zawiodłaś się w miłości? – Efekt domina”
Zawiodłaś się w miłości? Teraz ty będziesz wredna, rozkochiwać i zostawiać.
Zakochałaś się. Niestety, okazało się że ktoś tylko z tobą spotkał aby w byłej zazdrość wzbudzić, odbić sobie chce na tobie nieudany związek. Spotkała się z tobą, przespała i zostawiła?… -teraz ja będę tak samo postępować – obiecujesz sobie i w czyn wprowadzasz, w realizm. Jedna, druga panienka… rozkochujesz, zostawiasz. Ona zawiedziona też zaczyna tak postępować i koło zamachowe poszło w ruch, następuje efekt domina. Każdy każdego po kolei “dyma”, unieszczęśliwia… Powstaje chore, błędne koło. W zależności jak do tej pory postępowałaś, czytając powyższe stwierdzenie przyznajesz mi rację, lub myślisz że Ciebie to nie spotka, nie zachowasz się tak, jeśli ktoś Cię zawiedzie. Nigdy nie mówi się nigdy.
Efekt domina -”ona mnie skrzywdziła to ja będę tak samo postępować”. Niejedna z was na pewno stwierdziła -mam dosyć tych bab, z facetem chyba się zwiążę. Zapominamy, że facet nie lepszy… Wszystko zależy na kogo trafiamy.
Takie zachowanie jest chore kiedy odbijamy swoją frustracje na innej osobie, błędne koło powstaje i zrobienie na złość, ale komu? Najwyżej na zasadzie „na złość mamie, odmrożę sobie uszy”. Co winne są inne kobiety czy mężczyźni tego, co uczynił/a osoba która cię wykorzystała, która zabawiła się twoim uczuciem?
Zastanawiam się, czy ja byłam w takiej sytuacji. Po głębszym zastanowieniu, trudno mi to ocenić, nie mogę tego stwierdzić, ponieważ tego nie odczułam. A może, że ktoś ze mną był dla zabawienia się moimi uczuciami, nie brałam tego pod tym kątem myślowym? Nie szalałam z rozpaczy, nie wyrywałam sobie włosów, nie miałam i nie próbowałam popełnić samobójstwa powodu zawiedzionej miłości. Nie klękałam błagając o powroty, nie zalewałam poduszki łzami. A może tak bardzo nie kochałam?… aby to nastąpiło. Wielokrotnie zastanawiałam się nad tym, i jednak wiem że kochałam. Pytanie tylko pozostaje… „czemu nie rozrywałam szat z rozpaczy?”.
Może nie byłam zazdrosna? Może myślałam że tak musi być, a może już wówczas podświadomie wiedziałam, że ta osoba nie jest dla mnie na całe życie. Zadałam sobie pytanie „czy byłam kiedyś zazdrosna a jeśli tak… to dlaczego, a jeśli nie to czemu”?
„Czy jednak zazdrość powinna być?”
Ja nie czułam zazdrości o panie z którymi byłam, ale chwytała mnie zazdrość o kobiety, które z kimś innym były, ponieważ podświadomość, serducho mówiło mi że ona powinna być ze mną ponieważ kochałam, lecz ona wolała inną. Ale mnie ona nie wybrała, więc nie powinnam być o nią zazdrosna i w końcu przezwyciężyłam tę brzydką naturę, nauczyłam się temu uczuciu drzwi nie otwierać… Nie Twoje, to nie ruszaj nawet jak pragniesz jej…
Nie czułam zazdrości o panie z którymi byłam, ale czy to dobrze? Jeśli nie ma zazdrości, to czy mamy zaufanie do osoby kochanej, czy jest nam już obojętna? Czy jednak zazdrość powinna być?
“zazdrość wychodzi na żer”
spoglądasz z miłością w lustro poznałaś swą połówkę wreszcie zakochana w innym człowieku jesteś
czy szczęście spotkałaś? jesteś tego pewna? niestety, pojawia się stwór!
moja miła to złudna chwila kiedy miłość się rodzi zazdrość na żer wychodzi
A może jednak ta zazdrość była, jest we mnie lecz ja nie dopuszczałam, nie dopuszczam do tego, aby zawładnęła moimi myślami, sercem i duszą?
Czy wato być zazdrosnym? Na to pytanie każdy sam sobie powinien odpowiedzieć…
Zazdrość – czy to uczucie pozytywne, a może uczucie którego nie powinno być? A może zazdrość jest wskazana jeśli nie niszczy związku a go buduje, wzmacnia bardziej. A może zazdrość to choroba lub co gorsza… egoizm?
Na pewno każdy z nas kiedyś poczuł w sercu igiełkę zazdrości. Zazdrościmy innym kariery, bogactwa, udanego związku, ogólnie mówiąc lepszego życia. Istnieje zazdrość w miłości, która częściej rujnuje związki niż je buduje. Utarło się powiedzenie:
„zazdrość o partnera jest przejawem miłości”
…czy na pewno to jest przejaw miłości a może… obawa, żeby nam ktoś osobę którą kochamy nie odebrał? Często można spotkać się ze zjawiskiem, kiedy będąc razem, jedna osoba drugą lekceważy, traktuje ją jak przedmiot -”bo jest moja”… a dopiero w momencie kiedy osoba tak traktowana chce odejść mając dosyć być przedmiotem, raptownie budzi się zazdrość i pretensja jakim prawem ona chce odejść… Często dopiero o kogoś jesteśmy zazdrośni, jak ktoś inny zainteresuje się naszą partnerką/em Często jesteśmy zazdrośni, ponieważ sami zdradzaliśmy lub zdradzamy i myślimy że nasza partnerka robi to samo… to jest syndrom złodziejski, na zasadzie złodzieja ”złodziej kradnie to myśli, że wszyscy kradną”
„Zazdrość”
Zazdrość zwykła czy nie zwykła Zazdrość czy niewiara?
Bez zazdrości nie ma miłości Jak morza bez wody
Ty rozmawiasz, ona rozmawia Z każdym kogo poznamy lub znamy
Dla ciebie nie jest obojętne Z kim rozmawia, kogo poznaje
Czy to jest zazdrość, czy niewiara Ona ci wierzy, ty jej wierzysz
Nawzajem sobie wierzycie Lecz demony głupich myśli naśmiewają się
Sieją myśli zazdrości perz, spokoju nie dają Sen zabierają, ciśnienie podnoszą
Czarnych chmur skrzydła trzepoczą Zazdrości zły znak…
☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞
Monika Janos – O teatrze życia – Życie jest szkołą
☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞
<Kiedy wkrada się niezdrowa zazdrość, nieszczęście blisko jest>