“Noc skrywa tajemnice – czyli miłość wampirzycy do śmiertelnicy”

Znalezione obrazy dla zapytania wampirzyca gif

Witaśki.

Jest po północy. Ja sobie siedziałam i rozmyślałam nad życiem, a przy okazji przeglądałam moje od dawna nieprzeglądane foldery. Znalazłam opowiadanko które zaczęłam w roku 2011 i później nie miałam jakoś czasu dalej pisać… Wena mi spieprzała 😉 .

Naszła mnie myśl że życie jest piękne, szkoda że musimy umierać. A jakby tak nie koniecznie. Jeśli byśmy mogli żyć wiecznie, to czy by nas to znużyło, zmęczyło? A może nie byłoby tak źle.

Wprowadziłam trochę poprawek – bo stylistyka była u mnie do bani, teraz nie koniecznie dobra, ale lepsza.. bynajmniej tak mi się wydaje – i zaczęłam dalej tę opowieść snuć. Mam nadzieję ze teraz dokończę, a nie zostawię jak parę lat w wstecz.

Znalezione obrazy dla zapytania wampirzyca gif

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Część 1

“Noc skrywa tajemnice – czyli miłość wampirzycy do śmiertelnicy”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

„noc skrywa tajemnice”

czas zaciera ślady zbrodni
masakry wykonanej

jednym ruchem warg
moje zęby wrzynają się

nie ma we mnie miłości
tylko rozkosz krwi spijania

Ręką przecieram usta spływające krwią. Podnoszę się z wolna, następne ciało porzucam. Dusza zmarłej cnotliwej panny zostaje przeze mnie wchłonięta, to pozwala mi egzystować i za dnia a ona więcej w innym ciele się nie narodzi, przestaje istnieć. Niemowlę też jest smakowite. Lecz mam zasadę że nie porywam z domu, czekam jak matka się go pozbywa. Wiele jest takich co nie chcą wychowywać, więc w moim domu jest „okno życia”

Z wolna się oddalam, spoglądam raz jeszcze na bezwładne ciało. Szkoda że nie pozostało w nim jeszcze krwi. Krew smakowita, ciepła sącząca się z rany nieskazitelnej dziewicy ułożonej na ołtarzu pożądania… na ołtarzu który nie jedną ofiarę przyjął, i przyjmie wiele jeszcze. Spoglądam w górę… ręce unoszę, energię ziemi wchłaniam. Księżyc srebrzystą poświatą mnie wzywa, siła pożądania napływa. Pragnę jeszcze krwi. Dookoła pustka. Od krzyży, figur aniołów cisza swe skrzydła rozbija. Cmentarna kwatera ma dobrze ukryta. Nieraz w niej przebywam. Lecz dzisiaj mnie nosi, ku miastu się zwracam… pójdę do domu mojego.

Coś zaszeleściło… to tylko spóźniony zombiak wychodzi spod ziemi. Wyczuł martwe ciało, w kierunku mu bierzy. Przyglądam się jemu. Nie lubię tych stworów, są jak hieny padliną zadowolone. Podchodzi powoli, rozgląda się wokół, wącha dziewicę, skubie po trochu… Zrywa z niej suknię, przygląda się chwilę, ręką dotyka… ślina się zjawia. Rękę odrywa… zębiska wbija. W rozkoszy błyszczą się zakrwawione oczy. Przyglądam się chwilę, niech sobie podje, ja mam pragnienie… krwi jeszcze pragnę.

„Ofiary muszą być”

Ofiary muszą być
I na mnie przyjdzie taka chwila
Że zabiją mnie jako wampira

A na razie po ulicach hulam
Nowe ofiary przytulam
Żądza krwi to moja natura

Niech sobie podje hiena cmentarna. Dzięki bezmózgim stworom ciała znikają bez śladu.

Delikatny wiaterek smaga moje blade lico. Stąpam cicho między grobami… kieruję się ku cmentarnej bramy. Na cmentarzu przebywam kiedy ofiarę zdobywam, po uczcie powracam do swego mieszkania, a dzięki pochłoniętej duszy dziewicy, czy dzieciny niewinnej w dzień jestem jak każda ludzka istota.
Lecz ta noc jest inna. Coś we mnie się obudziło, coś mi brakuje lecz nie wiem czego. Kiedyś to już było, ze trzy wieki temu. Zapomniałam o tym uczuciu… nie mogę go sobie skojarzyć.
Wychodzę z cmentarza, zamyka się brama. Krwi, krwi chcę krwi. Sunę powoli… Ciemne ulice, nikogo nie ma. Już świt się zbliża, rozglądam się wokół. Idzie kobieta… lecz nie w moim guście, ale pragnienie mocniejsze. Podchodzę od tyłu, za gardło chwytam… do księżyca wzrok kieruję, powoli ku szyi spoglądam. Biel kła błyskiem przeszył blask księżyca, miękko wbijając się w ciało. Roskosz mnie przeszyła… trafiła się dziewica. Ciepło, rozkosz, uczucie strachu ofiary sprawia przyjemność. Ciało powoli zaczyna być bezwładne, układam ostrożnie, zostawiam w bramie. Kot z głośnym parsknięciem przebiegł pod nogami.

Dom który jest moim azylem, znajduje się na końcu jednej z ulic schowany pomiędzy starymi drzewami. Upatrzyłam go sobie będąc jakiś czas temu, badając teren do dłuższego pobytu. Cmentarz mi się spodobał, kwaterę którą przejęłam należała do hrabiego z imienia nie wspomnę. Głowę odcięłam, mózg i serce wyjęłam na pożarcie zombiakom rzuciłam, zwykłe psy ścierwa nie chciały ruszyć.
Wampirów mało. Zastały wytrzebione przez hrabiego którego resztki czas rozkruszy. Dzięki niemu więcej krwi dla mnie. Wolę samotność, ci co mnie znają schodzą mi z drogi wiedząc że głowę stracą wchodząc na mój teren.

Uśmiecham się do siebie… co ludzie nie wymyślają. Opowiadają że woda święcona, krzyż nas odstrasza… że trzeba czosnek wieszać, kołkiem serce przebić… Nic z tego… to bajki dla niegrzecznych dzieci. Do kościoła uciekają… ha ha ha. Księdza krew tak samo dobra jak dziewicy, lecz nie każdego… nie ruszę starego. Starego księdza krew jest mdła, dusza zepsuta bardziej od innych ludzi. Nie nadaje się do podtrzymywania egzystencji życia wampira. Dusze ludzi starych są zmęczone, „przybite” do krzyża zmartwień, cierpień, a to źle wpływa na moje samopoczucie.

„Jestem wampirem”

Jestem wampirem, żyję w ciemności
Stąpam w świetle księżyca jasności

Piję krew każdego co u mnie gości
Moje ciało nigdy nie pości

Kołek jest tylko mitem, cóż może uczynić…
Zniszczyć powłokę marnego bytu?
Duszy mojej nie ruszy

Krzyże, święcone wody źródlane?
To tylko mity, ludzi bajanie

Ciemnego ludu umysły przez kler skalane
Otuchy sobie dawanie

W dzień, jak każdy człek egzystuję. W pełni księżyca, kiedy niebo bezchmurne moja struktura się zmienia, lepiej w tedy nie chciej mnie za przyjaciela. Zdarzało się poprzez wieki, że dopadli moje ciało nocni łowcy. Ale to tylko ciało zabijali, moja dusza ulatywała i w innym ciele się umieszczała. Kiedy ciało się starzeje następne szukam. Dawno nie słyszałam o łowcach wampirów. Czasy się zmieniły. Teraz nie jest jak dawniej co z kołkami biegano i nas zabijano. W roku bodajże 1930 XX w. kiedym to we Włoszech przebywałam już od wieku XVIII – stego dopadł mnie jeden łowca, lecz tylko zranił. Zamknięty został w szpitalu dla obłąkanych na wyspie Wyspa Poveglia we Włoszech. Przebywam teraz w Polsce… miejsca nie zdradzę. Mieścina spokojna… ja nikomu nie wadzę. Od czasu do czasu wychodzę na łowy, ale tylko jak jest pełnia księżyca. Aby podejrzeń nie sprawiać, od czasu do czasu inne mieściny odwiedzam. Duże miasta omijam… szczególnie rejony które smog otula. Czy mój oprawca jeszcze żyje? Na pewno. Jest z tych, co nie umrze póki głowy nie zgubi. Nieśmiertelny i zawsze młody. Wszędzie go rozpoznam, on mnie nie koniecznie. Od roku 1940 to moje trzecia ciało. Czy mnie znajdzie? Zawsze mu się udaje. Mam nadzieję że w Polsce go nie ma.

Kieruję się w stronę mojej rezydencji, tam w spokoju odpocznę. Miło to brzmi, ale odpoczynku nie potrzebuję póki w tej postaci jestem. Kobieta pozostawiona w bramie okazała się świetną pożywka. Nie dość że cnotliwa, to jeszcze o czystej duszy która nadała mi sprężystość, a nawet uśmiech na twarzy co już dawno nie gościł. Niebo rozjaśnia swoje granatowe lico… Usłyszałam szybki, delikatny a zarazem stanowczy tupot obcasików, jakby nóżki gdzieś się spieszyły. Głęboko wciągnęłam powietrze do nozdrzy. Zapach który dotarł do mnie, uderzył w moje serce. Zdało się że zaraz zacznie bić. Do gardła ścisk nadbiegł, w żołądku ścisnęło… po chwili ujrzałam Ją. Przeszła koło mnie, uśmiechnęła się… Jej włosy podskakujące na ramionach wprowadziły mnie w trans odczucia czegoś, czego nie mogłam zrozumieć. Wzrok odprowadził ją do momentu zniknięcia za ukazującą się z wolna mgłą. Wokół zapach konwalii czuć.

Idę wolnym krokiem… To jest to… to jest to, co poczułam przy cmentarzu. To, czego mi brakuje… bliskości czyjejś. Choć jestem samotnikiem, miłości mi trzeba… W objęcia wziąć kochankę, miłością się podzielić… Przyjemność po jej ciele rozdzielić, dać szczęście wybrance. Czy ona mnie zechce? Nie musi wiedzieć kim jestem. Na pewno z czasem się dowie… Halo! Stop! W tych rozmyślaniach, jeszcze jej nie poznałam… Obiecuję Ci… nie będziesz nudzić się ze mną, moja mała…

„Krew pocałunkami spiję”

Jak znajdę Cię, od tyłu zajdę
Nawet nie spostrzeżesz się

Delikatnie do siebie przycisnę
Kły lśniące w miękką szyję wbiję

Kibić miękko na ziemię opadnie
Krew pocałunkami spiję

Ze spijaniem się wstrzymam, zobaczę jak będzie. Nie zostaniesz moją, to duszę Twą zdobędę. Będę się upijać Twym byciem we mnie, Twa dusza doda mi siłę jak żadna dotąd nie dała.
Powzięłam zamysł… dziś sobie odpuszczę, zbyt widno się robi. Poczekam na następną pełnię… w miasto ruszę, znajdę Ciebie…

Cdn…

Podobny obraz

Social media:

🚾 “Związek toksyczny” 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Podobny obraz

Związek toksyczny

Otrzymałam wiadomość i prośbę na doradzenie? W takich przypadkach ciężko jest cokolwiek doradzić. Toksyczna miłość (związek) to coś więcej niż tylko przywiązanie do kogoś.

Cytat z wiadomości:

“(…) Proszę o radę, co mam zrobić. Moja miłość do niej odeszła w raz ze łzami i bólem który mi zadawała. Nie kocham już jej, ale za każdym razem jak mnie błaga i mówi, że się zmieni zostaję. Nie mam już sił, żal mi jest jej. Co robić?(…)”

<Koniec cyt.>

Tak odpisałam

(…) Piszesz, że miłość odeszła z wraz z łzami i bólem, a jednak trwasz przy niej.

Miłość nie odeszła, ona jest w głębi Twego serduszka. Wbita na dno serca przez krzywdy jakie doznałaś. Litujesz się nad nią, żal Ci jest jej. Ona wie że ma nad Tobą władzę, usidliła Cię.

Problem w tym, że kiedy mocno kochaliśmy powstaje skrajność… popadamy w nienawiść lub uległość. Najgorzej jest wówczas, kiedy nie mamy gdzie odejść (już pisałam gdzieś (jak znajdę tę myśl, przemyślenia, wstawię), że lepiej mieć swój azyl, kiedy to można odejść jeśli miłość “przejdzie”… lub przeczekać aby nie odeszła…

Są związki czy to mieszane, czy homoseksualne kiedy taka sytuacja jest. Nie odchodzimy z lęku przed samotnością, lecz przed tym, że już nikogo nie spotkamy kto by nami się zainteresował… dlatego tkwimy w związku, który tylko z nazwy jest. Ale czujemy się w nim bezpieczni, i nikt nam nie zarzuci że nikt nas nie chce.

Taki przytyk:

bo cię nikt nie chce”

…bardzo boli. I wówczas myśli nachodzą…

-”może nas już nikt nie zechce, nie zwróci uwagi?”

W związku toksycznym agresor doprowadza do sytuacji, kiedy ofiara zaczyna być mało warta, nie czuje w sobie własnej wartości.

Dlatego, jeśli jesteś w takiej sytuacji – odejdź, tak będzie najlepiej. Warto walczyć o miłość ale tę zdrową, przynoszącą zarówno nam, jak i partnerce, partnerowi ukojenie, spokój i szczęście.

Żadne uczucie nie jest warte tego, by cierpieć dla niego całe życie… Tylko tyle mogę doradzić. Wybór należy do Ciebie… (…)

<Koniec odpowiedzi>

————————————   

Mój komentarz

Związek toksyczny to coś paskudnego. Już przy pierwszych awanturach, zgrzytach warto zdjąć różowe okulary.

Osoba będąca w związku agresorem nigdy się nie zmieni, jedynie na krótki czas przyczai się.
—————————————
A co Wy kochani byście doradzili w takiej sytuacji? Może za mocne słowa użyłam?

 

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

 

Podobny obraz

 

Mój komentarz

Związek toksyczny to coś paskudnego. Już przy pierwszych awanturach, zgrzytach warto zdjąć różowe okulary.

Osoba będąca w związku agresorem nigdy się nie zmieni, jedynie na krótki czas przyczai się.

Podobny obraz

Social media:

😃 “Rozpruty jeż… czyli pitunia z odrostem…” 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos


Znalezione obrazy dla zapytania humor cipka

Rozpruty jeż… czyli pitunia z odrostem…

Rozpruty jeż… czyli pitunia z odrostem – tak sobie leżałam na tapczaniku grzecznie wtulona w poduszeczkę i wspominałam fajne sytuacje z mego grzesznego życia…

Był to dzień jeden z tych co cię nosi, nie wiesz co ze sobą zrobić. Po południu “wpadała” do mnie na kawkę, od kawki przez rozmowę do piersiątka, waginki i z powrotem. Usteczek nie zamoczyłam ponieważ na jeżyka natrafiłam. Od tamtej pory cipuńkę Jej nazwalam „Rozpruty jeż”. Rano sobie ogoliła ale po południu minimalnie już zaczęły kłuć odrościki. Miałam już kiedyś taką przygodę z odrostem… W wirze namiętności nie zwróciłam uwagi na niego. Ona była nagrzana, dochodziła, ja nie odpuszczałam. Efekt namiętnego wtulania się w jeżyka odczułam po paru godzinach. Usta, poliki sam ogień, ponad tydzień odczuwałam namiętność chwili. Na samą myśl wspomnienia ciarki po ciele przechodzą.

Zaczęłam się zastanawiać, leżąc na tapczaniku jak jeszcze fajnie można nazwać cipeczki. Lubię nazywać wulkanik rozkoszy, krater bezkresnej rozkoszy. A Wy, macie fajne nazwy? A z tych która nazwa się podoba?…

-magiczne miejsce raju na ziemi

-jamka rozkoszy

-krater eksplozji

-ociekające rosą płatki róży

-smyraczka

-muszelka

-różyczka

-pipunia

-pęknięty jeż

mysiula

-myszka

-pisia

-piczka

-szparka

-ćmoszka

-ćmocha

-broszka

-slimak

-pierożek

-mała

-fretka

-boberek

-lizaczek

-kudłaty zwierzak

-wagusia

-norka milosci

-bułeczka

-pączuś

-perełka

-słodka dziurka

-różowe oczko

-gniazdko rozkoszy

-pieszczoszka

-rybcia

-smyraczka

-papaja

-morelka

-pionowy usmiech

-muszelka

-kurtynka

-flanelka

-brzoskwinka

-magiczne miejsce raju na ziemi

A dla mnie to też
– cipunia to jak ssanie, otwieranie ostrygi mrrr otwierasz i miękkość się wysuwa… mrrr

Tak to już w życiu bywa, pipeczka jest zawsze smakowita…

Znalezione obrazy dla zapytania cipka tatuaz

 

„Jak smakuje picia mała? ”

Jak smakuje picia mała?
Mi smakuje jak ostryga…

To tak, jak bym ostrygi wysysała
Łykała, ssała, połykała i znów na język wsadzała

Tak smakuje pipeczka, kochaneczka mała
Będę ją namiętnie ssała…

Podobny obraz

A Wy, macie fajne nazwy?

Jak nazywacie swoje, czy też partnerki malutkie? Może Grażynka, Bożenka?
Może być też nazwa od rodzaju owłosienia… np. przedziałeczek, trójkącik, busz… a może pustynia, kołdunka, afroamerykanka, rozczochrusia?

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Znalezione obrazy dla zapytania cipka tatuaz

Social media:

☜♡☞ “Masażem cię budzę” 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Podobny obraz

“Masażem cię budzę”

Czekasz na mój masaż
Niecierpliwie aż Cię dotknę
Przeżyjesz chwile nieprzytomne

Muszelka Twa leży wygodnie
Prawie jak z horrorku – w grobie

Uwielbiasz kiedy ze snu Cię budzę
O poranku budzenie się zaczyna

Delikatnie klawiaturkę dotykam
Przyspieszony rytm serduszka się zaczyna

Szybki oddech w rytm dotykania
Doznajesz przyjemności doznania
Drżenia podnieconego ciała

Chcesz taki masaż – jestem gotowa Ci go dać, jeśli będziesz trzymać się moich rad…

Nie ważne kto czyni masaż, ale jak i tego trzymajcie się zasad….

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Znalezione obrazy dla zapytania masaż humor gif

Social media:

👣 “Zakochujemy się, jesteśmy z kimś i przychodzi czas kiedy rozstać się pora…” 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Podobny obraz

Zakochujemy się, jesteśmy z kimś i przychodzi czas kiedy rozstać się pora… Nieraz trzeba inną drogę wybrać, niż osoba którą kochamy czy kochaliśmy… Też może być sytuacja, że kogoś kochamy niestety bez wzajemności, choć bliskie nas więzy łączą… takie jak przyjaźń, koleżeństwo… Wówczas sobie zanuć

“Wspomnisz o mnie”

Nie mogę zbyt głęboko zanurkować w głębie twego serduszka
Ale znalazłam muszelkę nadziei na dnie oceanu

Nie przekupię cię ni dotykiem ani pocałunkiem
Nie wspomnę o seksie – twa muszelka dla mnie to sen

I tak po wieki będę marzyć o tobie, to wystarczy
Ważne że będę wiedziała że nieraz wspomnisz o mnie

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Podobny obraz

Social media:

👽 “Baśń o Trzech Braciach i Królewnie” – Nie dla purystów 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Bajka dla dorosłych… ale nie dla purystów  – Aleksander Frerdo

Znalezione obrazy dla zapytania "Baśń o Trzech Braciach i Królewnie"

“Baśń o Trzech Braciach i Królewnie”

Mrok wieczorny – babcia siwa
przy kominku głową kiwa.
Nos jak haczyk, – okulary,
Coś tam mruczy babsztyl stary.
Snuje bajdy niestworzone,
O królewnie Pizdolonie,
O trzech braciach jak niewielu,
O matuli ich z burdelu,
Opowiada stare dzieje…
A na dworze wicher wieje.

Siądzcie społem panny, smyki,
Młodojebce, stare pryki
I nadstawcie dobrze uszy!
Choć na polu śnieżek prószy.
W domu ciepło i wygodnie…
Zostaw pan w spokoju spodnie!
Bo zawołam zaraz Mamy!…
Sza! Uwaga! Zaczynamy!

Za morzami, za rzekami,
Za lasami, za górami,
Żył przed bardzo wielu laty,
Król potężny i bogaty,
Dobrotliwy, szczodrobliwy,
Ale bardzo nieszczęśliwy,
Ciągle smutny i zmartwiony
Z winy córki Pizdolony,
Co choć bardzo piękna, miła,
Lecz nadmiernie się kurwiła.

A dawała bez wyboru
I rycerzom, panom dworu,
I kucharzom, i kuchcikom,
Giermkom, ciurom, pisarczykom,
Na leżąco, na stojaka,
W dupę, w cycki i na raka.
Czy na dworze, czy w salonie,
Czy w klozecie, czy na tronie,
W każdej chwili, w każdym czasie
Wciąż myślała o kutasie.

Próżno mówił jej król stary,
Że we wszystkim trzeba miary,
Nie wypada bowiem pannie
Dawać dupy bezustannie.

Na nic się to wszystko zdało,
Wciąż jej chuja było mało
I na całym króla dworze
Nikt chędożyć już nie może.
Wszyscy byli rozjebani.
Nawet księżą kapelani.
Raz ją tak swędziała dupa.
Że zgwałciła aż biskupa,
A gdy ten ją zdupczył marnie
– Poszła dawać pod latarnię.

Aż do tego doszło wreszcie,
że z burdelów wszystkich w mieście
Od kurewskiej całej nacji
Przyszły kurwy w delegacji.
Ta najbardziej rozjebana,
Padłszy przed nim na kolana,
Z trudem tłumiąc rzewne łkanie
Rzekła: Królu nasz i Panie!
Ty panując od lat wielu
Ojcem byłeś dla burdelu.
Burdelowy cech upada
Kurwom grozi dziś zagłada!
Upadają obyczaje!
Twoja córka dupy daje!
Na ulicy bez pieniędzy,
Przez co wpycha nas do nędzy.
Nikt nas dziś już nie pierdoli,
Bo darmochę każdy woli!
A więc najjaśniejszy panie,
Sprawiedliwość niech się stanie!

Król na łzy kurewskie czuły,
Kazał dać ze swej szkatuły
Każdej kurwie po dukacie…
Po czym zamknął się w komnacie
W nocy zaś przywołał swego
Astrologa nadwornego,
By ten patrząc w gwiezdne szlaki
Znalazł wreszcie sposób jaki,
By królewnę można było
Dobrowolnie, czy też siłą
Wrócić znów do cnoty granic,
A gdy to się nie zda na nic,
Niech przynajmniej w swojej sferze
Obłapników sobie bierze…

Więc astrolog wziąwszy lupę,
Zajrzał raz królewnie w dupę,
Dwakroć cyrklem pizdę zmierzył,
Po czym zamknął się w swej wieży.
Tak był w pracy pogrążony,
Taki przy tym roztargniony,
że szukając prawdy na niebie
W roztargnieniu srał pod siebie.
Kręcił, wiercił teleskopem,
Wreszcie wrócił z horoskopem
I rzekł: Smutną wieść, niestety
objawiły mi planety,
Że królewny nic nie wstrzyma.
Na jej szał lekarstwa ni ma!
Chyba, że się znajdzie jaki,
Tęgi jebak nad jebaki,
Który ją tak zerżnie pięknie,
Że królewnie picza pęknie!
Żywym ogniem się zapali,
Na kawałki się rozwali.
Wtedy będzie pizdolona
Z czaru swego wyzwolona!
I znów stanie się prawiczką
Z malusieńską, ciasną piczką.

Król, choć płakał ze zmartwienia,
Zamknął córkę do więzienia,
By się więcej nie puszczała.
Tam codziennie dostawała,
Prócz świetnego utrzymania,
Tysiąc wiec do brandzlowania,
Wazeliny beczkę całą.
Lecz jej tego było mało.
Ciągle płacze, ciągle krzyczy:
To za mało dla mej piczy!

Wszystkim było ogłoszone
Że kto zbawi Pizdolonę
Ten dostanie ją za żonę
I podzieli się królestwem
by raz skończyć z tym kurestwem…

Więc zjeżdżają się jebacze,
Czarodzieje, zaklinacze,
I rycerze, królewicze,
By królewnie zerżnąć piczę!
Każdy swoich sił próbuje,
Lecz choć tęgie mieli chuje
Na nic się to wszystko zdało,
Bo królewnie wciąż za mało.

Król gdy widział co się dzieje
Stracił całkiem już nadzieję,
Płakał, martwił się dzień cały
Aż mu jaja posiwiały
Bo już siwy był na głowie.

A tymczasem heroldowie
Wieści dziwne rozgłaszali
Coraz dalej, dalej, dalej…
Aż dotarły hen daleko,
Gdzie za siódmą górą, rzeką,
Stała sobie mała chatka,
W niej mieszkała stara matka
Wraz z synami swymi trzema,
Którym równych w świecie nie ma.

Każdy dzielny, tęgi, zwinny,
ale każdy z nich był inny
I w tym nie ma nic dziwnego:
Każdy z ojca był innego,
Bo w młodości swojej czasie
Matka strasznie puszczała się.
Była stróżką przy burdelu
I kochanków miała wielu.

Syn najstarszy miał chuj długi
I gruby na kształt maczugi,
A po bokach jego były
jak postronki – grube żyły,
Jakieś sęki, jakieś guzy –
Jaja miał jak dwa arbuzy!
A że ciągle mu bez mała
ta ogromna pyta stała,
Chujogromem go nazwano.

Pizdoliza nosił miano
Syn następny, bo lizanie
Stawiał wyżej nad jebanie,
I nie było mistrza w świecie,
Co by sprostał mu w minecie.

Cieszą matkę takie dzieci,
Lecz niestety – smuci trzeci,
Który rodu był zakałą,
Bo miał kuśkę całkiem małą,
A cieniutką na kształt glizdy
I nie palił się do pizdy.
Dobrze, gdy z matczynej woli
Raz na miesiąc popierdoli.
A że mało tak obłapia,
Bracia mieli go za gapia.
No i matka nawet czasem
Nazywała go Głuptasem.

Tak im słodko życie idzie,
Ani w zbytku, ani w biedzie.
Starsze bowiem dwa chłopaki
Zarabiali w sposób taki,
że pobożne, starsze panie
Brały ich na utrzymanie.
A i matka, chociaż stara,
Też dawała za talara.
Tylko trzeci syn – wyskrobek
Wypinał się na zarobek.
Że nie udał się niewiastom,
Dawał dupy pederastom
I ku wielkiej matki złości
Nie brał nic od swoich gości…

Tak im się więc dobrze żyło,
I wygodnie, dobrze, miło.
Aż dotarła i w ich strony
Wieść o losie Pizdolony.
Na zarobek więc łakoma
woła matka Chujogroma
I tak rzecze: Ty, mój synu
Id?! Dokonaj tego czynu!
Gdy spierdolisz Pizdolonę
To dostaniesz ją za żonę.
Pół królestwa twoim będzie!
Tak królewskie brzmi orędzie.”

Syn usłuchał rady matki.
Zaraz włożył czyste gatki.
Wymył chuja – i bez zwłoki
Ra?no ruszył w świat szeroki…
A gdy przybył do stolicy,
Zaraz poszedł do ciemnicy
Gdzie się świecą, rozkraczona,
brandzlowała Pizdolona.

Pyta dębem mu stanęła,
Więc się ostro wziął do dzieła
I za pierwszym sztosem leci
Błyskawicznie drugi, trzeci,
Czwarty, piąty – aż nareszcie
Wyrżnął sztosów tysiąc dwieście
I utracił siłę całą –
Lecz królewnie wciąż za mało!
Tak był potem osłabiony,
Że zleść nie mógł z Pizdolony,
Aż musiały dworskie ciury
ciągnąć go za dupę z dziury,
I zanieśli omdlałego,
Do szpitala zamkowego.
A królewna ciągle krzyczy,
Że to mało dla jej piczy!

Prędko, prędko baśń się baje,
Nie tak prędko kutas staje,
Baśń się baje, czas ucieka,
Chujogroma matka czeka,
W końcu martwić się zaczyna –
Że nie widać skurwysyna…

Aż ją doszły straszne wieści…
Powstrzymując łzy boleści,
Pizdoliza do się wzywa
I w te słowa się odzywa:
– Bratu, rzecz to nie do wiary,
Nie powiodły się zamiary.
Kutas zmarniał mu, niestety –
Id? więc ty, spróbuj minety!

I Pizdoliz wnet bez zwłoki,
Ruszył prędko w świat szeroki.
W końcu zaszedł do stolicy.
Tam się udał do ciemnicy,
Gdzie się świecą, rozkraczona,
Brandzlowała Pizdolona.

Zaraz ją za piczę łapie
I minetę tęgo chlapie
Język jego na kształt węża
To się spręża, to rozpręża,
To się wije jak sprężyna,
W pizdę wwiercać się zaczyna,
To po wierzchu, to od środka.
Kręci na kształt kołowrotka,
To się zwija znów jak fryga,
że gdy patrzeć – w oczach miga.
Doba tak za dobą mija,
On jęzorem wciąż wywija.
Lecz z nim także to się stało
Że utracił siłę całą.
Więc i jego dworskie ciury
ciągnęły za dupę z dziury,
I wyniosły omdlałego,
Do szpitala zamkowego.
A królewna ciągle krzyczy,
Że to mało dla jej piczy!

Prędko, prędko baśń się baje,
Nie tak prędko kutas staje,
Baśń się baje, czas ucieka,
Pizdoliza matka czeka,
I już martwić się zaczyna –
Bo nie widać skurwysyna…

W końcu widząc, że nie wraca
Myśli: Na nic moja praca…
Biedna dola jest matczyna.
Oto już drugiego syna
Losy wzięły mi zdradziecko!
Jedno mi zostało dziecko,
I do tego całkiem głupie.

Głuptas miał to wszystko w dupie.
Raz spokojnie po jedzeniu
Chciał pochrapać sobie w cieniu.
Coś mu jednak spać nie daje,
Coś go ciągle gryzie w jaje.
Więc się prędko zrywa z trawy,
W portki patrzy się ciekawy
A tu się po jajach szwenda
Niby chrabąszcz – wielka menda!

Głuptas już rozpinał gacie,
By ją zgubić w sublimacie,
Gdy wtem menda nieszczęśliwa
Ludzkim głosem się odzywa:
Nie zabijaj chłopcze luby!
Czemu pragniesz mojej zguby?
Menda też stworzenie boże,
Że inaczej żyć nie może
I że czasem w jajo utnie –
Nie gubże jej tak okrutnie!?
Głuptas to serca bierze,
Myśli sobie: Biedne zwierzę,
Że mnie utniesz, cóż to złego?
Przecież nie zjesz mnie całego…
A pocierpieć czasem mogę
Id? więc dalej w swoją drogę!

A tu nagle menda znika
I zmienia się w czarownika,
Czarownika – czarodzieja,
I do swego dobrodzieja,
Co się w strachu z miejsca zrywa,
W takie słowa się odzywa:
– ?Że litości miałeś względy
Dla bezbronnej, słabej mendy
I żeś jej darował życie –
Wynagrodzę cię sowicie.
Dam ja ci wskazówki pewne
jak spierdolić masz królewnę.
Sił twych mało tu potrzeba
Jest kondona – samojeba,
Który ma tę dziwną siłę,
Że gdy włożysz na swą żyłę
I rozkażesz – on za ciebie
sztos za sztosem ciągle jebie
Czarodziejską mocą cudną!
Ale zdobyć go jest trudno…
Dupa strzeże go zaklęta,
Na przechodniów wciąż wypięta,
Z której mocą złego ducha
Ustawicznie ogień bucha.
I czy z bliska, czy z daleka,
Żarem swoim wszystko spieka.
I w tym mocnym, wielkim żarze
Dupa się całować każe,
Lecz gdy powiesz do niej słowa:
– Niech się ogień w dupie schowa!
Sama się pocałuj właśnie!
– Wtedy ogień w dupie zgaśnie.
I powoli, z dobrej woli,
Kondon zabrać ci pozwoli.
Za twą dobroć ja ci mogę
Do tej dupy wskazać drogę.
We? ten kłębek z sobą razem,
On ci będzie drogowskazem!
Rzuć na ziemię i id? wszędzie,
Gdzie się kłębek toczyć będzie.
Lecz pamiętaj zawsze święcie
Czarodziejskie to zaklęcie!

Tu czarownik, niby mara,
Zniknł i rozwiał się jak para.
Głuptas wstaje ucieszony,
Bierze kłębek, rozbawiony,
I nie mówiąc nic nikomu
Po kryjomu znika z domu.

Prędko, prędko baśń się baje,
Nie tak prędko kutas staje.
Głuptas idzie, nie ustaje,
Coraz nowe mija kraje.
Gdy stu granic minął słupy
Zaszedł wreszcie aż do dupy,
Z której ogień wieczny tryska.
A podszedłszy do niej z bliska,
Rozżarzonej nad pojęcie,
Czarodziejskie swe zaklęcie
Głuptas z całej siływrzaśnie:
Sama się pocałuj właśnie!…
Wtedy dupa zawstydzona,
Puściła go do kondona.

Więc z kondonem, ucieszony,
Pędzi wnet do Pizdolony.
A gdy przybył do stolicy,
Zaraz poszedł do ciemnicy,
Gdzie się świecą, rozkraczona,
Brandzlowała Pizdolona.

Wkłada kondon na kutasa
I.. O dziwo! U głuptasa
Chuj, co zawsze był jak z ciasta,
Na olbrzyma się rozrasta!
Na sto chujów się rozdziela
Każdy gruby, jak ta bela,
Każdy twardy, jak ze stali,
Każdy długi na sto cali!
Wszystkie chuje z całej siły
Na królewnę się rzuciły,
Każdy się jej w piczę wwierca,
Każdy końcem sięga serca,
Każdy jej się w piczy grzebie,
Każdy jebie, jebie, jebie…
Głuptas leży bez wysiłku,
Czasem klepnie ją po tyłku
Czasem w cycki pocałuje,
A samojeb piczę pruje.
Aż królewna Pizdolona
Zchędożona, spierdolona,
Ze zmęczenia ledwo żywa,
Krzyczy: – Cipa się rozrywa!

Takie przy tym tarcie było,
Aż się w piczy zapaliło.
By ugasić pożar ciała,
Straż zamkowa przyjechała
Z toporami, z bosakami,
Sikawkami i kubłami,
Słowem – z całym inwentarzem
Używanym przy pożarze.
I po długiej, ciężkiej pracy
Ugasili ją strażacy.

Tak została Pizdolona
Z czaru swego wybawiona,
I znów stała się prawiczką
Z malusieńką, ciasną piczką.
Głuptas dostał zaś w podziękę
Pół królestwa i jej rękę.

Król był taki ucieszony,
Ze zbawienia Pizdolony,
Że pomimo swej starości
Kapucyna rżnął z radości,
Tak się znowu poczuł młody
Potem zaś wyprawił gody
Głuptasowi z Pizdoloną –
Mnie na gody zaproszono.
Więc jak mówię, też tam byłam.
Jadłam, piłam, pierdoliłam,
Bawiłam się z nimi społem,
Aż zasnęłam gdzieś pod stołem…

Tu bajka dobiega końca
Już za oknem patrzeć słońca
Przy kominku babcia siwa
Coś mamrocze, głową kiwa
Dając dziatwie pouczenia
O rozkoszach chędożenia.

Których i Wam czytelnicy
Autor tej powiastki życzy!

Autor: Aleksander Fredro

 

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Social media:

„Jest już roczek 2020″

Znalezione obrazy dla zapytania humor nowy rok gif

„Jest już roczek 2020”

Płoną sztuczne ognie, płynie już muzyka
Idzie Nowy Rok a stary już umyka

Więc wznieśmy puchary i tańczmy do rana
Niech los nam nie szczędzi zdrowia i pieniędzy

Szampan, wódeczka a i piwko się leje
Nie jedna panna na stole szaleje

Jedna a i druga raca ku niebu uleciała
Po niebie piękno pokazała

Jest już Roczek Nowy 2020 który szybko zleci
Niestety, tak szybko ucieka czas kochane dzieci

Lecz póki nie minie niech radość przyniesie
Zdrowie, pieniądze i szczęście

Do siego roczku i mokro w kroczku. Niech seks będzie udany, to i w rodzinie będzie . Polityka niech nas nie tyka, bo to daje nieszczęście jeśli idiota bawi się w nią. 😉 Niech w POLSCE, w naszym kochanym kraju w końcu pokój nastanie a ci, co go zagłuszają niech nam życia nie zatruwają i niech POLSKI, POLAKÓW nie okradają.

Do siego roku 2020

Do wszystkich, którzy przysłali mi życzenia rok temu – niestety nie spełniły się!

Bądźcie tak mili i na NOWY ROK przysyłajcie mi raczej pieniądze, alkohol albo bony do Biedronki.

Szczęśliwego Nowego Roku.

Znalezione obrazy dla zapytania humor nowy rok gif

Social media:

🚾 „Policja nam się przypatruje” 🚾 🍌 🐒 👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Podobny obraz

„Policja nam się przypatruje”

Kiedy ochotka na piwko przychodzi
Fajnie sobie na ławce w parku posiedzieć
Wśród znajomych rozmowa przyjemnie nam się plecie

Policja nam się przypatruje kiedy donos otrzymuje
Raz kopnie innym razem pałką poczęstuje
Na komisariat aportuje

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Znalezione obrazy dla zapytania POLICJA HUMOR GIF

Social media:

👣 “Pajączek i dziewczynka” 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Znalezione obrazy dla zapytania dziewczynka i pajączek gif humor

Jak tam?… Nocka z przytupem przybyła do Was? A może masażyk by się przydał?

“Pajączek i dziewczynka”

Dziewczynka zasnęła
Pajączek skrada się cichutko

Masuje odnóżkami po szyi…
Wytwarza prądy pożądania

Odnóża przyjemność jej dały
Brzuszka równiną schodzi powoli

Z gorącej szyi dreszcze podniecenia zdejmuje
Dziewczynki ciało smakuje

Po dziewczynce odnóżkami
Coraz śmielej zaczyna swawolić

Powoli schodzi niżej
Nie szczędzi piersi, sutki jej stwardniały

Krzyk przenikliwy słychać
A!… ratunku, pająka widzę!…

A to tylko malutki pajączek cichutko się skrada
Po ciele dreszczyki rozplata

Masuje odnóżkami po szyi
Wytwarza prądy pożądania…

Dziewczynka bardzo boi się pajączka
A on masuje ją cichutko

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

 

Znalezione obrazy dla zapytania pająk gif

Social media:

🍌 “Powiedzonka o piwie” 🍌👣 ☜♡☞ / „O teatrze życia – Życie jest szkołą” / Monika Janos

Znalezione obrazy dla zapytania piwo gif humor

Powiedzonka o piwie

<znalezione w internecie>

-Niech się piwo leje z nieba, bo humoru nam potrzeba.

-Piwo to jest życia blues, daje miłość oraz luz.

-Piwo z Tobą, piwo wszędzie, nie porzuci, zawsze będzie.

-Gdy gorąco, łeb się kiwa, napij się zimnego piwa.

-Jeśli chcesz bym z Tobą był, wiedz że piwo będę pił.

-Piwko z rana jest jak śmietana.

-Rzekł raz dziadek do wnusia – pij piwko nie pij wina.

-Chcesz być piękny i być młody wypij piwo dla pogody.

-Kac przychodzi i odchodzi, piwko nigdy nie zawodzi.

-Od pieluchy aż po grób, zawsze piwko sobie kup.

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Monika Janos – „O teatrze życia – Życie jest szkołą”

☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞☜♡☞

Social media: