Wojna polsko-kaczyńska

30+ Best polityka images in 2020 | polityka, zabawne memy, śmieszne

Jarek kaczyński - zdjęcia, obrazki, kwejk - Giwera.pl

Wojna polsko-kaczyńska

W odpowiedzi na coraz bardziej zaogniającą się sytuację odezwę wygłosił Jarosław Kaczyński, pełniący od niedawna funkcję wiceprezesa Rady Ministrów.
27 października 2020 czy 13 grudnia 1981 r.? Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego może kojarzyć się z orędziem gen. Jaruzelskiego. Tomasz Sekielski zmontował wideo, które pokazuje, że coś w tym jest.

Tomasz Sekielski na swoim kanale na YouTubie opublikował zmiksowane wystąpienie Kaczyńskiego i Jaruzelskiego.

Ostatnie wystąpienie Prezesa Kaczyńskiego nasuwa jak najgorsze i ponure skojarzenia z naszej historii. Szczucie na własnych obywateli nigdy nie kończyło się dobrze. Nie wiem, czy “emerytowany zbawca narodu” zdaje sobie sprawę, jak bardzo przypomina pewnego Generała. Do dziś wspominając lata 80-te ubiegłego wieku mówi się o wojnie “polsko-jaruzelskiej”, czy kiedyś opowiadając o 2020 roku będziemy mówić o wojnie “polsko-kaczyńskiej”?

"Wojna polsko-kaczyńska" - tak zatytułowane wideo pojawiło się na kanale Tomasza Sekielskiego

“Wojna polsko-kaczyńska” – tak zatytułowane wideo pojawiło się na kanale Tomasza Sekielskiego.

 

 

auto
00:00 / 00:47

Kaczyński mówi w niej m.in. o “ataku, który ma zniszczyć Polskę”, przewiduje, że “demonstracje będą kosztowały życie wielu ludzi” i nawołuje do obrony polskich kościołów, które podobno są zagrożone.

Internauci i dziennikarze szybko zauważyli, że wystąpienie Kaczyńskiego przypomina słynne przemówienie gen. Wojciecha Jaruzelskiego z 13 grudnia 1981 r., którego autorem był dziennikarz Wiesław Górnicki (na podstawie jego opowiadania nakręcono kultową “Klątwę Doliny Węży“).

“Zagadka z dedykacją dla Jarka!”. Maciej Stuhr komentuje wystąpienie Kaczyńskiego

Podobieństwo wychwyciła sama Monika Jaruzelska, a więc córka zmarłego w 2014 r. I sekretarza KC PZPR, która zamieściła na FB fragment przemówienia ojca.

Trwające cztery i pół minuty wideo zostało w taki sposób zmontowane, jakby politycy czytali na zmianę to samo oświadczenie.

Maciej Stuhr – Zagadka z dedykacją dla Jarka!

Maciej Stuhr2 godz. temu

 

Zagadka z dedykacją dla Jarka!

1. Zaimek osobowy w drugiej osobie liczby mnogiej.
2. Imię męskie Piotr po francusku.
3. „Tak” po rosyjsku.
4. i Twoje ulubione: „kłamstwo” po angielsku. 

Jaroslaw Kaczynski GIF - Jaroslaw Kaczynski Jaroslawkaczynski - Discover &  Share GIFs

W sieci pojawiło się przemówienie Jarosława Kaczyńskiego, który odniósł się do sytuacji na ulicach polskich miast. Jego wystąpienie skomentował Maciej Stuhr. Na FB aktora pojawił się rebus.

Posłanki PIS spierdalają z konferencji – PiS zaczną się ubierać w mundurki jak w Korei?

Posłanki PIS spierdalają z konferencji –

OPRAC. VIOLETTA BARAN
1 godzinę temu

Rzeczniczka PiS do dziennikarki: zadaje pani niegodne pytanie

Ubrane w białe bluzki posłanki PiS zadeklarowały we wtorek na konferencji prasowej, że z programu “Za życiem”, który działa od 2017 r., skorzystało już kilkanaście tysięcy rodzin. Mówiły też o tym, że będzie on rozszerzany. Lecz gdy jeden z dziennikarzy zapytał o konkrety usłyszał, że ma sobie “odwinąć nagranie”.
OPRAC. VIOLETTA BARAN
1 godzinę temu

Rzeczniczka PiS do dziennikarki: zadaje pani niegodne pytanie

Ubrane w białe bluzki posłanki PiS zadeklarowały we wtorek na konferencji prasowej, że z programu “Za życiem”, który działa od 2017 r., skorzystało już kilkanaście tysięcy rodzin. Mówiły też o tym, że będzie on rozszerzany. Lecz gdy jeden z dziennikarzy zapytał o konkrety usłyszał, że ma sobie “odwinąć nagranie”.
Zaczną się ubierać w mundurki jak w Korei?

Slajd 1 z 99: A photo taken on July 24, 2017 shows a group of university students walking on a street in Pyongyang.

Konferencja prasowa posłanek PiS w wtorek, 27.10.2020 r.

Konferencja prasowa posłanek PiS w wtorek, 27.10.2020 r. (PAP, Fot: Piotr Nowak)

– Nie ma konieczności doprecyzowywania wyroku Trybunału Konstytucyjnego w drodze legislacyjnej. TK potwierdził swą linię orzeczniczą na przestrzeni lat, nie stwierdził nic nowego – oświadczyła we wtorek na konferencji prasowej rzeczniczka PiS Anita Czerwińska, pytana przez jednego z dziennikarzy, czy szykowana jest nowelizacja tzw. ustawy antyaborcyjnej z 1993 roku po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego.

Przypomnijmy, że w poniedziałek wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki mówił, że po publikacji wyroku trzeba pilnie będzie “podjąć odpowiednie rozstrzygnięcia“. – Pytanie, czy trzeba ustawę nowelizować, czy wystarczy rozporządzenie ministra zdrowia – stwierdził wówczas Terlecki.

– Pan marszałek Terlecki nie stwierdzał tego jako rzeczy pewnej, wyraził pewnego rodzaju opinię. Pana pytanie jest dość szczegółowe i my nie jesteśmy w stanie tu rozsądzić tego typu rozporządzenia, bo to nie jest kwestia posłów – powiedziała pytana o te słowa rzeczniczka PiS

Dopytywana o doprecyzowanie prawa do wyroku odrzekła: “Nie ma takiej konieczności”. Wcześniej pytał pan o rozporządzenie i też panu na to pytanie odpowiedziałam. Będziemy państwa informować, jeśli będziemy mieli w tej kwestii coś do powiedzenia – dodała.
Dziennikarz próbował także dopytać posłankę PiS Annę Milczanowską, prywatnie matkę dziecka z zespołem Downa, o plany rozszerzenia programu “Za życiem”, a także czego ona, jako matka niepełnosprawnego dziecka, oczekiwałaby po takim programie.

– Chcemy go jeszcze rozszerzać – odparła posłanka Milczanowska. – Co do orzeczenia, ono dotyczy przesłanki eugenicznej. Możliwa jest aborcja, gdy dotyczy zagrożenia życia matki, a o tym zapomina ulica – i nie mówicie o tym wy, dziennikarze – a także gdy dziecko jest wynikiem gwałtu. Mówi się do kobiet, że będziecie rodzić dzieci jak zostaniecie zgwałcone, albo, że będziecie rodzić dzieci, gdy zagrożone będzie wasze życie. To jest kłamstwo. To orzeczenie dotyczy przesłanki eugenicznej – kontynuowała posłanka PiS.

– Ja jestem matką dziecka z zespołem Downa, ja często apeluję, od czasu kiedy jestem w życiu publicznym, otwierajmy się na miłość, jesteśmy cywilizacją miłości – dodała anna Milczanowska.

Gdy dziennikarz po raz kolejny starał się dowiedzieć, jakie są konkretne pomysły na zmiany w tym programie, głos zabrała rzeczniczka PiS. – Bardzo przepraszam panie redaktorze, czy pan spóźnił się na konferencję? – zapytała Czerwińska. Zaproponowała też, by “odwinął sobie nagranie” z konferencji.

Protest kobiet. Rzeczniczka PiS do dziennikarki: zadaje pani niegodne pytanie

Rzeczniczka PiS pytana była również, dlaczego nie podpisała się pod wnioskiem do TK, który złożyła grupa posłów PiS, PSL i Konfederacji. – Nie podpisałam, bo nie każdy musi podpisywać. Nie pod każdym dokumentem, wnioskiem każdy poseł się podpisuje – stwierdziła.

“Niegodnym” nazwała pytanie dziennikarki, skierowane do wszystkich uczestniczek konferencji o to, czy ich zdaniem kobieta, która ma pewność, że w jej ciele rozwija się płód bez mózgu czy serca, powinna być zmuszana do urodzenia.

Dziennikarka próbowała dopytać, na czym polega “niegodność” jej pytania, ale nie uzyskała odpowiedzi.

– Chcemy rozmawiać o tym w ciszy, spokoju, w atmosferze godnej, bo taka powinna towarzyszyć temu tematowi – powiedziała Anita Czerwińska, po czym posłanki PiS się rozeszły.

Posłanki PIS spierdalają z konferencji po pytaniu Justyny Dobrosz-Oracz o jasną deklarację każdej z posłanek, czy są za tym, aby kobieta rodziła dziecko bez mózgu.

#Wypierdalać #jebaćpis

Kabaret “Ani Mru Mru”

Nie mają litości dla Agaty i Kingi Dudów. Zamieścili wymowny żart

Członkowie kabaretu Ani Mru Mru opowiadają się przeciwko rządzącym i potrafią zamanifestować swoje poglądy zarówno dobitnie, jak i żartobliwie. Tym razem oberwało się żonie i córce prezydenta Polski.

Kabaret “Ani Mru Mru”

Obraz może zawierać: 2 osoby, zbliżenie, tekst „KABARET ANI MRU MRU P @”

Od czwartkowego wyroku Trybunału Konsytucyjnego w sprawie zakazu aborcji embriopatologicznej trwają protesty w kraju. Dziesiątki tysięcy Polaków wyszły na ulice. Głos zabrało też wielu celebrytów, opowiadając się zarówno po jednej, jak i drugiej stronie sporu.

Napięta atmosfera udzieliła się też Marcinowi Wójcikowi z kabaretu Ani Mru Mru. Mężczyzna w sobotę poinformował, że otrzymał propozycję współpracy z TVP, ale odmówił ze względu na sposób relacjonowania przez nich wydarzeń.

“Postanowiłem dziś zerknąć na pasmo informacyjne TVP i sprawdzić, czy lubię i szanuję waszą stację. Z przykrością stwierdziłem, że niestety w dalszym ciągu nie, zakłamywanie rzeczywistości i bezwstydna propaganda nie wpisuje się w mój system wartości” – napisał na Facebooku.
NEWS
OPRAC. MARTA OSSOWSKA

Nie mają litości dla Agaty i Kingi Dudów. Zamieścili wymowny żart

Członkowie kabaretu Ani Mru Mru opowiadają się przeciwko rządzącym i potrafią zamanifestować swoje poglądy zarówno dobitnie, jak i żartobliwie. Tym razem oberwało się żonie i córce prezydenta Polski.

 

Michał i Marcin Wójcikowie z kabaretu Ani Mru Mru.

Michał i Marcin Wójcikowie z kabaretu Ani Mru Mru. (East News)

Od czwartkowego wyroku Trybunału Konsytucyjnego w sprawie zakazu aborcji embriopatologicznej trwają protesty w kraju. Dziesiątki tysięcy Polaków wyszły na ulice. Głos zabrało też wielu celebrytów, opowiadając się zarówno po jednej, jak i drugiej stronie sporu.

Napięta atmosfera udzieliła się też Marcinowi Wójcikowi z kabaretu Ani Mru Mru. Mężczyzna w sobotę poinformował, że otrzymał propozycję współpracy z TVP, ale odmówił ze względu na sposób relacjonowania przez nich wydarzeń.

Jolanta Kwaśniewska o decyzji TK ws. aborcji. “Nie możemy liczyć na Agatę Dudę”

“Postanowiłem dziś zerknąć na pasmo informacyjne TVP i sprawdzić, czy lubię i szanuję waszą stację. Z przykrością stwierdziłem, że niestety w dalszym ciągu nie, zakłamywanie rzeczywistości i bezwstydna propaganda nie wpisuje się w mój system wartości” – napisał na Facebooku.

 

Komik uznał, że “woli rowy kopać” niż zarobić 1200 zł podczas występu w telewizji. Warto zaznaczyć, że kabaret Ani Mru Mru zdecydował o zaprzestaniu współpracy z TVP już w 2016 r., gdy prezesem stacji został Jacek Kurski.

Reakcja Wójcika spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem fanów. Okazuje się, że to nie koniec ich politycznego zaangażowania. Na profilu kabaretu Ani Mru Mru na Facebooku pojawił się mem, nawiązujący do ich nazwy, na którym wskazano dwie ważne kobiety w państwie, które dotąd nie zabrały głosu w sporze dotyczącym kompromisu aborcyjnego.

Zwrócił się do profesora. “Gdzie Pan był?”

Jurek Owsiak odpowiedział prof. Bralczykowi

KAROLINA WOŹNIAK

Zwrócił się do profesora. “Gdzie Pan był?”

Od 22 października na ulicach miast w całej Polsce odbywa się Strajk Kobiet. Protestujący buntują się przeciwko decyzji TK ws. aborcji embriopatologicznej.

Od czwartku w 60 miastach w Polsce odbywają się protesty. Większość kobiet wyszła na ulice, żeby pokazać swój sprzeciw nie tylko wobec decyzji Trybunału Konstytucyjnego, ale również wobec obecnej władzy.

Protestujący wykrzykują hasła, które szybko zapadają w pamięć. Niektórzy skandowali w rytm słynnej piosenki Erica Prydza “Call On Me”. Inni wykrzykują jedno słowo, które Jerzy Bralczyk uznał za “szkodliwe”.

Jurek Owsiak zwrócił się do prof. Jerzego Bralczyka

Jerzy Bralczyk, w rozmowie z portalem Natemat.pl przyznał, że słowo “wypier…ć” nie przynosi żadnych korzysci. “[…] Raczej szkodzi tym protestom, niż pomaga” – stwierdził. “[…] Sugeruje, że protestującym nie tyle chodzi o konkretną sprawę, ile o usunięcie tych, których, usunąć chcą – prawdopodobnie rządu, obecnych ustawodawców albo kogoś innego”.

Na słowa językoznawcy zareagował Jurek Owsiak. Szef WOŚP odniósł się również do gestu, który Joanna Lichocka pokazała w sejmie. W poście na Facebooku zwrócił się do Jerzego Bralczyka: “Gdzie Pan był Panie profesorze, kiedy posłanka PiS Joanna Lichocka pokazała fu…a w Sejmie?”.

“Pan profesor Bralczyk stwierdził, że słowo – hasło WYPIER…Ć nie służy dobrze manifestacjom. Mówiąc krótko a może by słowo PRECZ, WYNOCHA a może MAMY WAS DOSYĆ. No więc nie – słowo hasło WYPIER…Ć jest jedynym dzisiaj zrozumiałym poleceniem wobec ludzi, którzy zdemontowali Polskę i fundamenty państwa! Gdzie Pan był Panie profesorze, kiedy posłanka PiS Joanna Lichocka pokazała fu**a w Sejmie? Gdzie Pan był, kiedy sędzia Trybunału Konstytucyjnego Krystyna Pawłowicz wyzywała i lżyła profesora Bartoszewskiego czy pana Stanisławskiego”.

Post Jurka Owsiaka na Facebooku

Pod postem pojawiło się wiele komentarzy. Internauci popierali wykorzystywanie wulgarnego słowa podczas Strajku Kobiet. “Grzecznie już było, to słowo jest bardzo krótkie i treściwe w przekazie”,“po dobroci już było i nie rozumieli”, “jak znam historię świata, tak nie kojarzę by jakąkolwiek, nawet najmniejszą rewolucję wygrali profesorowie swoimi stylistycznie wspaniałymi elaboratami. Brawo Jurek!” – czytamy pod postem.

 

Studentka prawa Oliwia Zamrzycka wyraża sprzeciw do wyroku TK z dnia 22.10.2020

“Jako studentka, a tym bardziej jako kobieta, nie wyobrażam sobie uczęszczania na zajęcia, a tym bardziej na egzamin do kogoś, kto kilka dni temu podeptał moje prawa.

Dlatego apeluję do Pana o rezygnację z pracy na naszej uczelni. Być może jest Pan specjalistą z zakresu prawa pracy, jednak konstytucjonalista z Pana marny, a co najważniejsze mam wrażenie, że zapomniał Pan czym jest człowieczeństwo i właśnie tym motywuję swoją prośbę”

Studentka prawa Oliwia Zamrzycka wyraża sprzeciw do wyroku TK z dnia 22.10.2020

Oliwia Zamrzycka

Jednym z sędziów Trybunału Konstytucyjnego, który poparł wyrok, był prof. Jakub Stelina. Sędzia pracuje na Uniwersytecie Gdańskim, gdzie w poniedziałek prowadził wykład. Został on przerwany przez jedną ze studentek. Oliwia Zamrzycka odczytała oświadczenie, w którym zarzuciła prof. Stelinie niekompetencje i brak człowieczeństwa.

Aborcje u księży! Kościelne szpitale usuwają ciąże!

orionblues

Po ogłoszeniu wyroku za naruszenie dóbr osobistych Alicji Tysiąc przez redaktora naczelnego i wydawcę “Gościa Niedzielnego” sformułowaniami zawartymi w serii artykułów na jej temat, rozgorzała dyskusja na forum internetowym.

Wiele osób komentując sprawę krytykuje Kościół, czyli stronę atakującą Alicję Tysiąc. „Nie macie nawet pojęcia co się dzieje w zakonach” pisze na forum tarantulos. Internauta na poparcie swojej tezy przywołuje historię z własnego życia. W jednej z miejscowości pod Tarnobrzegiem w czasie niedzielnej mszy ksiądz z ambony rzucał kalumnie pod adresem miejscowego lekarza za przeprowadzanie aborcji.

Tak się zdarzyło akurat, że na tej mszy był również ów człowiek!!!!!!!!!

Po kazaniu zdenerwowany lekarz podszedł do mikrofonu, przyznał się do popełnionych aborcji i poinformował wiernych o szczegółach tych zabiegów. W dwóch przypadkach aborcje zagrażały życiu kobiet, zaś pozostałe kobiety były zakonnicami!!!!!

„Morał – kler to banda hipokrytów” – pisze tarantulos.

Mnie osobiście zastanawia tylko jedno, polskie społeczeństwo jest skutecznie odizolowane od tych informacji. Kościół poprzez swoich kapelanów manipuluje wiernymi od setek lat, ale nie zawsze mu się to udaje.

W Irlandii postanowiono skutecznie z tym skończyć, ujawniono całą prawdę.

A nasze czarne służby bija na alarm, że to atak na kościół, co za bzzzddddura!

Nikt nie gryzie murów kościelnych, tylko żywych ludzi w jego służbie!!!!! Którzy przekraczają wszelkie możliwe granice, które ich obowiązują!!!

Łamią obowiązujące prawa i ukrywają się za murami kościelnymi! Są przykłady, że przestępcy w sutannach są ścigani po całym świecie, a oni starają się sobie pomagać wzajemnie, aby uniknąć odpowiedzialności.

Demokracja i prawo obowiązuje wszystkich, sutanna nie powinna chronić przed odpowiedzialnością.
Tym bardziej, że ich ofiarami są ich wierni, którym powinni służyć w wierze.

Natomiast przekręty finansowe dokonywane przez kler, to już zupełnie inna brożka. Magazynowanie polskiej ziemi na majątkach kościelnych, to też inna bożka.

Ponieważ ziemia stanowi im zabezpieczenie, godnej przyszłości na wypadek zmiany koniunktury społecznej w stosunku do służb kościelnych.
Kto to wreszcie zrozumie.

pozdro,,,

wiadomosci.wp.pl/(…)kat,title,Pani-Tysiac-nalezy-od…

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko znajomi orionblues mogą komentować ten wpis.

 Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego

  • awatar
    @Nortus & Xylia: ja też zbieram się napisać list do Prymasa, bo to jawny cud!
    Dlaczego kościół to ukrywa! Zakonnice żyjące za murami cywilizacji rozmodlone zachodzą w ciążę,,,,to tylko kolejny cud, a może wyskrobią kolejnego mesjasza? Co do cholery się dzieje z tą wiarą, z jej sługami, o co chodzi do cholery,,,,może trzeba rozgonić to towarzystwo wzajemnej adoracji? Ja nie słyszałem aby gdzieś zgwałcono jakiś zakon,,,,to kto? i czym czyni cuda? pozdro,,,
  • awatar
    zakonnica w ciąży? to chyba jako cud należy uznać.

Aborcje u księży! Kościelne szpitale usuwają ciąże!

Szok! Po ujawnieniu szeregu afer pedofilskich, mamy kolejny skandal w Kościele Katolickim. W kościelnych szpitalach, którymi zarządzają księża ,dokonuje się aborcji! Na życzenie!

Ta informacja na pewno poruszy katolików, którzy są “obrońcami życia”. W hiszpańskich szpitalach, które mają w nazwie imiona świętych, dokonuje się aborcji. Mało tego, trudno uwierzyć, by zarządzający nimi księża o niczym nie wiedzieli, bo oficjalnie rozdaje się w nich tabletki wczesnoporonne.O aferze doniosła dziennikarka prawicowej gazety “ABC”, która prześledziła raporty dotyczące aborcji. Na liście szpitali robiących zabiegi znalazło się kilka katolickich placówek.Aborcje dokonywano w Szpitalu Świętego Krzyża i Świętego Pawła oraz Szpitalu Ogólnym w Granollers, a w kilku katalońskich placówkach m.in. w Szpitalu Świętego Jana Bożego, należącym do zakonu bonifratrów, rozdawano pigułki wczesnoporonne RU-486.Mało tego, obrońców życia w Hiszpanii dobiła wiadomość, że doradzający szpitalowi bonifratrów instytut bioetyczny jezuitów oficjalnie opowiadał się za dopuszczeniem aborcji i eutanazji “w skrajnych przypadkach” – relacjonuje aferę “Rzeczpospolita”.

Zakonnica zamiast kochać osierocone dzieci, odbierała im życie w okropny sposób.

Źródło: (Zd. Il.) Marek BAZAK/East News

Wszystkie wideo autora Wiktor Ćwikliński

Zakonnica zamiast kochać osierocone dzieci, odbierała im życie w okropny sposób. Niewyobrażalnie tragiczne, proceder zbiorowy, dotyczył wielu członkiń zakonu z Irlandii lata temu

Zakonnica na co dzień budzi skojarzenia ze spokojem, dobrem, pobożnością. To nie jest jednak historia, w której będzie można użyć tych słów. Koszmar, jaki zgotowały irlandzkiej zakonnice swoim wychowankom, nie mieści się w głowie.

Pierwsze doniesienia na temat masowego grobu dzieci w Tuam w Irlandii pojawiły się w latach 70 XX. wieku. Początkowo wszyscy sądzili, że pochodzą one z okresu klęski głodu w połowie XIX wieku. Dopiero po wielu latach, śledztwo historyk Catherine Corless doprowadziło do wstrząsającego wniosku. 796 pochowanych w betonowym zbiorniku ciał okazały się należeć do dzieci zmarłych w latach 1926-1961. Najmłodsze miało zaledwie dwa dni, najstarsze – 9 lat. Jak wykazały badania, zdecydowana większość dzieci umarła z powodu pozornie łagodnych chorób, przedwczesnego urodzenia, albo niedożywienia

Dom zakonnic z koszmaru

Sierociniec i dom samotnej matki w Tuam założono w 1925 r. Działał przez cztery dekady. Odnaleziono świadectwa zgonu 795 niemowlaków, ale żadnego świadectwa pochowania na cmentarzu. W ośrodku w Tuam najczęściej lądowały kobiety, które zaszły w ciążę pozamałżeńską. Według informacji BBC, łącznie przewinęło się przez to miejsce 35 tysięcy kobiet. Były traktowane w okropny sposób. Odmawiano im jakiegokolwiek poszanowania godności. Nawet gdy umierały, odmawiano im pochówku na poświęconej ziemi.

DZISIAJ GRZEJE: 1. Kilka dni temu Michał popełnił samobójstwo. W katolickiej szkole prześladowano go za orientację, tak kończy się nienawiść do LGBT
2. Otwierają granice, nie wpuszczą Polaków. Kraj w Europie podjął decyzję

Ujawnienie prawdy na temat ośrodka w Tuam doprowadziło do ogromnego skandalu w irlandzkim Kościele – Byłem głęboko wstrząśnięty, jak my wszyscy, informacją o liczbie dzieci pochowanych w Tuam. Dowiedziałem się o skali tej tragedii z mediów i danych historycznych – komentował sprawę arcybiskup Tuam, Michael Neary. – Jestem przerażony i zasmucony, słysząc, że chodzi o tak wiele zmarłych dzieci. Myślę o wielkim cierpieniu i bólu tych maleństw i ich matek – przekonywał.

Stanowisko zabrał również premier Irlandii, Enda Kenny – Sposób, w jaki traktowano te matki i ich dzieci, budzi naszą odrazę i wstręt. Jeśli nie zajmiemy się tym problemem w sposób właściwy, dusza Irlandii spocznie jak dzieci tak wielu tych matek w nieoznaczonym grobie – mówił wstrząśnięty.

W ośrodku prawdopodobnie istniał również system wykorzystywania niewolniczej pracy zdesperowanych matek. Oferowały swoje usługi po niższej cenie niż pralnie komercyjne. Prały nie tylko szaty księży czy ludzi Kościoła, ale i pracowników Banku Irlandii czy członków armii – Pamiętam, gdy będąc jeszcze chłopcem, widziałem, jak auta pralni zabierały w poniedziałek ubrania i odwoziły je z powrotem w piątek. Przyjaciele matki mówili mi, że siostry trzy razy w tygodniu udawały się do banku z walizkami pełnymi gotówki. Robiły znakomity interes – wspomina John Rodger, który jako dziecko przebywał w ośrodku.

Według wielu komentatorów sprawa ośrodka w Tuam była jedną z najważniejszych przyczyn załamania się irlandzkiej religijności. Kraj ten przeszedł w ostatnich latach niezwykle głęboką przemianę społeczną i polityczną, która doprowadziła do niemal całkowitej utraty wpływów przez Kościół Katolicki.

Gdzie są dzieci zakonnic? Molestowane zakonnice rodziły dzieci”

https://pl-pl.facebook.com/wiadomosciwppl/videos/1038725859635733/

Gdzie są dzieci zakonnic?

“Molestowane zakonnice rodziły dzieci”.

Papież Franciszek przyznał, że molestowanie zakonnic przez księży i biskupów opisane przez “Women Church World” miało miejsce. – Są księża i biskupi, którzy to robili.

Papież Franciszek podczas powrotu ze swojej pierwszej wizyty w Zjednoczonych Emiratach Arabskich został zapytany przez dziennikarzy o zeszłotygodniowe doniesienia watykańskiego miesięcznika „Women Church World”. Gazeta opisała przypadki molestowania i seksualnego wykorzystywania zakonnic przez księży i biskupów w kościele katolickim.

Papież Franciszek o molestowaniu zakonnic: Są księża i biskupi, którzy to robili

Z ujawnionych przez miesięcznik informacji wynika, że niektóre siostry zakonne pod presją duchowych dokonywały aborcji, a inne w tajemnicy rodziły dzieci, które nigdy nie poznały swoich prawdziwych ojców-księży.

W rozmowie z dziennikarzem Associated Press papież Franciszek przyznał, że opisane przez „Women Church World” przypadki seksualnego wykorzystywania zakonnic przez księży i biskupów miały miejsce.

-Są księża i biskupi, którzy to robili. Myślę, że to wciąż się dzieje. Nie chcę słyszeć, że Kościół nie ma tego problemu, bo ma  – powiedział papież, który po raz pierwszy otwarcie odniósł się do przypadków molestowania zakonnic.

Gdy siostry zakonne seksualizują dzieci – Potwornie zniekształcone ZYGOTY

Gdy siostry zakonne seksualizują dzieci

Gdy siostry zakonne seksualizują dzieci — slwstr

Potwornie zniekształcone ZYGOTY

Czy wiecie, że jedną z najwcześniejszych wzmianek jakie da się znaleźć w sieci na temat sprawy siostry Bernadetty, boromeuszki znanej też jako Agnieszka F., są pretensje jej zakonu pod adresem mediów? W oświadczeniu podpisanym przez przełożoną generalną siostrę Albertę, datowanym na 12 kwietnia 2008 roku, czytamy:

Zarząd Kongregacji Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeuszka w Trzebnicy, wyraża ogromne ubolewanie z powodu rozpowszechniania przez media potwornie zniekształconych faktów, związanych ze sprawą molestowania seksualnego wśród wychowanków Specjalnego Ośrodka Wychowawczego w Zabrzu.

Ferowanie wyroków, dokonane przez media przed wyrokiem sądu wobec pracujących tam Sióstr, jest nie tylko bolesne, ale głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące.

Ból odczuwany przez siostrę Albertę nie powstrzymał Rzeczpospolitej, która trzy dni później opisała pokrótce horror w domu opieki prowadzonym przez Agnieszkę F.:

bezkarnosc-boromeuszek-optymalizowany.gif

Skargi dzieci siostry kwitują wyzwiskiem „ty pedale”. Uderzały np. wieszakiem. Dzieci wyzywały od ułomów, debili. Przed drzwiami do siostry Bernadetty stoi ławeczka. Tam podopieczni czekają na karę za zgubienie skarpetki czy urwanie guzika. Bito pasem, kijem, mopem. Adam M.: – Dostawało się tyle, ile się miało lat.

Za gorsze przewinienia szło się na strych. Siostra Bernadetta nie biła. Mówiła tylko do starszych, zaufanych wychowanków: „Jest wasz, dajcie mu nauczkę”. Bili do krwi. (…)

W pokojach dzieci nie ma zabawek. (…) Większość moczy się w nocy. To syndrom dziecka molestowanego. Za to jest kara: wachlowanie prześcieradła aż będzie suche. Dzieci są na noc zamykane w pokojach na klucz. Do środka wstawia się wiadro. W ciągu dnia muszą być na sali dziennego pobytu. Wszyscy pod okiem sióstr. Prokuratorzy ustalili, że takie zwyczaje panowały w ośrodku od lat 70.

Proces ruszył, Rzeczpospolita opublikowała artykuł, kilka lokalnych gazet też o tym pisało, z mediów ogólnopolskich o sprawie miał notkę portal WP.pl, ale zasadniczo sprawa szybko ucichła. Media wróciły do niej dopiero w 2010 roku, gdy Agnieszkę F. skazano po raz pierwszy, jeszcze nieprawomocnym wyrokiem. Wprost relacjonowało:

Jak poinformował w czwartek prezes zabrzańskiego sądu rejonowego sędzia Marcin Rak, w opublikowanym tego dnia wyroku sąd zastosował wobec siostry Agnieszki F. łączną karę dwóch lat pozbawienia wolności z zawieszeniem wykonania na pięć lat, natomiast Bogumiłę Ł. skazał na osiem miesięcy więzienia w zawieszeniu na trzy lata. (…)

Kuratorium Oświaty w Katowicach, które po informacji prokuratury na początku 2007 r. kontrolowało zabrzański ośrodek uznało, że opieka w placówce, w której przebywa ok. 50 dzieci, mogła nie być prawidłowa, a stosowane metody były archaiczne. Wnioski przekazano zgromadzeniu sióstr boromeuszek, które zareagowało zmieniając tam kierownictwo.

Opieka mogła nie być prawidłowa, metody archaiczne. Czy to znaczy, że skłanianie starszych wychowanków, by gwałcili młodszych, to „archaiczna metoda wychowawcza”? Nie udało mi się dotrzeć do pisma Kuratorium Oświaty, by poznać szczegóły wniosków przekazanych zgromadzeniu sióstr boromeuszek.

W październiku tego samego roku w lokalnej prasie pojawiły się rozważania, czy siostra Bernadetta utraci otrzymaną w 2003 roku nagrodę św. Kamila:

O tym, że siostra Bernadetta jest w zaszczytnym gronie laureatów nagrody św. Kamila przypomniała podczas ostatniej sesji radna Anna Solecka-Bacia.

– Uważam, że kapituła nagrody św. Kamila nie powinna milczeć, jeżeli laureatka nagrody sprzeniewierzała się idei jej przyznania. Ludzie są ułomni, nie wszystko o nich wiemy, ale jeśli ta nagroda ma być etyczną wizytówką Zabrza, to powinna trafiać w ręce osób, które postępują etycznie – podkreśla Solecka-Bacia.

Oczekuje, że kapituła przyznająca nagrodę (m.in. prezydent Zabrza, przewodniczący RM i ubiegłoroczni laureaci) wyrazi chociaż ubolewanie, a w regulaminie przyznania nagrody pojawi się zapis umożliwiający jej odebranie osobie, która np. ma wyrok sądowy. Teraz go brak.

Dariusz Krawczyk, rzecznik zabrzańskiego magistratu, przyznaje, że trzeba tę sprawę uporządkować. Zapewnia, że kapituła nagrody się tym zajmie na swoim najbliższym posiedzeniu.

Ostatecznie kapituła nie musiała się niczym zajmować. Oburzona siostra Bernadetta sama zwróciła nagrodę, zaś zakon, jak doniosła lokalna prasa, „stanął murem za skazaną zakonnicą” (podkreślenie moje):

Zakonnica zwróciła nagrodę, która ma wielką wartość etyczną, bo… poczuła się dotknięta wystąpieniem radnej Anny Soleckiej-Baci. (…)

Boromeuszki zareagowały ostro. Nieprawomocny jeszcze wyrok sądu i wystąpienie radnej potraktowały jako potępienie siostry Bernadetty, a także szerzej – jako atak na kler w ogóle.

Co więcej, zakon sióstr miłosierdzia św. Karola Boromeusza stanął murem za skazaną zakonnicą. W liście podpisanym przez s. Albertę Barbarę Groń, przełożoną generalną, możemy m.in. przeczytać: “Siostra Bernadetta pracując w Specjalnym Ośrodku Wychowawczym w Zabrzu ponad 20 lat, wszystko poświęciła dzieciom (…) Nikt, kto nie ma doświadczenia posługi takim dzieciom, nie ma pojęcia, jak trudna to praca“.

Sprawa znowu przycichła. Aż do 2011, gdy sąd apelacyjny nie tylko utrzymał wyrok skazujący wobec Agnieszki F., ale go jeszcze zaostrzył. Siostrę skazano na dwa lata bezwzględnego więzienia. Przy tej okazji portal naszemiasto.pl próbował przypomnieć historię siostry Bernadetty, a także fakt, że gehenna dzieci w ośrodku boromeuszek trwała od wielu dekad (podkreślenia moje):

Miałem wtedy 10 lat. (…) Wpadła siostra i każdemu przywaliła menażką po głowie. Krzyknąłem niepotrzebnie, że boli. Wtedy siostra zaczęła mnie z całej siły walić tą menażką, aż zalałem się krwią. Było chyba ze mną źle, bo siostry zawiozły mnie do szpitala – opowiada Rafał, dzisiaj student pedagogiki.

Lekarz spytał, skąd wzięła się taka duża rana. Odpowiedział, że pobiła go zakonnica, ale siostra szybko zagadała, że dzieciak kłamie. Po prostu głupek spadł z roweru. Lekarz nie bardzo wierzył, ale tylko kręcił głową, nic nie zrobił. Rafał po raz kolejny przekonał się, że skarżenie na siostry nic nie daje. (…)

Sekrety ośrodka mogłyby na zawsze pozostać w ukryciu, gdyby nie śmierć 8-letniego Mateusza Domaradzkiego z Rybnika. Chłopiec zginął zgwałcony i uduszony przez dwóch mężczyzn. Jeden z zabójców, 25- letni Tomasz Z. przyznał, że był wychowankiem ośrodka sióstr boromeuszek w Zabrzu. Opowiadał, że właśnie tam nauczył się gwałcić dzieci i uważał to za coś zwykłego. Sam został wykorzystany po raz pierwszy, gdy miał około trzech lat, a potem robił to młodszym. Szukał pomocy u zakonnic, ale kazały mu cicho siedzieć i o tym nie rozpowiadać.

Tylko jedna nauczycielka, wtedy ze Szkoły Podstawowej nr 13 w Zabrzu, okazała odwagę. Kiedy w latach 80. na lekcje przestał nagle przychodzić Adam, mały wychowanek boromeuszek, miała złe przeczucia. Jego koledzy z ośrodka niejasno tłumaczyli, że jest chory. Siostry nie wpuszczały gości z zewnątrz, ale nauczycielka wdarła się do gmachu i odnalazła chłopca. Leżał w łóżku strasznie pobity, nie mógł nawet mówić. Wyszło na jaw, że jedna z sióstr wpadła w szał i zmasakrowała go nogą od krzesła. Wtedy sprawa trafiła do prokuratury, ale zakończyła się niczym. Do ośrodka przyszła nowa siostra dyrektorka, wcale nie lepsza niż poprzednia.

Wydaje się, że jednak historia ofiar Agnieszki F. i innych boromeuszek już nie budziła większego zainteresowania. Zakon, który kilka lat wcześniej ostrzegał media przed ferowaniem wyroków nim zapadnie ten prawomocny, tym razem nie raczył go skomentować.

II

Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?

W kwietniu 2014 roku Duży Format publikuje tekst Justyny Kopińskiej „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?”. Poznaliśmy dzięki niemu wiele drastycznych nowych szczegółów na temat tortur, jakie zdegenerowane zakonnice zadawały przez dekady bezbronnym dzieciom powierzonym im w opiekę (podkreślenia moje):

Funkcjonariusze z 20-letnim stażem pracy mówili potem, że czuli się w ośrodku nieswojo. Po kątach snuły się szare dzieci, wyglądały jak mali dorośli. W domu brakowało hałasu, radości. W pokojach nie było półek, jedynie łóżka przykryte kapą i taborety. W oknach kraty. Wszystko wspólne, nawet szafa z bielizną. Na pytania policjantów, dlaczego dzieci nie mają szczoteczek do zębów w oddzielnych kubkach, siostry powiedziały, że dzieci wiedzą, która jest czyja. Ale skąd wiedzą, skoro wszystkie szczoteczki są niebieskie? (…)

Tomasz opowiedział biegłemu psychologowi, jak w sierocińcu gwałcili go starsi wychowankowie. Nie miał wówczas nawet pięciu lat. Pamiętał, że to “było coś strasznego”. Nie pamiętał, kiedy sam zaczął dotykać innych chłopców.

Z zeznań wychowanków ośrodka wynikało, że Tomasz wykorzystywał dzieci przez wiele lat. Miał ksywkę “Pantera”, bo skradał się w nocy do łóżek. Wszyscy wychowankowie o tym wiedzieli i twierdzili, że o zachowaniu Tomasza wiedziały także siostry. (…)

W ośrodku pracowało osiem sióstr, nie było psychologa. Pozostałe siostry podporządkowały się systemowi kar dyrektorki. Dziewczynkom za karę wkładały mydło do ust, wiązały do słupa lub kaloryfera, myły w zimnej wodzie. “Koleżanka przybiegła do mnie – zeznawał jeden z wychowanków. – Miała opuchnięte ręce, siniaki, płakała. Okazało się, że siostra przykuła ją do kaloryfera i zostawiła“. (…)

Pierwszy raz przyszli do mnie w nocy, jak miałem sześć lat. Spałem i rozebrał mnie starszy chłopak, kazał mi różne rzeczy zrobić. Od razu powiedziałem siostrze Bernadetcie i bardzo się bałem, bo siostra nie zareagowała. Później zaczęli do mnie przychodzić inni wychowankowie. Pytali, czy chłopacy już mi to robili. Powiedzieli, że im też. Nikt się tym nie zajął. Więc zajęliśmy się sobą sami. Siostry musiały reagować na nasze próby samobójcze. Nałykałem się najsilniejszych psychotropów, zadzwoniły po karetkę. W szpitalu mówiły później: “myślał, że to cukierki”. Najdziwniejsze, że ich tłumaczenia nie miały sensu, a wszyscy wierzyli.

bezkarność boromeuszek przemoc kopia.gif

Tym razem na historię Bernadetty zwrócono uwagę. Już kilka dni po reportażu Kopińskiej materiał o jednej z ofiar Bernadetty zrobił TVN – był to bezdomny, który został zatrzymany za gwałt na dwóch nastolatkach. Za historię sadystycznej zakonnicy wzięły się wysokonakładowe brukowce, na przykład Fakt. Dziennik Zachodni dotarł do innej ofiary, dorosłego już mężczyzny i zrelacjonował jego przeżycia w domu grozy zbudowanym przez boromeuszki:

Siniaki, rany na głowie, podbite oczy, pręgi na rękach; tego nie może ukryć Rafał z zakładu sióstr boromeuszek, kiedy chodzi na naukę gry na akordeonie do szkoły muzycznej w Zabrzu. Pewnego dnia po powrocie z lekcji od razu dostaje od zakonnicy w twarz. To za to, że przyszedł tutaj rozpytywać o niego nauczyciel muzyki. Pytał, czemu to dziecko takie poobijane? Co tu się dzieje? Tylko rozgniewał siostrę dyrektorkę.

– Jak jeszcze ktoś przyjdzie szpiegować, to się nie pozbierasz – grozi siostra. Nikt obcy nie ma prawa zaglądać do staroświeckiego gmachu w centrum Zabrza, który rządzi się własnymi prawami. Nie ma mowy o żadnych wizytach nauczycieli, kolegów ze szkoły czy kogoś tam z cywilnego świata. Zawsze panuje cisza, jakby nie mieszkały tu dzieci. Wąskie okna zamknięte, niektóre zamurowane. I pusty ogród.

Rafał: – Rządził taki strach, że aż zatykało. Dali mnie tutaj, jak miałem dwa lata i tylko wyzwiska: gnoju, debilu, ułomie. Bicie. Zakonnice blisko trzymały z Panem Bogiem. Jedna siostra mówiła, że Jezus to jej oblubieniec. Dla dziecka to coś znaczy. Od niego wiedziała, że my z ośrodka będziemy smażyć się w piekle, bo jesteśmy patologia. Bałem się piekła i tego Boga wojny.

Po materiale w Wyborczej po raz pierwszy zmienił się też ton publicznych wypowiedzi zakonu. Już nie o „potwornie zniekształconych faktach” czy „poświęceniu” siostry Bernadetty. Zgromadzenie wydało zamiast tego oświadczenie, w którym „przeprasza za cierpienia wielu osób” i „także za grzech zgorszenia”. Ani słowa o możliwości odszkodowań dla ofiar, którym katolickie sadystki zniszczyły życia.

III

Działy się tam również złe rzeczy

Skrucha zakonu była pozorna – gdy jedna z ofiar upomniała się o finansowe wynagrodzenie doznanych krzywd, siostry nie wyraziły chęci by dobrowolnie takowe dać. Najbardziej chyba szokującym dokumentem katolickiej obojętności na krzywdę był pełen współczucia dla skazanych sióstr tekst z Gościa Niedzielnego:

W medialnym zgiełku gubi się prawda. Liczy się efekt. Często chodzi po prostu o zniszczenie kogoś i przekreślenie dobra.

W przypadku osób w sutannie lub habicie, na których ciąży jakaś wina, trudno liczyć na troskę o obiektywizm, o próbę zrozumienia złożoności sytuacji czy wysłuchania drugiej strony. Wyciąganie drzazgi z oka brata lub siostry odbywa się w mediach przez obcięcie im głowy. Owszem, w ośrodku w Zabrzu nie wszystkie trudne sytuacje były rozwiązywane tak, jak być powinny. Działy się tam również rzeczy złe. Kilkoro dzieci zostało skrzywdzonych. Rozmawiałem o tych smutnych wydarzeniach z s. Bernadettą i s. Franciszką, które sąd uznał za winne zaniedbań i stosowanie przemocy. Pokazały mi piątkowy „Fakt”. Tytuł z okładki: „Zakonnica stworzyła szkołę morderców i pedofilów!”. – Niech ksiądz patrzy, co oni z nami zrobili… brakuje słów, zgroza, popełniałyśmy błędy, ale to przecież nie tak… (…)

Pytam o kraty w oknach na parterze. – Księże, za oknem jest boisko, na wprost okien bramka, nie wypłaciłybyśmy się za stłuczone szyby. Przecież to nie jest żadne więzienie, wszystkie dzieci wychodzą do swoich szkół i na różne dodatkowe zajęcia. Siostry zastanawiają się teraz po raz kolejny, czy nie zamknąć ośrodka. Nie mamy już siły dalej tego ciągnąć pod taką presją, powtarzają. Dzieci oglądają telewizję, słyszą ten cały szum wokół nas, też są tym wszystkim zmęczone.

Choć powyższy tekst może się wydać szokującym, tym co bardziej mnie zszokowało była zupełne obojętność tzw. środowisk katolickich na ogrom dziecięcej krzywdy i deprawacji, którą katoliccy opiekunowie zgotowali dzieciom. Można by pomyśleć, że tak instytucja Kościoła, jak i katolickie media, tak przecie zainteresowane obroną dzieci przed deprawacją, zechcą poświęcić jakąś uwagę przypadkowi, gdy monstrualnych wprost rozmiarów deprawacja dokonywana była przez ludzi nazywających Jezusa swoim oblubieńcem, prawda? Zapewne wyjaśnienie, dogłębne, przyczyn tak potwornych naruszeń stałoby się priorytetowe?

Jednak nie.

bezkarność-search.gif

Na stronie Episkopatu nie ma ani jednej wzmianki o „siostrze Bernadetcie” czy „Agnieszce F.”, ta sprawa tam nie istnieje, gdy przeszukamy ją wyszukiwarką za pomocą wspomnianych haseł. Jeśli jednak wyszukamy na tej stronie „deprawację”, natychmiast dowiemy się – pierwszy wynik wyszukiwania! – że dzieci deprawuje „równość, tolerancja, antydyskryminacja i różnorodność”. To z bredzeń biskupa Miżyńskiego.

Nie bicie do krwi, nie doprowadzanie do gwałtu przez starszych wychowanków w ramach dyscyplinowania, nie przywiązywanie do kaloryfera czy bicie prętem po szyi. „Tolerancja” deprawuje dzieci według najwyższych hierarchów Kościoła w Polsce.

Do kolejnego etapu parlamentarnych prac przeszedł niedawno projekt ustawy „Stop pedofilii” promowany przez Kaję Godek. Na stronie organizacji, która stoi za projektem tej ustawy (Strona życia), możemy zobaczyć liczne przykłady pedofilii – a wszystkie starannie dobrane tak, by dało się je powiązać z osobami LGBT. Dzieci wykorzystują tam właściwie tylko homoseksualiści, czasami osoby transpłciowe lub opisywane jako transpłciowe, prawie zawsze chłopców, by zwiększyć poczucie homoseksualnego charakteru pedofilii (w rzeczywistości większość nieletnich ofiar molestowania to dziewczynki, choc nie w Kościele katolickim, gdzie rodzice rytualnie narażają raczej chłopców oddawanych na posługę kapłanom, także tym pedofilnym).

Przeszukałem tę stronę na obecność fraz takich jak „Bernadetta” i „Agnieszka F.” – wydało mi się rozsądnym oczekiwać, że strona poświęcona problemowi pedofilii, za którą stoi organizacja, która ponoć ma na celu właśnie walkę z pedofilią i seksualizacją dzieci w Polsce, wspomni o miejscu, w którym przez dekady gwałcono dzieci. Albo o osobie, która stała na czele tego miejsca. Tymczasem:

…sprawdziłem też z pisownią “Bernadeta”, wtedy jedyne wyniki to wspominki o jakiejś osobie dająca pieniądze na działania tej promującej homofobię fundacji. W tej notce ograniczam się do sprawy Bernadetty, czytelnikom polecam wszelako jako ćwiczenie do wykonania w domu przeszukanie Strony życia hasłami takimi jak „Jankowski” czy „pedofil z Tylawy”. Wyniki są równie ciekawe.

Pod tagiem „deprawacja” na stronie tygodnika Niedziela kryje się artykuł o rozprzestrzenianiu ideologii LGBT. Przeszukanie za pomocą Google daje więcej wyników – dowiemy się, że deprawuje też np. teatr. Bardzo mało dowiadujemy się o Bernadetcie czy Agnieszce F. Nic poza przedrukiem lakonicznych notek prasowych, żadnej pogłębionej analizy przyczyn, zagrożeń dla młodzieży wynikających z zamykania ich w domach opieki razem z katolickimi siostrami.

Wychodzi na to, że trwające od lat 70 zeszłego stulecia seksualizowanie i molestowanie nawet bardzo małych dzieci, na wielką skalę, nie zwróciło żadnej uwagi środowisk mających obsesję na punkcie seksualizowania dzieci. Zaczynam odnosić wrażenie, że środowiskom katolickim nie chodzi o walkę z seksualizowaniem dzieci, a raczej oskarżenie niewinnych ludzi o seksualizacją, a potem użycie tego jako pałki i pretekstu do zohydzających, szczujących ataków na znienawidzoną grupę (LGBT).

Bardzo to wszystko dziwne, nieprawdaż?

IV

To grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne

W ten sposób dochodzimy do pod pewnymi względami najbardziej ponurego aspektu historii boromeuszek prowadzących dziecięcą katownię w Zabrzu.

Mimo chwilowego znacznie większego zainteresowania, także i materiał Kopińskiej w Wyborczej niewiele zmienił. Owszem, Bernadetta trafiła wreszcie do więzienia – wcześniej odwlekała to ciągłymi wnioskami, w których uzasadniała konieczność zachowania wolności rzekomym słabym stanem zdrowia i tym, że przecież już żyje w odosobnieniu w klasztorze.

Sama Kopińska rok po materiale o Bernadetcie opisała kolejną patologię, tym razem boromeuszek zajmujący się męczeniem dziewczynek:

Jednak na Facebooku, na którym wychowankowie komentowali medialne doniesienia, dostrzegłam rozżalenie dziewczyn. Jedna z nich napisała: “O nas nikt nie mówi. Tylko wychowawczynie w grupie chłopców postawiono przed sąd. Nasz potwór, siostra Patrycja, spokojnie żyje i dalej może dręczyć dzieci”. Chłopcy z ośrodka sióstr boromeuszek mogą się ubiegać o odszkodowanie, ale jedynie od zakonu. Nie ma bowiem świeckiej instytucji w Polsce, która przyznałaby się do odpowiedzialności za kontrolę ośrodka siostry Bernadetty. Dziewczynki zadośćuczynienia nie dostaną.

Przemoc wobec dziewczyn przyjmowała nie mniej monstrualne rozmiary:

W sierocińcu od początku było strasznie. Ton nadawały siostra Bernadetta, Patrycja, a później Monika. Podobne w okrucieństwie. Patrycja, bo stosowała upokarzające kary, jak przywiązanie do słupa i kaloryfera na wiele godzin. Monika, bo biła mnie najmocniej. Okładała pięściami po twarzy, kręgosłupie. Zdarzało się, że traciłam przytomność. A Bernadetta, bo jako dyrektor na to wszystko pozwalała. (…)

Siostra Monika trenowała boks na dziewczynkach. Potrafiła najpierw pobić kilkuletnią wychowankę, a potem podnieść ją do góry i rzucić o stół. Siostry mówiły:

– Głupia szmato, z ciebie nic w życiu nie będzie. (…)

Siostra Monika rwała dziewczynkom włosy z głowy. Raz straciła nad sobą kontrolę i szarpała wychowanką tak, że na połowie głowy zostało jej gołe ciało pokryte krwią. Siostry przez tydzień trzymały ją w izolatce i nie puszczały do przedszkola. Jak już wyszła, zaczesywano jej włosy w taki sposób, aby jak najmniej było widać rany.

W tym drugim reportażu pada interesujące zdanie jednej ze świeckich nauczycielek z ośrodka, zapytanej, dlaczego nie doniosła o patologiach, które widziała, takich jak rwanie włosów z głowy aż poleje się krew. Kobieta wyjaśniła, że „to grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne”.

Tak oto musimy dotknąć jądra katolickiej ciemności. Dekadami boromeuszki mogły bić dzieci do krwi, mogły je dyscyplinować każąc innym wychowankom gwałcić te „nieposłuszne”, mogły bić prętami po szyi, wiązać do kaloryfera, zamykać w izolatkach, wyrywać włosy, bo prawie nikt nie reagował, bo to grzech donosić na dręczących dzieci dewiantów, jeśli mają habit (tak samo jest, jak wiemy, z koloratką). Zważmy, ostatecznie cała historia wydała się nie dlatego, że ktoś uczciwy doniósł na boromeuszki, a ktoś inny na to zareagował, tylko dlatego, że zdeprawowane siostry tak pracowicie produkowały zło, aż były go takie ilości, że się wylało poza mury ośrodka.

Gdy jeden z byłych wychowawców zaczął masowo gwałcić dzieci z jednej ze szkół w Sosnowcu, a w końcu razem ze swoim kuzynem zamordował jedną z ofiar, dopiero wtedy ruszyła maszyna wymiaru sprawiedliwości.

I jeśli uczciwie na to spojrzymy, zbyt długo ta maszyna nie podziałała, ani zbyt wiele sprawiedliwości nie wyprodukowała. We wszystkich historiach czytamy, że gehenna maluchów trwała dekady. Czytamy nawet, że siostra Bernadetta przejęła metody od poprzedniej dyrektorki, której sama się wcześniej bała. Dowiadujemy się, że o patologiach wiedzieli wszyscy w ośrodku, czytaliśmy, jak nie tylko siostry zajmujące się chłopcami, ale także „opiekunki” dziewczynek zajmowały się torturowaniem swoich podopiecznych. I co? I w sumie nic. Dwie siostry zostały skazane, z domu tortur trwających prawie pół wieku.

V

Serce zepsute

Przygotowując ten wpis starałem się znaleźć tak wiele materiałów o sprawie boromeuszkowego domu dziecięcej udręki, jak to możliwe. Jeden z nich wydawał się dość optymistyczny – Polityka opisała historię Marty, dziewczyny, która przetrwała męczarnie i nie złamała się. Jej przeżycia u boromeuszek, do których trafiła z patologicznego domu razem z mniejszym bratem, były, można rzec, typowe:

Poza tym było normalnie. Boromeuszki zwracały się po staremu: per patolu, mały gnojku, ułomku, debilu. Wychowywały też spontanicznie: trzepaczką, miotłą, chochlą, drewnianym wieszakiem ze znienawidzonym przez Martę wbijającym się w głowę metalowym haczykiem. Bardziej wyrafinowane niż tato. Niepobożny język karciły wiązaniem do słupów z kneblem z mydła w ustach. (W bożonarodzeniowe święta wokół tych słupów okręcały choinkowe lampki, robiąc atmosferę).

Marta postanowiła zostać policjantką by pomagać dzieciom opuszczonym przez los, takim jak ona:

Dlatego codziennie rano wkłada czarny uniform (na plecach logo „Szkoła Policyjna”). Na nogach – z ciągle podkurczonym dużym palcem – glany. Przysypiający pasażerowie autobusu linii 5 odgadują, że ta ruda dziewczyna jest pewnie uczniem klasy mundurowej w Siemianowicach. Głowę upiętą w ciasny kok Marta, lat 18, nosi wysoko, niech patrzą. Jakby chciała dać do zrozumienia: tylko ruszcie palcem swoje – płodzone mimochodem – dzieci. Będziecie mieć ze mną do czynienia. A wie, o czym mówi. Podczas zajęć praktycznych zabezpieczała już mecze, umie zakajdankować, precyzyjna na strzelnicy, mająca refleks w karate. Na trzydniowym kursie przetrwania oceniona jako odporna psychicznie.

Niedawno skoczyła do kobiety odciągającej za włosy synka sprzed sklepowej wystawy: – Trochę szacunku! To jest pani dziecko rodzone!

Może kiedyś Marta, już w prawdziwym policyjnym mundurze, też spotka na torach bezpańskie dziecko, dla dorosłych przezroczyste, jak w zdaniu przecinek.

Niestety nie udało się, o czym Polityka napisała w kolejnym artykule, trzy lata później:

Przez wzgląd na dzieci wstąpiła do szkoły policyjnej. Szła przebojem z klasy do klasy, opiniowana jako posiadająca refleks i mocna w psychice. Odbyła już liczne kursy przetrwania, kajdankowania, karate, precyzyjna na strzelnicy.

Niestety, zdyskwalifikowana po trzech latach z przyczyn sercowych. Prócz podkurczonego palca od wiecznie przyciasnych butów, ucha naderwanego za grzechy wyrządzane zeszytom błędami w mnożeniu zostało jej po Bernadetcie serce zepsute. Specjaliści orzekli, że siadł na serce stres z całego życia oraz nieleczone przeziębienia spowodowane kąpielami w zimnej wodzie, którymi karano nieposłuszeństwa. Może gdyby znalazł się wówczas jakiś dorosły i zaprowadził do doktora, kiedy uskarżała się na mocne kłucia we wsierdziu, sprawy potoczyłyby się inaczej. Specjaliści podjęli się ratować mundurowe plany Marty, lecz nic obiecać nie mogą. W końcu to jest jednak serce.


W 2015 roku, w wyniku zmian w prawie, niezwiązanych z ich sprawą, boromeuszki zamknęły dom zły dla sierot, który zbudowały w Zabrzu. Żadne inne osoby z nim związane nie zostały osądzone lub skazane.

Social media & sharing icons powered by UltimatelySocial