Taki paradoksalny przekaz zdaje się płynąc z mediów społecznościowych, po tym jak Jarosław Kaczyński po raz kolejny mocno wartościującym i barwnym językiem próbował zbesztać ludzi, którzy z nim nie sympatyzują.
Chciał z pewnej części społeczeństwa zrobić wrogów i zdrajców narodu.
Tymczasem wielu ludzi poczuło dumę z tego, że tak daleko im do prezesa PiS.
Jego najnowsze hasło przeobrazili w coś jednoznacznie pozytywnego.
Najpierw dzielimy Polaków na pierwszy i drugi sort
Kim oni są. Najgorszy sort Polaków według Jarosława Kaczyńskiego
Jeden z przechodniów zrzucił i podeptał zawieszoną na pomniku flagę – policja nie zareagowała!!!
Aktywistka, profesor na wydziale chemii UW, Magdalena Pecul-Kudelska właśnie położyła tęczową flagę na pomniku przy kościele Świętego Krzyża. Przyjechały trzy suki policyjne, otoczyło ją ~7 policjantów, zabrali jej flagę.
— Michał Szymanderski-Pastryk (@MichalSz_P) August 5, 2020
Nie doszło do aresztowania. Został spisany protokół z interwencji, którego, jak opowiada sama zainteresowana, nie mogła zobaczyć. Flaga również została zabrana. Gdy prof. Magdalena Pecul-Kudelska chciała odzyskać swoją własność, policjanci powiedzieli, że flaga została znaleziona na ziemi i nie mają pewności, że należy do kobiety.
Głos w dyskusji, która wciąż trwa w mediach społecznościowych, na temat: kogo obraża tęczowa flaga, a kogo nie, czy też: kto ma prawo o tym decydować, zabrała również Katarzyna Warnke. W poście opublikowanym na swoim instagramowym profilu nie tylko jednoznacznie opowiada się za akcją, ale też przypomina znaczenie i symbolikę flagi w wielu różnych kulturach.
Posłanki KO Klaudia Jachira i Magdalena Filiks otoczyły mężczyznę, który, jak twierdzą, był “przetrzymywany” przez policjantów przed Sejmem. – Postanowiłyśmy skorzystać z immunitetu i go uwolnić – tłumaczyły w rozmowie z reporterem WP Klaudiuszem Michalcem. – Funkcjonariusze podeptali mi buty – dodała Filiks. Jachira powiedziała, że policjanci nie chcieli wypuścić mężczyzny przez trzy godziny. – On nic nie zrobił, nie zakłócał, nie obrażał, po prostu stał – wyjaśniały posłanki. – Pan szedł chodnikiem, gdzie była policja, nie mógł się wydostać, bo był otoczony kordonem. Próbował dowiedzieć się, o co chodzi. Funkcjonariusze powtarzali, że nie jest zatrzymany, ale go trzymali. Nie popełnił wykroczenia, a usłyszał, że to się okaże w sądzie – opowiadały.
Do przysięgi prezydenckiej odniósł się mecenas Michał Wawrykiewicz, który w mocnych słowach skrytykował oklaski dla prezydenta.
“To jest po prostu odpychające, nieprzyzwoite, pełne fałszu i hipokryzji. Konstytucja leży w sejmowym śmietniku, a wokół oklaski i czysta nikczemność. I to się nazywa szacunek dla państwa i ustroju. Przypomina połączenie festiwalu w Zielonej Gorze z akademią z okazji 22 lipca”– stwierdził prawnik.
Przysiągł ponownie na konstytucję którą łamał przez 5 lat – Hipokryzja całą gębą!
– Duda zakpił z Konstytucji!
Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy.
Zakończyło się zaprzysiężenie Andrzeja Dudy na prezydenta Polski. – Znów przysięgał na Konstytucję, którą łamał notorycznie przez 5 lat.
Zakończyło się zaprzysiężenie Andrzeja Dudy przed Zgromadzeniem Narodowym. Uroczystość od początku budziła wiele kontrowersji.
Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy. Opozycja protestowała na sali Sejmowej
Już na sali sejmowej po zaprzysiężeniu posłowie i posłanki Lewicy nie wstali do oklasków, a w rękach trzymali egzemplarze polskiej konstytucji.
Klaudia Jachiry z KO, na salę obrad przyszła z transparentem, na którym napisane było:
“krzywoprzysięzca“.
———-
Posłowie OPOZYCJI dla zagrali na nosie kaczyńskiemu i dudzie zakładając maseczki tęczy oraz ubiór który przy połączeniu nadawał flagę tęczy. zorganizowali tęczową demonstrację”
“Przypominamy Andrzejowi Dudzie, że walka o prawa człowieka nikogo nie obraża, a Prezydent RP powinien stać na straży dobra wszystkich obywatelek i obywateli” – powiedziała Magdalena Biejat.
Na sali plenarnej Sejmu pojawiła się delegacja parlamentarzystów z KO.
“Byłam na zaprzysiężeniu nie dla prezydenta Dudy, tylko pomimo prezydenta Dudy. Z szacunku dla Polskiego Państwa, które było przed PiS-em, jest z PiS-em i będzie po PiS-ie” – podkreśliła Joanna Mucha.
Dużo posłów KO zarzuciło prezydentowi Andrzejowi Dudzie, że złożył ślubowanie na konstytucję, którą, w ich opinii, łamał przez ostatnie lata. “Znów przysięgał na Konstytucję, którą łamał notorycznie przez 5 lat. To nie jest mój prezydent!” – napisała na Twitterze Iwona Hartwich.
Tęczowe sukienki posłanek Lewicy na tak zwanym zaprzysiężeniu tak zwanego prezydenta, który na całym świecie zasłynął z nawoływania do nienawiści wobec mniejszości homoseksualnych. To zdjęcie będzie w podręcznikach historii. Dziękuję Lewico!
We wtorek na interwencję poselską do Janowa Podlaskiego pojechały parlamentarzystki Joanna Kluzik-Rostkowska oraz Dorota Niedziela (KO). – Cztery lata temu zastanawialiśmy się, jaki czempionat wygrają konie z Janowa. Po czterech latach rządów kolejnych prezesów – nominatów Prawa i Sprawiedliwości zastanawiamy się, kto ma wynieść obornik i wyczyścić boksy.Nie mówimy o czempionatach, o sukcesach, o marce. Myślimy, jak pomóc zwierzętom, jak mają przetrwać – powiedziała posłanka i lekarz weterynarii, Dorota Niedziela. – Barbarzyństwo. Te konie nadzorował ktoś, kto nie tylko nie ma zielonego pojęcia o tym, jak należy dbać o konie, ale ktoś, komu te zwierzęta są absolutnie obojętne – twierdzi Joanna Kluzik-Rostkowska.
Stadnina, która niegdyś sprzedawała konie za miliony euro, obecnie nie jest prawdopodobnie w stanie zapewnić odpowiedniej opieki zwierzętom. W złych warunkach trzyma się również setki krów, hodowanych w Janowie. To pokłosie dwuletnich decyzji kierującego do niedawna stadniną prezesa Grzegorza Czochańskiego, a także jego licznych za rządów PiS poprzedników i fatalnych wyników finansowych stadniny.
Przez ostatnie miesiące, jak twierdzą posłanki, konie stały na mokrym podłożu w niesprzątanych boksach, we własnych odchodach. Nie sprzątano ich prawdopodobnie od miesięcy, choć powinno się to robić raz na tydzień, maksymalnie dwa. Konie otrzymywały bardzo niskiej jakości owies i siano, i były pozbawione właściwej opieki weterynaryjnej. Od dawna nie strugano im też kopyt, co jest konieczne warunkach hodowlanych. Nie wiadomo także, czy były szczepione i odrobaczane. Dlaczego? Aż 150 spośród wszystkich 476 koni nie miało paszportów, czyli najważniejszych dokumentów, poświadczających przebieg i zakres opieki nad nimi.
– Tu jest informacja, kiedy koń się urodził, o jego rodzicach, zapisuje się szczepienia, a u klaczy źrebienia. Jeśli paszportu nie ma, to nie wiadomo, co się z koniem działo, czy o niego dbano. Nie da się go sprzedać, bo nie przyjmie go żadna stadnina – wyjaśnia Kluzik-Rostkowska. To zapewne jeden z powodów niskich wyników finansowych stadniny. Posłanki zadbały o wykonanie zdjęć, dokumentujących stan stadniny. – Są to zdjęcia szokujące, świadczące o bardzo słabej kondycji tych koni, niedożywieniu, matowej sierści. Po prostu widać, że życie ich niespecjalnie cieszy – skomentował je w TVN24 Jerzy Białobok, były prezes stadniny koni w Michałowie, również odwołany decyzją PiS cztery lata temu.
Przypomnijmy: po przejęciu władzy przez PiS zwolniono długoletniego prezesa stadniny w Janowie Podlaskim, Marka Trelę. Stadnina cieszyła się wówczas międzynarodową renomą, a na aukcje Pride of Poland przyjeżdżali hodowcy arabów z całego świata. Wśród nich była choćby Shirley Watts, żona perkusisty The Rolling Stones. Prezes Marek Skomorowski – nominat polityczny z Solidarnej Polski – rządził stadniną zaledwie kilka miesięcy i nie ukrywał, że na koniach się nie zna. Na jego miejsce przyszedł prof. Sławomir Pietrzak, zootechnik, wykładowca akademicki i międzynarodowy sędzia w ujeżdżeniu. Okazał się zbyt samodzielny. Sprzeciwiał się m.in. przeniesieniu Narodowego Czempionatu na warszawski Służewiec. Rozstał się z Janowem w marcu 2018 roku. Wtedy to kierownictwo placówki na kolejne dwa lata objął Grzegorz Czochański, do którego zastrzeżenia mają posłanki KO. Zdaniem posłanek od sierpnia ubiegłego roku, kiedy otrzymał absolutorium za 2018 rok, przestał się interesować zwierzętami. Niedawno otrzymał posadę wicedyrektora Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa w Białymstoku.
O Janowie można już zapomnieć i to do dawna. Szkoda tylko zwierząt.
Mimo starań „Gazety Wyborczej”, nie udało się poznać stanowiska Czochańskiego wobec zarzutów posłanek KO. W programie TVN zapewniał, że dbał o zwierzęta. – Sytuacja w stadninie w ubiegłym roku zaczęła się znacząco poprawiać. Dopóki pracowałem w stadninie, boksy były sprzątane regularnie, kopyta koni były poddawane zabiegom pielęgnacyjnym – przekonuje były od niedawna prezes.
Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przesłało oświadczenie „Faktom” TVN. Twierdzi w nim, że „doniesienia o skandalicznych warunkach trzymania koni w Stadninie Koni Arabskich w Janowie Podlaskim nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości”. – „Zwierzęta są utrzymywane w odpowiednich dla nich warunkach i są w dobrej kondycji. Zapewniona jest pasza wysokiej jakości, jak również na bieżąco przeprowadzane są odpowiednie zabiegi pielęgnacyjne i weterynaryjne” – podkreślił resort. Problemy występują natomiast „w oborze wydojowej i związane są ze zdrowotnością krów mlecznych”. Jednak „program naprawczy powinien doprowadzić w krótkim czasie do poprawy sytuacji zdrowotnej stada i uzyskania zadowalających wyników ekonomicznych” – przekonuje w odpowiedzi ministerstwo.
Nowy prezes stadniny, Marek Gawlik, od sześciu tygodni pracuje nad uporządkowaniem spraw w Janowie. – Mam zwyczaj niekomentowania tego, co robili moi poprzednicy. Obecnie trwa przygotowywanie raportu otwarcia. Zaprosiłem też przedstawicieli Państwowego Instytutu Weterynarii z Puław, żeby ocenili stan zwierząt. Gdy poznam raport, odniosę się do niego. Dodatkowo podjąłem kroki, które powinna podjąć każda osoba, aby dobrostan zwierząt był na jak najwyższym poziomie – tłumaczy „Gazecie Wyborczej” Gawlik.
mpm
Źródło: tvn24.pl, wyborcza.pl
——————–
Stadnina koni w Janowie została zupełnie zdewastowana! Prokuratura nie bada obecnych problemów instytucji, woli zajmować się przeszłością
O sprawie napisała „Rzeczpospolita”, której autorzy nie zostawili na prokuraturze suchej nitki. Śledztwo ws. nieprawidłowości w stadninie pod rządami Marka Treli jest przedłużane i tym razem termin jego rozstrzygnięcia przesunięto na 9 sierpnia, i nadal cisza.
– „Jestem przekonany, że 9 sierpnia prokuratura znajdzie kolejny pretekst. Chodzi o to, żeby przedłużać śledztwo w nieskończoność. Bo jeśli je umorzą, przyznają, że minister Jurgiel kłamał” – powiedział zajmujący się końmi red. Marek Szewczyk.
Dno – tak media określają obecny stan stadniny w Janowie: „Nie ma pełnowartościowej paszy. To, czym karmią konie, woła o pomstę do nieba. Zważono worek owsa i okazało się, że zamiast 50 kg ma wagę około 30 kg, bo to są plewy, a nie owies” https://t.co/N4dmOknIyB
Dziennikarze zwrócili również uwagę na gigantyczną skalę kosztów finansowych, jakie poniesiono przez niegospodarność i błędy w zarządzaniu obiektem w Janowie.
– „W efekcie ciągłych zmian i błędów w zarządzaniu stadnina zaczęła notować straty, np. 3,3 mln w 2018 roku. A w 2019 roku kontrola przeprowadzona w przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa wykazała, że hodowane w stadninie krowy, które miały poprawić rentowność, przebywają w ‘dramatycznie złych warunkach sanitarno-higienicznych, żywieniowych’” – napisano na łamach dziennika.
Także anonimowi współpracownicy „Rzeczpospolitej” podkreślają, że obecny stan finansów i samych koni jest po prostu tragiczny: – „Brakuje opieki weterynaryjnej i kowala, więc konie mają nieprzycinane kopyta. Trudna jest sytuacja ekonomiczna. Klacze wylicytowane na zimowej aukcji się wyźrebiły i nie wiadomo, czy klienci za nie zapłacą” – przyznał informator pisma.
Śledczy – zdaniem dziennikarzy „Rzeczpospolitej” – nie zajmują się obecnymi problemami stadniny, co tylko pogarsza jej i tak opłakany już stan…
– „To jedno z najbardziej upolitycznionych śledztw. Jak w lustrze odbija się w nim sposób działania naszego aparatu rządzącego, który wykorzystuje prokuraturę do swoich celów” – podsumował przywołany wcześniej M. Szewczyk.
Ojciec zakatowanego miesięcznego Wiktorka w areszcie..
Ojciec Wiktorka odpowie za znęcanie ze szczególnym okrucieństwem i spowodowaniem śmierci zaledwie miesięcznego dziecka oraz spowodowanie obrażeń ciała u córki.
W piątek sąd zdecydował o aresztowaniu go na trzy miesiące. Mężczyzna został przewieziony do aresztu w Gliwicach. Portal TwojeGliwice opublikował na Facebooku nagranie momentu dowiezienia zatrzymanego do aresztu. Słychać wycie więźniów, okrzyki i wulgaryzmu pod jego adresem.
Więźniowie w Gliwicach "przywitali" ojca z Rudy Śląskiej który skatował swojego miesięcznego Wiktorka. Rodzice usłyszeli ciężkie zarzuty, grozi im teraz dożywocie.Film od czytelniczki
Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, która prowadzi śledztwo – przejęte z Rudy Śląskiej – w sprawie śmierci miesięcznego Wiktorka, przesłuchała w piątek, 24l lipca, rodziców chłopca. Oboje usłyszeli ciężkie zarzuty, obojgu grozi nawet dożywocie. Ustalenia śledczych i wyniki sekcji zwłok już na tym etapie śledztwa są wstrząsające.
Wiktorek zmarł 22 lipca, jak wskazują ustalenia gliwickich śledczych – skatowany przez 30-letniego ojca. Zabił go uraz mózgowo-czaszkowy. To musiał być silny uraz, bo spowodował pęknięcie czaszki maleńkiego chłopca i w efekcie jego śmierć.
Tego biegli są już pewni po przeprowadzonej sekcji zwłok maltretowanego dziecka. Również tego, że takie obrażenia mogły wystąpić wyłącznie w wyniku działania osób trzecich, nie ma mowy o wypadku.
– Przyczyną śmierci chłopca był rozległy uraz czaszkowo-mózgowy, natomiast na pozostałych częściach ciała dziecka ujawniono gojące się już ślady złamań- przekazała prok. Joanna Smorczewska z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach.
Nie tylko chłopczyk, jak ustalili po przesłuchaniu rodziców śledczy, mógł być ofiarą przemocy w tej rodzinie. Powraca także sprawa jego 14-miesięcznej siostry. Dziewczynka rok temu trafiła do szpitala z połamanymi żebrami. Była dłuższy czas w szpitalu. Sprawę jednak wówczas umorzono z braku jednoznacznej opinii biegłych.
Oba śledztwa są teraz połączone, ubiegłoroczne umorzone – doczekało się wznowienia. Śledczy w Gliwicach postawili w piątek rodzicom dzieci zarzuty.
Jak poinformowała prok. Karina Spruś z Prokuratury Okręgowej w Gliwicach, 30-letni ojciec usłyszał zarzut zabójstwa syna i znęcania się, w drugim zarzucie – spowodowania obrażeń u córki.
29-letnia matka usłyszała zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem i pomocnictwa do zabójstwa. Kobieta miała nie reagować na to, co działo się z jej dziećmi.
– Oboje nie przyznali się do winy, złożyli obszerne wyjaśnienia – poinformowała prok. Karina Spruś.
Prokuratura wnioskowała do Sądu Rejonowego w Gliwicach o aresztowanie obojga małżonków Sz.
Co się wydarzyło w mieszkaniu rodziny Sz. w Rudzie Śląskiej, gdzie skatowany został miesięczny Wiktorek? Czy istniała szansa, by tragedii w Rudzie Śląskiej i śmierci maleńkiego chłopca zapobiec?
Powraca także sprawa złamanych żeber jego 14-miesięcznej dziś siostry, wydarzenia światło dzienne ujrzały w maju 2019 roku.
Wiadomo także, że rodzina miała założoną niebieską kartę, ale matka dzieci, Aleksandra Sz., poinformowała jeszcze w zeszłym roku MOPS w Rudzie Śląskiej, że wobec niej i domowników jej mąż Mariusz Sz. nie jest agresywny…
Przypomnijmy tragiczne fakty: 22 lipca zmarł miesięczny Wiktorek, jak wskazują ustalenia śledczych – skatowany przez rodziców. To matka wezwała pogotowie. Odpowiedzi na wszystkie będzie szukała Prokuratura Okręgowa w Gliwicach, bo to ona jest teraz gospodarzem śledztwa.
Oba postępowania – w sprawie obojga rodzeństwa – są teraz połączone.
Wiktor był w strasznym stanie, miał rozległy uraz mózgowo-czaszkowy. Lekarze Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach walczyli o jego życie przez sześć godzin. Niestety, pomimo tak intensywnej reanimacji, dziecko zmarło.
Jak ustalono – dziecko – miesięczne! – miało już gojące się złamania, a więc wystąpił u niego zespół dziecka maltretowanego. Wiktorek zmarł, jak ustalono w wyniku sekcji zwłok, na skutek świeżego rozległego urazu czaszkowo-mózgowego.
Rodzina Sz., mieszkająca w dzielnicy Ruda, nie po raz pierwszy miała kłopoty. W zeszłym roku wszczęto postępowanie sprawie obrażeń, jakie ujawniono u ich starszej córki państwa Sz., Wiktorii.
Zakażą Tik Toka w Polsce? Rząd w tajemnicy pracuje nad specjalnym prawem
Po kryjomu przed obywatelami rząd szykuje przepisy, które mogą umożliwić zablokowanie TikToka w Polsce. Pretekstem mogłoby być np. nieprzestrzeganie praw obywatelskich w Chinach.
Kontrowersyjne przepisy które przygotowało przygotowało Ministerstwo Cyfryzacji umożliwią wyrzucenie TikToka z Polski i uderzenie w Aliexpress.
Konsultacje odbywają się w tajemnicy przed opinią publiczną i pozostałymi resortami. Projektu próżno szukać w internetowym serwisie Rządowego Centrum Legislacji.
TikTokerzy ośmieszyli Trumpa
TikTok to założony w Chinach serwis społecznościowy służący do udostępniania krótkich filmów wideo. W Polsce ma ponad 2,5 mln użytkowników. Głównie to młodzi ludzie, ale także celebryci i sportowcy tacy jak choćby Robert Lewandowski. Platformę w czasie kampanii prezydenckiej próbował wykorzystać także Andrzej Duda, który kilka miesięcy temu założył konto na TikToku i opublikował kilka filmików.
—-
Użytkownicy serwisu stanowią bardzo specyficzną społeczność – to zwarta, zmobilizowana armia potrafiąca nadepnąć na odcisk najpotężniejszym światowym przywódcom i wielkim koncernom medialnym. Fenomen TikToka kilka tygodni temu na własnej skórze odczuł m.in. Donald Trump. Gdy z ust jego współpracowników zaczęły padać zapowiedzi delegalizacji serwisu w USA, użytkownicy aplikacji zepsuli mu pierwszą dużą konwencję po zakończeniu pandemii. Zaczęli masowo rezerwować wejściówki na wiec, zniechęcając tym samym prawdziwych sympatyków Trumpa. W efekcie prezydent wygłosił przemówienie do hali świecącej pustkami.
Z podobnymi reakcjami kilka miesięcy temu spotkała się redakcja programu Dzień Dobry TVN, w którym zażartowano z wyglądu lidera jednego z koreańskich boysbandów. Efekt? Fani zespołu, w ogromnej mierze użytkownicy TikToka, zaczęli masowo oskarżać stację o rasizm. Nietrudno się więc domyślić, że ujawnienie planów rządu Mateusza Morawieckiego będzie mogło doprowadzić do protestów młodych ludzi w obronie serwisu.
Lex TikTok. Cenzurki od rządowej komisji
W jaki sposób może dojść do wyrzucenia TikToka z Polski? O przyszłości serwisu w Polsce będzie decydować… rządowa komisja:
…tzw. kolegium ds. cyberbezpieczeństwa.
Na jego czele stoi premier a w jego pracach uczestniczą m.in. szefowie MON, MSW oraz ABW i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.
Kolegium będzie dokonywać
“oceny ryzyka dostawcy sprzętu i oprogramowania istotnego dla cyberbezpieczeństwa”.
Projekt nie wskazuje chińskich firm wprost, ale nie ulega wątpliwości, że chodzi właśnie o nie.
Kolegium będzie bowiem sprawdzać, czy dostawca sprzętu lub oprogramowania – czyli właśnie TikTok, ale także Aliexpress ( chińska platforma do robienia zakupów przez Internet, z której korzysta blisko 6 mln Polaków) – znajduje się pod wpływem państwa spoza Unii Europejskiej.
Kolejnym krokiem po wystawieniu negatywnej oceny będzie usuwanie oprogramowania pochodzącego od napiętnowanej firmy.
Teoretycznie rząd będzie mógł to wymuszać na platformach dystrybuujących aplikacje takich jak Appstore i Google Play.
W praktyce jednak może być to jednak bardzo trudne – wszystko zależy od tego czy giganci w rodzaju Apple czy Google będą karnie wykonywać polecenia polskiego rządu.
———————–
Praca nad kontrowersyjnymi przepisami to efekt presji Waszyngtonu.
Wirtualna Polska “WP” już wcześniej informowała o nieformalnym zaangażowaniu się ambasador z USA Georgette Mosbacher
To sama pani ambasador oficjalnie napisała na Twitterze, że nie warto dopuszczać Huawei do budowy sieci 5G nad Wisłą.
Bez względu na obietnice Huawei, chińskie prawo wymaga tajnej współpracy z rządem, w tym udostępniania poufnych danych klientów. Znamy historię Huawei dotyczącą wspierania reżimów autorytarnych, nadzoru państwowego i kradzieży własności intelektualnej – nie warto ryzykować! https://t.co/i8HldGaxpM
A jakiś czas temu – w odpowiedzi na pytania posła Konfederacji Roberta Winnickiego dotyczące amerykańskiego lobbingu – przyznała, że trzykrotnie spotykała się z premierem Mateuszem Morawieckim w związku z budową nowej sieci.
Presja USA w ostatnich tygodniach się wzmogła w sprawie chińskiej firmy.
14 lipca wizytę w polskim Ministerstwie Obrony złożył z kolei sekretarz sił lądowych USA Ryan McCarthy. Co ciekawe, to właśnie tego dnia Kancelaria Premiera rozpoczęła niejawne konsultacje międzyresortowe dotyczące nowych, kontrowersyjnych przepisów. A dwa dni później Mateusz Morawiecki opublikował artykuł w “Daily Telegraph” nawołujący do podążania za wytycznymi Waszyngtonu w kwestii 5G.