































Organy ścigania dysponują niepotwierdzoną informacją o śmierci Andrzeja I., który na zlecenie rządu miał dostarczyć respiratory w trakcie pandemii.

Pod koniec 2020 r. mężczyzna opuścił kraj, mimo że z zamówionych 1241 urządzeń dostarczył tylko 200.


Według ustaleń TVN24 informacje o śmierci Andrzeja I. od kilku tygodni pojawiają się w przestrzeni publicznej. Dysponować ma nimi zarówno prokuratura, jak i policja. Doniesienia potwierdził w rozmowie ze stacją Karol Blajerski, prokurator i rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie, która w marcu br. wystawiła list gończy.

Niepotwierdzona informacja o śmierci “handlarza bronią” miała pojawić się z uwagi na akt zgonu, który został wystawiony w Tiranie, stolicy Albanii. Natomiast ciało dotychczas nie zostało przetransportowane do Polski.

Oficer z Komendy Głównej Policji przekazał, że śmierć Andrzeja I. została potwierdzona (?)



Policja nie przykładała się do poszukiwań handlarza.

Zespoły poszukiwań celowych nie otrzymały poleceń, by sprawę traktować priorytetowo. Po prawdzie to nie szukał go nikt – przekazali rozmówcy TVN24 z Komendy Głównej Policji.
Andrzej I. opuścił kraj 9 grudnia 2020 r., sześć dni po wystawieniu faktury za dostawę respiratorów.
Dokument opiewał na kilkanaście milionów złotych. List gończy wystawiono dopiero w marcu br.
– To jest państwo na niby. PiS udawało, że ściga handlarza.
Posłowie odkryli, że niemal żadne z 200 urządzeń nie trafiło do szpitali. Respiratory nie miały ważnych przeglądów, gwarancji i były niekompletne. Ponadto z raportów NIK wynika, że Ministerstwo Zdrowia nabyło je, przepłacając przynajmniej dwukrotnie.
Na aferę respiratorową nowe światło rzuciły maile ze skrzynki szefa KPRM Michała Dworczyka.
W korespondencji występowali Mateusz Morawiecki, ówczesny wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński i prezes spółki KGHM Polska Miedź Marcin Chludziński.
miał napisać Cieszyński 6 kwietnia.
“Proszę. My działamy z tymi bellavista (wariant respiratorów – red.), które sobie wcześniej potwierdziliśmy. Te chińskie są o tyle ciekawe, że mają koncentrator tlenu” – odpowiedział Chludziński. Premier Morawiecki udzielił się w korespondencji, zatwierdzając krótkim “ok”.
– skomentował dla TVN24 Dariusz Joński, poseł Koalicji Obywatelskiej. Z kolei poseł Michał Szczerba twierdzi, że “Ludzie umierali, bo nie było respiratorów. A oni w tym czasie robili swoje interesy. Poraża ta bezczelność, zachłanność i bezkarność”.


Szybki przelew na 154 mln zł
Andrzej I. miał umrzeć w Albanii. Ale lubelska prokuratura pewności jeszcze nie ma. Na razie dysponuje jedynie „niepotwierdzoną informacją”. Karol Blajerski, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Lublinie tłumaczy nam, że przepisy postępowania karnego „przewidują różne możliwości ustalenia takich faktów”.
“Ta ‘niepotwierdzona informacja’ to akt zgonu wystawiony w stolicy Albanii – Tiranie. Jednak ciało dotąd nie zostało przetransportowane do Polski.
W kwietniu politycy KO informowali, że firma Andrzeja I. winna jest skarbowi państwa – z karami i odsetkami – łączną kwotę ok. 40 mln zł. W tym miesiącu komornik zlicytował w Lublinie siedzibę przedsiębiorstwa za 605 tys. zł.
Co ważne, choć zakup od początku budził poważne wątpliwości, to rządzący – oraz prokuratura podlegająca ministrowi sprawiedliwości-prokuratorowi generalnemu Zbigniewowi Ziobrze – nie podzielała zastrzeżeń. Za finał można uznać oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego.
W styczniu 2021 roku ówczesny wicepremier ds. bezpieczeństwa wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że;
Postępowanie dotyczące zakupu respiratorów od handlarza bronią zostało umorzone. Jak przekazała prokuratura, nie stwierdzono wypełnienia znamion przekroczenia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia podczas przeprowadzania “procedury zakupu deficytowego sprzętu ochronnego w czasie rozprzestrzeniającej się pandemii”.
Do tej informacji odniósł się Donald Tusk, który w poniedziałek odwiedza województwo zachodniopomorskie. – Nie wiem jak to nazwać właściwie, ale to jest trochę plucie ludziom w twarz – ocenił. – Nie chodzi tylko o aspekt finansowy i tej co najmniej dwuznaczności, bo nie jestem uprawniony, żeby mówić o przestępstwie, ale wszyscy widzieliśmy jak to cuchnęło z daleka – dodał.
– To był ten moment, w którym ja poczułem się bardzo uderzony, nawet upokorzony jako Polak, że można robić takie rzeczy w czasie pandemii w sprawach, które mają ratować ludziom życie czy zdrowie, a nagle się okazało, że to jest coś, co z daleka pachniało bardzo, bardzo brzydko – mówił nowy lider PO. Przyznał, że w niektórych krajach też zdarzały się sytuacje, że ktoś “zawalił” podobne rzeczy. Ale – jak podkreślił polityk – reakcja i dymisja była natychmiastowa. – A tutaj nic. To znaczy, że nic się nie stało, Polacy nic się nie stało. A stało się – podkreślił.
W podobnym tonie wypowiadał się w tej sprawie marszałek Senatu Tomasz Grodzki. – To jest decyzja skandaliczna – powiedział w kontekście umorzenia postępowania.
– Wychodzi coraz więcej faktów na jaw. Można było kupić respiratory od wiarygodnego dostawcy, który pracuje na rynku medycznym, można je było kupić taniej. Wybrano operację, o której różne teorie spiskowe mówią, że nie służyła wcale tak naprawdę zakupowi respiratorów, tylko finansowaniu czegoś, co miało pozostać ukryte, cokolwiek byśmy o tym nie mówili – podkreślił marszałek Senatu. – To jest skandal i trzeba powiedzieć, że ta afera nie zostanie zapomniana – dodał.
W połowie czerwca 2020 roku posłowie KO Dariusz Joński i Michał Szczerba złożyli w prokuraturze zawiadomienie o możliwości narażenia przez ówczesnego ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego Skarbu Państwa na straty w związku z zakupem respiratorów. Był to efekt kontroli poselskiej w Ministerstwie Zdrowia, którą podjęli po ujawnieniu kontrowersji związanych z zakupem sprzętu medycznego przez resort w trakcie epidemii COVID-19.
Do Polski trafiło 200 respiratorów z przedpłaconych 1241 sztuk. Posłowie PO udowodnili, że na koncie resortu zabrakło 70 mln zł z przedpłaty, która powinna być zwrócona od czterech miesięcy.
Spółki energetyczne, oczywiście przerzucą ten podatek na końcowego odbiorcę swoich produktów. Widać, że koryto już puste.


Prace nad podatkiem od zysków nadmiarowych już trwają. Spółki Skarbu Państwa są mocno zaniepokojone. Analizy mają odbywać się w Ministerstwie Aktywów Państwowych Jacka Sasina. Powinny zakończyć się w ciągu kilku lub kilkunastu miesięcy.

Rząd po cichu kontynuuje prace nad nowym podatkiem od zysków nadmiarowych, który mógłby objąć przede wszystkim spółki surowcowe i energetyczne. Analizy dotyczące jego przygotowania zlecono zaraz po deklaracji premiera Mateusza Morawieckiego i mają odbywać się w Ministerstwie Aktywów Państwowych.

Prywatni i zagraniczni inwestorzy, którzy mieli zapewnić finansowanie wartej setki miliardów złotych transformacji energetycznej (szacuje się jej koszt na 300–400 mld zł), mogą opuścić Polskę. Zdaniem premiera Mateusza Morawieckiego firmy, które mają duże zyski będące efektem wojny w Ukrainie, mogłyby płacić z tego tytułu dodatkowe podatki.


Obecnie nie wiadomo, kogo dokładnie miałby objąć i ile miałby wynosić. Rozpoczęte analizy powinny zakończyć się w ciągu kilku lub kilkunastu miesięcy.

![Beata Szydło i PiS robią dobrą zmianę już od roku. To był bardzo intensywny czas! [ROK W MEMACH]](https://bi.im-g.pl/im/ee/7c/13/z20432878V,Rzady-PiS.jpg)






Trzy polskie firmy złożyły wnioski o zmianę obowiązujących taryf na sprzedaż energii. Urząd Regulacji Energetyki potwierdził, że takie pisma do niego wpłynęły. Media spekulują, że oznacza to podwyżki rachunków za prąd.

Trzy polskie firmy złożyły wnioski o zmianę obowiązujących taryf na sprzedaż energii. Urząd Regulacji Energetyki potwierdził, że takie pisma do niego wpłynęły. Media spekulują, że oznacza to podwyżki rachunków za prąd.






Prezes Urzędu Regulacji Energetyki alarmował w piśmie skierowanym m.in. do Mateusza Morawieckiego, że w 2023 roku ceny prądu dla indywidualnych odbiorców mogą wzrosnąć o co najmniej 180 proc. – donosi OKO.press. Rafał Gawin apelował też do rządu o podjęcie odpowiednich działań, aby nie dopuścić do “nieakceptowalnego” wzrostu cen.


List został wysłany w czerwcu. Oprócz premiera otrzymała go również minister klimatu i środowiska Anna Moskwa, minister aktywów państwowych Jacek Sasina oraz pełnomocnik rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej Piotr Naimski.



Gawin wskazywał w dokumencie, że jedną z głównych przyczyn tak drastycznych podwyżek są “nieracjonalne” marże pobierane przez producentów energii. Zaproponował też rozwiązanie: nałożenie podatku na rosnące zyski ze sprzedaży energii. Uzyskane w ten sposób środki sugerował przeznaczyć na łagodzenie skutków podwyżek.

URE przypomina, że koszt samej energii to około połowa kwoty na rachunku. Druga część to koszty dostarczenia energii. “Przy założeniu wzrostu ceny prądu np. o 180 proc., rachunek odbiorcy (przy niezmienionej jego części dystrybucyjnej) wzrósłby zatem o ok. 90 proc.” – wskazuje, cytowana przez OKO.press rzeczniczka Urzędu Regulacji Energetyki.







