



Zacis
kaj zęby, płacz i płać 😉 Duda KAZAŁ ZACISNĄĆ ZĘBY! – Dobra rada dudy 😉






kaj zęby, płacz i płać 😉 Duda KAZAŁ ZACISNĄĆ ZĘBY! – Dobra rada dudy 😉

Pewne prawidłowości dla formowania się osobowości patologicznego kłamcy możemy odnaleźć w jego środowisku rodzinnym, dzieciństwie czy okresie dojrzewania. Wielu spośród 19 analizowanych, mentalnie zdrowych, patologicznych kłamców miało kontakt z pewnymi dewiacjami społecznymi występującymi w najbliższej rodzinie. W rodzinach tych występowały:
• choroba psychiczna – 6 przypadków;
• jedno lub dwoje rodziców było uzależnionych od alkoholu – 6 przypadków;
• rodzic kryminalista albo prowadzący niezwykle rozwiązły tryb życia – 4 przypadki;
• samobójstwo rodzica – 1 przypadek;
• ekstremalnie neurotyczny rodzic 1 przypadek;
• rodzic chory na syfilis – 2 przypadki;
• rodzic chory na epilepsję – 1 przypadek;
(Przypadki nie sumują się do 19, bo niektóre zjawiska współwystępują).
W badaniach wykazano ponad wszelką wątpliwość, że cecha, jaką jest patologiczne kłamanie, nie jest dziedziczona. Wiadomo natomiast, że taka tendencja kształtuje się we wczesnej młodości. Jeżeli w okresie formowania się osobowości zostanie podtrzymana tendencja do prawdomówności, to nie rozwinie się już nigdy patologiczny kłamca. Badania wykazały ponadto, że kobiety mają większą tendencję do rozmijania się z prawdą niż mężczyźni; łatwiej im to przychodzi.
Środowisko patologicznego kłamcy trudno także nazwać harmonijnym. Oto wyniki analizy:
• dobre warunki w domu rodzinnym – 5 przypadków;
• bieda w domu – 2 przypadki;
• bardzo niskie wykształcenie rodziców- 2 przypadki;
• niemoralność w życiu domowym – 6 przypadków;
• brak opieki i kontroli rodzicielskiej lub jej znaczne deficyty – 6 przypadków;
• trudne warunki domowe – 1 przypadek.

Wczesne doświadczenia emocjonalne patologicznych kłamców były szokujące. Ośmiu na 19 badanych miało bardzo wczesne doświadczenia seksualne. Pięć osób znajdowało się pod znaczącym wpływem złych dorosłych. Pięciu z 19 patologicznych kłamców (tylko tam, gdzie udało się zdobyć wystarczające dane) mieszkało w domu z osobą, którą można uznać za chronicznego krętacza. Psychiczne “zakażenie” tendencją do kłamania wydaje się bardziej niż prawdopodobne, szczególnie w czasie, gdy kształtuje się osobowość. Prawdopodobnie tendencja taka występuje jedynie wtedy, gdy istnieje jakaś predyspozycja do niestabilności. Inną przyczyną takiego “zakażenia” może być brak fizycznej i psychicznej stabilności w okresie dojrzewania.
W wielu badanych przypadkach okazało się, że pewne dewiacje w życiu seksualnym wysoko korelują z tendencją do patologicznego kłamstwa. Może to wynikać z konfliktów wewnętrznych, bowiem spora liczba spośród analizowanych osób zaczęła kłamać od czasu, kiedy przydarzyło im się jakieś doświadczenie o głębokim kontekście emocjonalnym. Te doświadczenia i emocje zostały wyparte. Może to świadczyć o tym, że wyparte zdarzenia odgrywają znaczącą, jeśli nie kluczową rolę, w genezie patologicznego kłamstwa. Takie zdarzenia miały nierzadko charakter seksualny.
Charakterystyka patologicznego kłamstwa pokazuje, że wyrasta ono z tendencji, która może z łatwością wyrażać się w innych formach. Częste są np. oszustwa, czasami kradzieże, ucieczki z domu (łącznie z przyjmowaniem innej tożsamości). Należy jednak podkreślić, że omawiane przypadki nie mają nic wspólnego z psychopatią. Badane osoby, jeśli pominąć skłonności do patologicznych kłamstw, były osobami najzupełniej zdrowymi psychicznie.












Dla wielu ludzi w PiS Morawiecki to gangster wysługujący się obcym…

Ta kampania będzie trwać, i przejdzie do historii. Nie zdarzyło się bowiem wcześniej, żeby tak kłamano. Żeby kłamstwo było chlebem powszednim. I na dodatek żeby w tym dziele mijania się z prawdą wyróżniał się premier rządu RP – Mateusz Morawiecki.

No i jeszcze jedno – żeby premier, wyrokiem sądu, musiał kłamstwo prostować.

Warto przypomnieć to wydarzenie. Podczas wizyty na ziemi lubuskiej, gdzie otwierał odcinek drogi ekspresowej S3, Morawiecki przemawia tak:

„Pamiętacie, jak nasi poprzednicy mówili: budujmy nie politykę, tylko drogi i mosty? Pamiętacie coś takiego? Nie było ani dróg, ani mostów”, mówił z zapałem. A potem: „Żeby nie być gołosłownym, powiem tak: nasi poprzednicy, których nasi przyjaciele z kartkami chcieliby z powrotem zaprosić do władz, (…) przez osiem lat wydali 5 mld na drogi lokalne. To tyle, ile my wydajemy w ciągu jednego do półtorej roku”.

Ta wypowiedź skończyła się nie tylko zalewem memów, ale i pryncypialną reakcją Platformy Obywatelskiej, która zdecydowała się oddać sprawę do sądu, w trybie wyborczym. I właśnie ją wygrała. Premier musiał zamieścić w mediach oświadczenie.

Ukazało się ono w czwartek wieczorem, przed „Faktami” TVN i „Wiadomościami” TVP.

„Nieprawdziwe są informacje podane przeze mnie w dniu 15 września 2018 r. podczas wiecu wyborczego komitetu wyborczego Prawo i Sprawiedliwość w Świebodzinie, że w ciągu jednego do półtora roku wydawana jest przez nas większa suma na drogi lokalne, niż za czasów koalicji PO i PSL w ciągu ośmiu lat. Mateusz Morawiecki, premier rządu Rzeczypospolitej Polskiej” – odczytała lektorka oświadczenie szefa rządu.

Niewątpliwie chwały Morawieckiemu to nie przyniosło. Zwłaszcza że trudno uznać słowa o drogach za wpadkę. Premier mija się z prawdą regularnie i bez wstydu. PSL założyło mu nawet licznik, „Mateuszek kłamczuszek”, który rejestruje jego kłamstwa. Peeselowcy doszli już do 87 takich przypadków.

O kłamstwach premiera piszą gazety, wyliczają je portale. Kłamstwa na temat VAT, uchodźców, polskiej gospodarki, prywatyzacji, Horteksu itp. Można wyliczać i wyliczać…
Co więc się stało, że Mateusz Morawiecki regularnie kłamie, nie bacząc na to, że wszystko przecież można sprawdzić? I że to zostanie sprawdzone? Odpowiedzi jest kilka.
Kłamie, bo PiS tak ma
PiS wyrosło na kłamstwie. Kłamstwo smoleńskie dało tej partii siłę, pozwoliło przetrwać trudny czas i rozwinąć się do roli największej partii opozycyjnej w kraju. Wbrew oczywistym faktom Jarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz wmawiali ludziom teorię o spisku, o bombie i wybuchu jako przyczynach katastrofy prezydenckiego Tu-154. PiS rządzi już trzy lata, wydało miliony na udowodnienie swoich tez i nic. Ale płynie z tego nauka – kłamstwo się opłaca. I nawet jeśli wyjdzie na jaw, traci się niewiele.
Drugim kłamstwem, które zapewniło PiS sukces, było hasło „Polska w ruinie”, wykorzystywane w kampanii roku 2015. Opłacało się? Opłacało. Bo potem zawsze można było powiedzieć, że to taka retoryka wyborcza. Jeżeli więc jakaś metoda przynosi rezultaty, dlaczego z niej rezygnować?
Kłamie, bo sam w to wierzy
To niejedyne kłamstwa rozpowszechniane w obozie PiS. Ta formacja wręcz stworzyła alternatywną rzeczywistość, w której jej liderzy to ludzie prawi i szlachetni, przeciwnicy zaś – mordy zdradzieckie. Komuniści i złodzieje.
W tej rzeczywistości Lech Wałęsa jest agentem i zdrajcą, a faktycznym liderem Solidarności był Lech Kaczyński. W tej rzeczywistości obrońcami Polski są żołnierze Brygady Świętokrzyskiej, na grobach których Mateusz Morawiecki składał kwiaty.
W tej rzeczywistości Polski przed rokiem 1989 nie było. Tak twierdził premier na konferencji w Berlinie. Ba! Tak naprawdę Polska jest od roku 2015, bo wcześniej była najpierw komunistyczna, a potem postkomunistyczna, czyli w zasadzie taka sama.
W tej rzeczywistości Mateusz Morawiecki negocjował wejście Polski do Unii Europejskiej. Co ogłosił podczas spotkania w Sandomierzu.
Z tego punktu widzenia Morawiecki nie kłamie, tylko prezentuje alternatywną, pisowską wersję historii.
Kłamie, bo to się podoba Jarosławowi i partii
Ta wersja przyjmowana jest przez prezesa i przez działaczy PiS z zadowoleniem, wręcz z entuzjazmem. Wiele już napisano na temat partii Kaczyńskiego, że stosunki tam panujące przypominają sektę. Jeżeli tak, jest to sekta żywiąca się nienawiścią do wroga. To widać. Gdy podczas kolejnych konwencji Morawiecki ostro atakuje opozycję, prezes się uśmiecha, a sala najgłośniej klaszcze. Te brawa są dla Morawieckiego ważne. Jest on w obozie prawicy postacią nową, i to pochodzącą ze środowisk niedarzonych tam zaufaniem – bo był prezesem Banku Zachodniego WBK, czyli filii irlandzkiego banku AIB, którą potem wykupił hiszpański Santander. Był też w Radzie Gospodarczej przy premierze Donaldzie Tusku. Innymi słowy, bankster wysługujący się obcym, wpychający Polakom kredyty we frankach. No i krążący wokół Tuska. Dlatego Morawiecki musi starać się zdobyć zaufanie ludzi PiS. I takimi atakami próbuje ich pozyskać.
Dlaczego? Jeśli prześledzimy historię PiS i karier politycznych w tym obozie, zauważymy, że największe szanse mają tam jastrzębie, ludzie bez oporów atakujący przeciwników, niepróbujący budować jakichkolwiek mostów. Przykładów mamy aż nadto: Antoni Macierewicz, Joachim Brudziński, Krystyna Pawłowicz… Natomiast tzw. gołębie kończą marnie – są odsuwani na bok, a potem wypychani z partii. Taki los spotkał m.in. Ludwika Dorna, Kazimierza Marcinkiewicza, Joannę Kluzik-Rostkowską, gdy tylko naszły ich wątpliwości. Morawiecki to wie i nie chce tego błędu popełnić.
Kłamie, bo może
PiS zbudowało machinę propagandową, która bardzo skutecznie obsługuje prawicowy elektorat. Opiera się ona na tzw. przekazie dnia – około godz. 10 posłowie PiS otrzymują SMS-y z tezami dotyczącymi najważniejszych spraw. I wszyscy je powtarzają. A mają gdzie – media publiczne, czyli TVP 1, TVP 2, TVP Info, Polskie Radio z Jedynką i Trójką na czele. Do tego media ks. Rydzyka oraz inne, mniejsze. Tu nikt nie zarzuci premierowi, że mija się z prawdą. Przeciwnie, jego słowa będą wiele razy powtarzane, komentowane itd. Premier może mówić, co chce, a i tak zostanie to podane jako najczystsza prawda i mądrość.
Cóż, w sprawie dróg akurat się nie udało. Uznajmy to jednak za wypadek przy pracy.
Kłamie, bo żyjemy w erze kłamstw
Żyjemy w erze kłamstw. To „zasługa” internetu, zrównania poważnych mediów z anonimowymi, możliwości błyskawicznego rozprzestrzeniania się informacji. Sieć zalewają nieprawdziwe informacje, tzw. fejki, i nie ma nawet fizycznej możliwości ich prostowania. Funkcjonują tam portale, które mają za zadanie kłamać i prowadzić wojny propagandowe. Są firmy, które podejmują się takich działań. I każda kampania przynosi nam kolejne morze kłamstw. Premier zdecydował się płynąć tym „nowoczesnym” nurtem.
Kłamie, bo w korpo to dobra metoda
Jest jeszcze jedno wytłumaczenie przypadłości premiera – jego przeszłość. Morawiecki został ukształtowany przez korporację i duch działania korporacji z niego wychodzi. Zresztą osoby, które pracowały w takich strukturach, szybko to wyłapały.
W korpo stosunkowo łatwo jest kłamać. I kłamstwo okazuje się użyteczne. Po pierwsze, dlatego że większość rozmów odbywa się w zamkniętych gronach, słowa nie wychodzą na zewnątrz. A po drugie, trudno sprawdzić, czy ktoś mówi prawdę, czy nie. Po trzecie wreszcie, zmiany kadrowe powodują, że kłamstwo sprzed miesiąca już dawno zostało zapomniane. Bo jest nowa rada nadzorcza, nowy prezes itp.
Korpo tak działa. Prezes spotyka się z radą nadzorczą co dwa-trzy miesiące. Prezentuje swoją wersję działania firmy i jeśli tylko przedsiębiorstwo nie przynosi strat, nikt nie sprawdza, czy mogło być lepiej. Mógłby to zrobić ambitny zastępca, ale już głowa prezesa w tym, żeby ambitnych wokół niego nie było. Takich eliminuje się metodą intryg, rozpuszczając różne wieści. Jakie? Tego też nie da się sprawdzić, bo korporacje najbardziej boją się przecieków i ujawniania wewnętrznych spraw. Uczą pokory i przytakiwania słowom prezesa.
Tymczasem w polityce wszystko jest jawne, szybko weryfikowane przez konkurencję, ba, konkurencja bez przerwy atakuje. Dla Morawieckiego, przywykłego do gabinetowych rozgrywek, gdzie jednemu mówi się jedno, a drugiemu drugie, to obcy świat.
Ale on w tym świecie chce być. Ma prawo – to jego wybór. Za to naszym wyborem jest, czy pozwolimy na zalew kłamstwa w polskiej polityce, czy nie.
To nie jest banalne pytanie, kodeksowe. Ma ono znaczenie ustrojowe. Jak możemy, jako wyborcy, podejmować decyzje, skoro mogą one się opierać na zmyślonych lub zmanipulowanych informacjach? Przecież gdy wszyscy kłamią, pozostaje wybór „na czuja”, przypadkowy.
Dlatego nauczka Morawieckiemu się należała. Oby tylko ją zapamiętał.








![]()

















– ordynację podatkową, ustawę w rozmiarze 342 stron;
– ustawę o podatku od osób fizycznych – 397 stron;
– ustawę o podatku od osób prawnych – 382 strony;
– ustawę o zryczałtowanym podatku dochodowym (…) – 110 stron;
– ustawę o podatku od towarów i usług, czyli VAT – 372 strony;
– ustawę o podatku akcyzowym – 363 strony;
– ustawę o podatku rolnym;
– prawo celne;
– ustawę o podatku od spadków i darowizn;
– ustawę o podatku od czynności cywilnoprawnych;
– ustawę o podatku od sprzedaży detalicznej;
– ustawę o opłatach i podatkach lokalnych;
– ustawę o kosztach sądowych w sprawach cywilnych oraz ustawę o opłatach w sprawach karnych;
– ustawę o rachunkowości.
Nie są to wszystkie, ale tylko najważniejsze akty prawne dotyczące podatków, czyli mające odpowiedzieć na pytanie – ile się cesarzowi należy ? Jest bowiem jeszcze np. kodeks karny skarbowy, ale powiedzmy, że większości ludzi on nie dotyczy.
Oprócz fundamentalnych ustaw funkcjonuje w obiegu prawnym kilkakroć więcej ustaw zwanych ustawami o zmianie ustawy, wstaw odpowiednio: o podatku akcyzowym, rolnym, VAT itp. Takich ustaw zmieniających PiS wprowadziło około czterdziestu, gdyż tyle wymyślił nowych podatków (m.in. od deszczu, pomostów, cukrowy, małpkowy).
Pod tymi ustawami jest niepoliczalna liczba rozporządzeń, głównie ministra finansów. Nie trzeba tłumaczyć, że nikt nie zna i nie rozumie wspominanych ustaw w całości. Nawet Rządowe Centrum Legislacji, które powołane jest do badania zgodności nowego prawa z prawem obowiązującym, nie jest w stanie wychwycić wszystkich kolizji przepisów.
Efekty tej niewiedzy widać w judykaturze. Rocznie w sprawach podatkowych obywatele kontra państwo przed sądami administracyjnymi w województwach i Naczelnym Sądem Administracyjnym toczy się 17 do 20 tys. postępowań. Dla bezpieczeństwa warto byłoby wszystkie te rozstrzygnięcia znać, gdyż wyroki są źródłem prawa na zasadzie powagi rzeczy osądzonej. Tworzą tzw. ugruntowaną linię orzeczniczą.

Z podatkami nie radzi sobie nawet NSA. Wtedy włącza się Trybunał Konstytucyjny, który w sprawach podatkowych wydaje rocznie od kilkunastu do kilkudziesięciu wyroków lub orzeczeń. Gdy NSA zupełnie traci rozeznanie, pozostaje mu się zwrócić do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Polskimi podatkami europejscy sędziowie zaprzątają sobie głowy w kilkunastu sprawach rocznie.
Nie wszystkie wątpliwości podatkowe trafiają przed sądy lub stają się przedmiotem tzw. skargi konstytucyjnej. Aby tak nie było, powołano Krajową Informację Skarbową (KIS), do której można się zwrócić w sprawie wydania interpretacji przepisów podatkowych, płacąc 70 zł. Rocznie KIS wydaje 16 tys. interpretacji prawa podatkowego. W kilkunastu procentach się myli. Interpretacje KIS są bowiem zaskarżalne. Nierzadko bywa, że sądy zajmują inne stanowisko niż władze skarbowe.
Z technicznego punktu widzenia nad tym, ile obywatel ma oddać państwu, w ramach Krajowej Administracji Skarbowej czuwa 400 urzędów skarbowych, 16 urzędów celno-skarbowych wraz z 44 delegaturami i 134 oddziałami celnymi. Plus 16 izb administracji skarbowej. Krajowa Informacja Skarbowa ma 5 delegatur oraz 2 wydziały.
Nad wszystkim jest Ministerstwo Finansów oraz kilka rządowych agend kontrolnych, np. Administracja Systemu Teleinformatycznej Izby Rozliczeniowej mogąca ci zablokować konto bankowe, jeżeli masz na nim za dużo pieniędzy. Jest też sejmowa komisja finansów publicznych oraz podobna komisja w Senacie.








![]()









Premier Mateusz Morawiecki radzi “dogrzewać mieszkania” i przekonuje, że węgiel “trzeba ściągać z różnych kierunków”. Tymczasem w państwowej spółce węglowej właśnie zabezpieczono pół miliarda złotych. Na co? Na nagrody dla pracowników.
Nagrody ci pracujący pod ziemią, zatrudnieni w Zakładzie Przeróbki Mechanicznej Węgla (ZPMW) oraz “wszyscy pozostali pracownicy spółki”. Według naszych informacji nagród nie otrzymali pracownicy SIG, czyli spółki Szkolenie i Górnictwo.
I tak górnik pracujący “w ścianie” otrzyma 19 tys. zł brutto. Pracownik ZPMW – 16 tys., a pozostali pracownicy – 13 tys. Nagrodę dostanie więc każdy: od górnika, przez ratownika i gońca, aż do osoby sprzątającej gabinet prezesa. Nagród nie otrzyma za to najwyższa kadra kierownicza – członkowie zarządu i rady nadzorczej.
















































