Liczba ludności Polski w końcu 2020 r. wyniosła 38 268 tys., tj. obniżyła się o prawie 118 tys. w stosunku do stanu sprzed roku, podał Główny Urząd Statystyczny (GUS). W styczniu GUS podał, że spadek liczby ludności w ub.r. wyniósł ok. 115 tys. r/r.
“Sytuacja demograficzna Polski kształtowała się w 2020 r. pod wpływem pandemii wywołanej wirusem SARS-CoV-2. W końcu 2020 r. liczba ludności Polski wyniosła 38 265 tys., tj. o prawie 118 tys. mniej niż w końcu 2019 r. (w tym w I półroczu br. spadek wyniósł 28 tys. osób). Stopa ubytku rzeczywistego w minionym roku wyniosła -0,3%, co oznacza, że na każde 10 tys. ludności ubyło 31 osób (w 2019 r. odnotowano ubytek rzeczywisty 0,07%)” – czytamy w raporcie “Ludność. Stan i struktura oraz ruch naturalny w przekroju terytorialnym w 2020 r. Stan w dniu 31 XII”..
“Liczba ludności zwiększyła się począwszy od 2015 r. kiedy kobiety zaszły w ciążę w roku 2014 za czasów PO).
Na zmiany w liczbie ludności w ostatnich latach wpływ ma przede wszystkim przyrost naturalny, który pozostaje ujemny począwszy od 2015 r. ZA CZASÓW PiS – .
W 2020 r. liczba urodzeń była niższa od liczby zgonów o ponad 122 tys. POPRZEZ NIEPRAWIDŁOWE LECZENIE, ORAZ POMOC MEDYCZNĄ.
Współczynnik przyrostu naturalnego (na 1000 ludności) wyniósł -3,2; przed rokiem także był ujemny (-0,9‰)”
Na sytuację w 2020 roku największy wpływ miała najwyższa od kilkudziesięciu lat liczba zgonów przez nieprawidłowe podejscie lekarzy do kobiet w ciąży… Wiele kobiet umarło przez wymuszenie od nich rodzenia płodu martwego, przez co dostały spece.
. Ich liczba przekroczyła o ponad 100 tys. średnioroczną wartość z ostatnich 50 lat (477 tys. do 364 tys.), natomiast współczynnik na 1000 ludności osiągnął najwyższą wartość od 1951 roku. Podwyższona umieralność ludności Polski w 2020 roku dotknęła w podobnym stopniu zarówno kobiety, jak i mężczyzn, podano także.
“Niekorzystna sytuacja w zakresie umieralności wraz z bardzo niskim poziomem urodzeń w 2020 roku przyczyniły się do rekordowo niskiego poziomu przyrostu naturalnego. Jego ujemna wartość była ponad trzykrotnie wyższa niż w 2019 roku, kiedy to odnotowywano ubytek na poziomie 9 osób na 10 tysięcy ludności. Dla porównania w okresie wyżu demograficznego lat 50 na każde 10 tysięcy osób przybywało ok. 200 osób, natomiast w latach 70 i 80 – ok. 100” – napisano też w raporcie.
Czy Jarosław Kaczyński (prezes PiS) JEST gayem? – i czy jest agentem Z LAT KOMUNISTYCZNYCH Balbina?
Jan Piński chce, żeby ws. jego wpisu o Kaczyńskim jako geju zeznawali Rabiej, Wałęsa, Bodnar i szefowie WSI – To będzie ciekawy proces – zapowiada redaktor naczelny Wieści24.pl, Jan Piński w odpowiedzi na pozew od Jarosława Kaczyńskiego dotyczący stwierdzenia Pińskiego na YouTubie, że prezes PiS jest gejem. Dziennikarz chce, żeby jako świadkowie zeznawali m.in. Lech Wałęsa, Adam Bodnar, Mieczysław Wachowski, Paweł Rabiej i byli szefowie WSI.
Sprawa zaczęła się, gdy w marcu br. Jan Piński opublikował film pt. „Dlaczego Jarosław Kaczyński tak prześladuje LGBT”. Przekonuje w nim, że sednem sprawy jest fakt, iż lider PiS jest orientacji homoseksualnej, a przy tym latami miał utrzymywać intymne relacje z kpt. Piotrem Polaszczykiem, jednym z głównych podejrzanych w tzw. aferze SKOK Wołomin. Dziennikarz odrzuca propozycję ugody W reakcji na film Pińskiego, Jarosław Kaczyński pozwał publicystę do sądu za zniesławienie. Żąda przeprosin i wpłaty 10 tys. zł na cele charytatywne. Jan Piński założył zbiórkę na koszty procesu w serwisie Zrzutka.pl. chce uzbierać 50 tys. zł, udało mu się póki co zebrać niemal 13,5 tys. zł. – Jarosław Kaczyński pozwał mnie za ujawnienie, że jest gejem. Nie kwestionuje tego co powiedziałem. Pozywa mnie za naruszenie prywatności. Proces potrwa wiele lat i chciałbym, aby stał się wydarzeniem publicznym – napisał dziennikarz w opisie zbiórki. Teraz Piński opublikował nowy film na YouTube, w którym informuje, iż – wraz ze swoim prawnikiem – zażądał oddalenia w całości powództwa Jarosława Kaczyńskiego, a także rozpoznania sprawy w drodze rozprawy i dopuszczenia dowodów. Mówi też, że prezes PiS wezwał go do polubownego załatwienia sprawy – lecz to wezwanie zostało odrzucone. – Nie zamierzam go ani przepraszać, ani usuwać materiałów. Uważam, że nie naruszyłem dóbr osobistych Jarosława Kaczyńskiego – przekonuje Piński.
„To będzie ciekawy proces” Piński mówi w filmie: „ten proces będzie ciekawy z powodu świadków, których zdecydowałem się zaprosić”. Wśród powołanych świadków obrony będzie Lech Wałęsa, który w 2018 roku zeznając przed sądem w innej sprawie wspominał o szeroko znanej (rzekomo) orientacji Kaczyńskiego, a w 2006 roku w programie Tomasza Sekielskiego mówił, iż „skłonności” Kaczyńskiego były szeroko znane służbom PRL-owskim i III RP. Powołanym ma być także Paweł Rabiej, który dobrze zna prezesa PiS jeszcze z lat 90.). Kolejnym świadkiem ma być Jerzy Nasierowski – dziennikarz związany w latach 90. z tygodnikiem “Nie” i zdeklarowany homoseksualista, który ma przed sądem opowiedzieć, jak środowiska homoseksualne postrzegały Jarosława Kaczyńskiego. Następnym wezwanym będzie Andrzej Milczanowski, który nadzorował pracę służb w III RP. – Milczanowskiego będę pytał o ustalenia zespołu płk Jana Lesiaka – zapowiada Jan Piński. Przed sądem jako świadek ma też pojawić się Mieczysław Wachowski („był prawą ręką Lecha Wałęsy i kontaktował się ze służbami specjalnymi”), a także były Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. On z kolei miałby zeznawać „na okoliczność cynicznej polityki naruszania praw osób LGBT”, realizowanej przez Jarosława Kaczyńskiego i rząd PiS. Terminu procesu jeszcze nie wyznaczono. Kim jest Piński? Jan Piński to redaktor naczelny portalu Wieści24.pl, wydawca „Historii na weekend” i „Historii bez cenzury”. Przez cztery lata szefował „Warszawskiej Gazecie” (FreeDomMedia), lecz rozstał się z tym tytułem styczniu 2020 roku. Powodem była okładka tygodnika, na której zamieszczono portrety europosłów głosujących za rezolucją Parlamentu Europejskiego ws. praworządności w Polsce, opatrzona tytułem „Antypolskie polityczne szmaty”. Z mediami Piński z mediami związany jest od ponad 20 lat. W swojej karierze był m.in. szefem „Wiadomości” TVP1 oraz dyrektorem Agencji Informacji TVP. W latach 2001-2009 pracował w tygodniku „Wprost”, gdzie m.in. kierował działem krajowym. Związany był też z tygodnikiem „Uważam Rze”. W 2015 roku związał się z „Gazetą Finansową”. Dwa lata później odszedł z redakcji. Więcej informacji: Jan Piński Jarosław Kaczyński Lech Wałęsa
Nietypowa interwencja policji w Żywcu. Lokalny społecznik Szczepan Krzewicki został wezwany na rozprawę do tamtejszego Sądu Rejonowego za brak maski. Mężczyzna jednak pomylił drzwi i trafił na… imprezę sędziów, na której żaden z nich osłony twarzy nie nosił. Wezwał policję.
Do zdarzenia doszło 18 listopada w Sądzie Rejonowym w Żywcu. Mężczyzna przez pomyłkę trafił do sali rozpraw, w której jednak zobaczył rozstawione stoły z jedzeniem. Z jego relacji wynika, że w pomieszczeniu przebywało około 30 osób – bez masek.
Krzewicki postanowił wezwać policję, ponieważ za bulwersujący uznał fakt, że sam jest karany za nieprzestrzeganie koronarestrykcji, podczas gdy takie rzeczy dzieją się w salach sądowych.
Policja przyjechała na miejsce po kilkudziesięciu minutach. Funkcjonariusze nie chcieli jednak wejść do środka i kazali mężczyźnie opuścić budynek.
– Zaraz zobaczycie, jak jesteśmy poniżani przez sądy. A tutaj w sądzie odbywa się w sali 64 prywatna impreza – mówił mężczyzna w nagranym materiale wideo.
– Tu zaraz przyjedzie policja, niech państwo zaczekają i weźmiemy, nagramy. Tu jest dziennikarska interwencja dla policji, co dzieje się w sądzie, gdzie my jesteśmy karani za maseczki – zapowiedział zgromadzonym w sali na bankiecie.
Później pani z ochrony próbowała namówić mężczyznę, by wyszedł i poczekał na przyjazd policji na zewnątrz. Ten jednak się nie zgodził i postanowił zaczekać przed drzwiami do sali, w której odbywała się impreza.
– Tyle ludzi siedziało. Powiedzieli piękną rzecz, że oni są zaszczepieni. Oni się nie zarażają – relacjonował.
– To są jaja. Ludzie, ja dzisiaj tu jestem o maskę, a tu prawdopodobnie cała przewodnicząca sądu i wszyscy (imprezują bez masek – przyp. red.). Oni są zaszczepieni –pamiętajcie. Jutro ich wszystkich wyślemy na badania – mówił oburzony mężczyzna.
W tym momencie przyjechała policja. – Chciałem zgłosić, żeby pan wszedł do tej sali i zobaczył. Tu mam nagranie, tu przebywało prawie 30 osób bez masek, tu jest impreza. Czy możemy wejść do tej sali? Zapraszam pana – mówił do policjanta społecznik.
– Tam jest rozprawa – twierdził policjant.
– Nie ma, tam jest impreza, no są stoliki – mówił mężczyzna.
– To jest Sąd Rejonowy w Żywcu. To nie jest jakieś… – mówił dalej funkcjonariusz. Poinformował mężczyznę, że może złożyć zawiadomienie w najbliższej jednostce policji.
– Ja panu zgłaszam, żeby pan sprawdził, że tam dokonuje się wykroczenie – zaznaczył mężczyzna.
Policjant jednak dalej mówił, co zgłaszający może z tym zrobić i nie chciał wejść do środka. Twierdził, że wszystko dzieje się po godzinach pracy urzędu. Stwierdził też, że społecznik może złożyć na niego zażalenie do prokuratury.
Ostatecznie funkcjonariusze nie weszli do sali, a mężczyznę zmusili do wyjścia z sądu.
Na portalu YouTube zostało opublikowane nagranie, na którym internauta zarejestrował spotkanie odbywające się w jednej z sal rozpraw w żywieckim Sądzie Rejonowym. Jak twierdzi autor nagrania – spotkanie miało charakter prywatny, na stole stały talerze z jedzeniem a o ścianę oparta była gitara.
Na nagraniu, które można obejrzeć poniżej możemy zobaczyć spotkanie odbywające się w jednej z sądowych sal rozpraw. Grupa ludzi siedzi przy dużym stole, na którym prawdopodobnie stoją naczynia z posiłkami. Autor nagrania wezwał funkcjonariuszy policji, jednak ci po przybyciu na miejsce nie weszli do pomieszczenia, w którym odbywało się spotkanie, mimo próśb wzywającego i nakazali mężczyźnie opuszczenie budynku sądu.
Impreza na sali rozpraw w FIRMIE SĄD. Torty, ciasteczka, popijawa, gitara. POLICJA nie interweniuje!
Mężczyzna wezwany na rozprawę za brak maseczki do Sądu Rejonowego w Żywcu pomylił drzwi i wszedł na salę rozpraw nr 64. Jak twierdzi odbywała się tam prywatna impreza, gdzie na stole rozstawione były talerze z jedzeniem i siedziało około 30 osób bez maseczek. Filmik z tego zdarzenia zamieszczony został wczoraj (18 listopada) na kanale YouTube.
Mężczyzna pomylił salę rozpraw w sądzie. Co zobaczył? Kilkanaście osób, zastawiony stół i gitarę
W czwartek 18 listopada w Sądzie Rejonowym w Żywcu doszło do nietypowej sytuacji. Mężczyzna, który został wezwany na rozprawę w związku z wnioskiem o ukaranie za brak maseczki, pomylił salę. Kiedy otworzył drzwi, okazało się, że… trwa tam spotkanie przy zastawionym stole. W sali było sporo osób, oczywiście bez maseczek.
Takiego widoku nie spodziewał się podejrzany o wykroczenie, który przyszedł do sądu na własną rozprawę. Omyłkowo wszedł do innej sali, gdzie – jak się okazało – trwało spotkanie. Na stole było jedzenie, kilkanaście osób siedziało bez założonych maseczek w pomieszczeniu zamkniętym, a o ścianę oparta była… gitara.
Mężczyzna rozpoczął transmisję na żywo na Facebooka, która w sieci zyskała dużą popularność.
– W sądzie odbywają się imprezy na salach i tacy ludzie nas sądzą za maseczki, za takie rzeczy – mówił nagrywający. Pytał również pracownicy sądu, za ile można wynająć salę rozpraw na imprezę, ale nie uzyskał odpowiedzi. W końcu przyjechała wezwana przez mężczyznę policja. Funkcjonariusze nakazali nagrywającemu opuścić budynek sądu, a ten nie krył rozgoryczenia całą sytuacją.
-W 2018 r. poseł PiS L. Kołakowski jechał w terenie zabudowanym 108 km/h – odmówił przyjęcia mandatu.
-W 2019 poseł PiS Z. Dolata jechał w terenie zabudowanym 129 km/h – stracił prawo jazdy.
-W 2013 r. Jacek Kurski jechał 156 km/h przez stolicę…
Pijany dyrektor ZDK za kółkiem. “Jadłem ciasto nasączone spirytusem”
9 lipca 2021 r. Policjanci z Łukowa zatrzymali do kontroli drogowej samochód, którym jechał dyrektor Zarządu Dróg Miejskich. Okazało się, że Marek W. był pod wpływem alkoholu. Zatrzymany tłumaczył, że przed zatrzymaniem “zjadł ciasto nasączone spirytusem”.
itp.
Niech pierwsi rzucą kamieniem.
Z wcześniejszych artykułów wynika, że zdarzenie miało miejsce na samym końcu wsi, na odcinku otoczonym już tylko polami (tam zresztą wszystko jest otoczone polami, jak to na wsi; polecam obejrzeć mapę, najlepiej w wersji fotograficznej), w miejscu blisko znaku kończącego obszar zabudowany, a więc także ograniczenie prędkości.
W takich sytuacjach, gdy jest się już poza terenem rzeczywiście zabudowanym, a przed pojazdem już tylko otwarta droga z dobrą widocznością (bo tam są pola, nie las), KAŻDY kierowca przyspiesza.
Zatrzymywanie tuż przed znakiem kończącym ograniczenie w takich sytuacjach nie jest już przestrzeganiem prawa, tylko zwykłym zupactwem, a w tym konkretnym przypadku – zupacką realizacją rozkazu partyjnego.
Jak podano w innych artykułach na ten temat, pomiaru prędkości dokonano tzw. mobilnym fotoradarem, czyli po prostu nieoznakowanym pojazdem cywilnym.
Na bank jeździli za nim od bardzo dawna i szukali okazji. Przecież samochód Tuska jest na bank bardzo dobrze znany policji.
Tuska nie bronię. Stracił czujność i przepisy przekroczył. Konsekwencje, określone prawem, a nie czyimś widzi-mi się, poniósł.
A teraz przypomnijcie sobie choćby tylko Kurskiego, jak jechał GRUBO ponad 100 km\h za karetką na sygnale, bo mu się spieszyło – bezczelnie wykpił się z wykroczenia, a jak podawano na liczniku miał około 140\h.
Przypomnijcie też sobie konwój z chłopką, który późnym wieczorem, w złych warunkach atmosferycznych, jechał niezgodnie z przepisami bez jakichkolwiek sygnałów ostrzegawczych i mało co nie zabił chłopaka w lichym autku, a potem tego chłopaka gnębiono jak zamachowca terrorystę I NISZCZONO DOWODY W SPRAWIE, gdy się okazało, że nie ponosi winy za kolizję..
Innych kolizji z rządowymi pojazdami już nie mam siły wymieniać. Ale zapytam:
Czy którykolwiek z ich kierowców poniósł jakiekolwiek konsekwencje? Czy ktokolwiek powiedział choćby zwykłe przepraszam?
Od powrotu Tuska do polityki w kraju, służby krążą wokół niego i tylko szukają okazji, by go dyskredytować, a społeczeństwo zamiast myśleć, wielbi pijane celebrytki jeżdżące zygzakiem po jezdniach, krawężnikach i chodnikach.
93 proc. dorosłych przyjęło szczepienia. Mimo to wracają do obostrzeń
W związku z rosnącą ponownie liczbą zakażeń koronawirusem rząd Irlandii ogłosił we wtorek przywrócenie niektórych restrykcji. Mimo że 93 proc. dorosłych mieszkańców jest zaszczepionych, Irlandia ma obecnie jeden z najwyższych na świecie wskaźników infekcji.
1.
W Irlandii wracają niektóre restrykcje covidowe
Od piątku przywrócone zostaje zalecenie pracy zdalnej, (chyba że fizyczna obecność danej osoby jest absolutnie niezbędna) oraz zalecenie ograniczania kontaktów społecznych. Wymóg przedstawiania certyfikatów covidowych, który do tej pory konieczny był do wejścia do klubów nocnych oraz pubów, restauracji i lokali gastronomicznych, zostanie rozszerzony na kina i teatry.
2.
Zmiany obostrzeń w Irlandii
Ponadto członkowie gospodarstwa domowego osoby zakażonej koronawirusem muszą ograniczać wychodzenie z domu przez pięć dni – nawet jeśli same nie wykazują objawów i są zaszczepione. W ciągu tych pięciu dni muszą wykonać trzy szybkie testy antygenowe na obecność koronawirusa, które w Irlandii – w odróżnieniu np. od Wielkiej Brytanii – są płatne. Z obowiązku pięciodniowego ograniczenia wychodzenia zwolnieni będą tylko nauczyciele.
Premier Irlandii Micheal Martin powiedział we wtorek wieczorem, że ludzie muszą mieć świadomość, iż “sytuacja się pogarsza i pogorszy się jeszcze bardziej, zanim się poprawi”. Wyjaśnił, że jest obecnie duży przyrost pacjentów z problemami innymi niż COVID-19, a jeśli liczba zakażeń koronawirusem będzie nadal rosła w takim tempie jak obecnie, żaden system opieki zdrowotnej tego nie wytrzyma. “Podstawowym celem jest zapobieganie temu, by ludzie w ciężkim stanie trafiali do szpitali. Musimy po prostu ograniczyć wzrost, którego obecnie doświadczamy” – mówił.
Irlandzki rząd ogłosił także rozpoczęcie podawania trzeciej dawki szczepionki, tzw. dawki przypominającej, którą będą mogły przyjąć wszystkie osoby powyżej 50. roku życia oraz osoby poniżej tego wieku cierpiące na schorzenia zwiększające ryzyko COVID-19.
Będzie moja żonka rodziła martwe płody, a za trumienkowe ja będę miał za co pić. Niech żyją martwe płody i moja żonka. A jak umrze znajdę sobie inna hahaha :-)- Kobiety dbajcie o faceta… umierajcie przy połogach…
4 tysiące złotych – na tyle wyceniono w pierwszym pakiecie pomocowym urodzenie przez kobietę chorego dziecka. Kontrowersyjny pomysł rządu został już przegłosowany. Tymczasem internauci pytają – czy promocje może się łączą?