


Kurwa! Ląduj!


——————————-
Ta ostatnia rozmowa… braci kaczyńskich – Smoleńsk 2010.

KODUJ24.PL:
“Wiele kontrowersji i domysłów wzbudza cały czas ostatnia rozmowa braci Kaczyńskich przeprowadzona przez telefon satelitarny z pokładu Tu-154. O jej przebieg i ustalenia, które w niej prawdopodobnie padły, pytają, oczywiście, tylko niewierzący w religię smoleńską. Jej wyznawcy z kolei nawet się na ten temat nie zająkną – przecież sam ich guru zeznał w prokuraturze, że była to rozmowa dotycząca wyłącznie zdrowia Jadwigi Kaczyńskiej, taka po prostu „rutynowa” i nie poruszano w niej żadnego innego tematu.

Czyżby? Przypomnijmy w związku z tym kilka faktów, zaczynając od chronologii zdarzeń. Otóż informacje o silnej mgle w Smoleńsku i widoczności nie przekraczającej 400 metrów docierają do pilota prezydenckiego samolotu o 8.14. W tym momencie w jego kokpicie, gdzie przebywała co najmniej jedna nieuprawniona osoba, zaczynają się rozmowy na temat dalszego możliwego scenariusza lotu i prawdopodobnym lądowaniu na lotnisku zapasowym – w Witebsku (z którego jest najbliżej do Smoleńska – 130 lub 180 km w zależności od wyboru drogi) lub też do Moskwy (400 do 500 km od punktu docelowego). W grę wchodził ewentualnie również Mińsk (330 do 400 km). W chwilę po otrzymaniu tej informacji przez załogę (przed godziną 8.20) Lech Kaczyński dzwoni do brata z telefonu satelitarnego, co na pewno nie jest zbiegiem okoliczności. Czy w takiej sytuacji jest w ogóle do pomyślenia, że nie informuje go o zaistniałym problemie?

Bo sytuacja zaczyna wyglądać fatalnie – lądowanie na zapasowym lotnisku to strata wielu godzin i bardzo poważne opóźnienie w dotarciu delegacji do Katynia, co wywoła potężny chaos organizacyjny, o ile w ogóle nie całkowite fiasko przedsięwzięcia. Trzeba sformować kolumnę prezydencką, pożyczając od Rosjan lub Białorusinów odpowiednie samochody, które przecież nie stoją na lotnisku, zapewnić środki bezpieczeństwa dla jej przejazdu, ustalić trasę i wiele innych szczegółów. Tego nie da się zrobić ad hoc, wszystko musi trwać, dodatkowo jeszcze, w przypadku lądowania na Białorusi przekroczenie granicy i przejazd trzeba by negocjować ze stroną rosyjską.

W tym momencie sypie się całkowicie plan wizyty, która miała być „mocnym uderzeniem” i w sposób oczywisty otwierać kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego – bo nie ma żadnych wątpliwości, że taki był jej cel. Chciał on sobie poprawić w ten sposób bardzo marne sondaże przedwyborcze (najlepsze z nich dawały mu niewiele ponad 10 procent poparcia), stawiając w swoim programie wyborczym na martyrologię i swoiście pojęty patriotyzm.

Poprzednio był on w Katyniu tylko jeden raz – 17 września 2007 roku, kilka tygodni przed przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi w 2007 roku. Czy to nie „dziwny” zbieg okoliczności? Przykre to, kiedy najważniejsza osoba w kraju przypomina sobie o tragedii polskich oficerów tylko po to, żeby użyć jej do bieżących rozgrywek politycznych. Tłem prezydenta miała być liczna świta, którą zabrał na pokład samolotu, a wydarzenie, relacjonowane przez wielu dziennikarzy, zwłaszcza telewizyjnych, miało przyćmić nieco wcześniejszą wizytę premiera Tuska.

Wszyscy pamiętamy pierwsze słowa Lecha Kaczyńskiego po wygranych wyborach, skierowane do Jarosława: „Panie prezesie, melduję wykonanie zadania”. Pomijając fakt, że taki czołobitny hołd kompromituje kompletnie prezydenta, daje on jednocześnie jasny przekaz, kto tu jest szefem, a kto podwładnym. W telewizji mogliśmy wielokrotnie oglądać obrazki, jak będąc na jakiejś międzynarodowej konferencji czy negocjacjach, mówiąc kolokwialnie, „wisi na telefonie”, konsultując się z bratem, a raczej chyba odbierając od niego instrukcje, co wywoływało kpiące i złośliwe komentarze. I teraz mamy uwierzyć, że w takiej dramatycznej niemal sytuacji prezydent dzwoni do brata i rozmawia z nim tylko i wyłącznie o zdrowiu mamy, chociaż przez lata informował go o wszystkim i potulnie wykonywał polecenia? To jest po prostu bajeczka, której nie kupi nikt mający elementarną wiedzę.

Z doniesień prasowych wynikało zresztą, że tego dnia rano Lech Kaczyński rozmawiał z lekarzem, który opiekował się jego mamą i usłyszał dobre wiadomości. Gdyby nawet ta informacja była nieprawdziwa, to skoro Jarosław był w przeddzień w szpitalu i miał jakieś nowiny, to natychmiast poinformowałby o tym brata. Jego zeznanie w prokuraturze na temat tej rozmowy po prostu zupełnie nie trzyma się kupy. Dokładnej jej treści nie znamy – ale efektem był dalszy lot do Smoleńska, prezydent nie zmienił celu podróży. Zresztą w kontekście odmowy przez mjra Grzegorza Pietruczuka lądowania na lotnisku w Tbilisi, które było w strefie walk, Jarosław wygłosił później taką oto „złotą myśl”:
„Każdy, kto będzie próbował zmienić miejsce lądowania prezydenckiego samolotu zostanie oskarżony o utrudnianie prezydentowi RP sprawowania władzy.” I pewnie do czasu ostatniej rozmowy z bratem zdania nie zmienił.

W książce „Smoleńsk. Zapis śmierci” jej autorzy, Marcin Dzierżanowski i Michał Krzymowski, twierdzą, że bracia Kaczyńscy spierali się o wizytę w Katyniu.
Ówcześni spin-doktorzy prezydenta, Adam Bielan i Michał Kamiński, odradzali mu wyjazd do Katynia, „bo zostanie skrytykowany przez media, że pcha się tam trzy dni po premierze (Tusku)”. Prezes PiS naciskał z kolei na brata, żeby katyńska impreza była jak najbardziej „godna”, bo cała kampania wyborcza Lecha Kaczyńskiego miała się opierać właśnie na motywie pamięci o ofiarach, co miało go kreować na obrońcę i krzewiciela patriotyzmu. I co w takim razie, prezentując takie poglądy, mógł on poradzić bratu w rozmowie telefonicznej w sprawie wyboru miejsca lądowania?

Jarosław Kaczyński jest zresztą skrajnie niewiarygodny. Jak mało który polityk permanentnie kłamie, insynuuje, obrzuca ludzi błotem. Wyliczenie wszystkich łgarstw prezesa wymagałoby prawdopodobnie wydania książki, wspomnimy tu więc tylko o kilku, żeby przybliżyć jego mentalność. „Samoobrona jest tworem byłych oficerów służb bezpieczeństwa. Mój brat, który był ministrem stanu do spraw bezpieczeństwa, dostał raport, z którego wynikało, że grupa byłych oficerów SB założyła Związek Zawodowy ‚Samoobrona’. To formacja używana do osłony tyłów tego całego układu i ochrony tego nieporządku, który jest w kraju, i jednocześnie korzystająca z tego nieporządku. To są ludzie, którzy nabrali kredytów i chcą żyć jak przedsiębiorcy, a mają kwalifikacje do kopania rowów. Cieszę się, że będę na pierwszej linii walki z Samoobroną. Uważam, że mam dowody na potwierdzenie moich słów i w odpowiednim momencie je przedstawię” (z wywiadu udzielonego w czerwcu 2003r.). Dla przypomnienia: potem wszedł natychmiast w koalicję z tą partią, a jej przewodniczącego uczynił wicepremierem…

Przed wyborami 2005 roku twierdził: „Jeżeli brat zostanie prezydentem, ja nie będę premierem”. Jarosław jest zresztą w kłamstwach elastyczny i ma je gotowe na każdą okazję: gdy niejaka Cugier-Kotka, osoba, która wystąpiła w spocie reklamowym PiS-u została rzekomo pobita, natychmiast oświadczył, obarczając o to domniemane przestępstwo oczywiście PO: „Nie wiem, czy to było zlecenie czy wystąpienie pewnej części elektoratu PO, ale było to wydarzenie niebywałe i skandaliczne”. Bohaterka wyjawiła później, że sprawa rzekomego pobicia jej przez bojówki Platformy Obywatelskiej, to pomysł Jacka Kurskiego. – „Okoliczności związane z incydentem pobicia były chyba najlepiej wyreżyserowanym aktem przez Jacka Kurskiego w stylu Big Brothera” – powiedziała w wywiadzie prasowym.

Innym razem, po śmierci jakiejś osoby na drugim końcu Polski, były premier oświadczył, iż był to „obrońca krzyża”, który został w Warszawie przy modlitwie przy nim brutalnie pobity przez bojówki (w domyśle PO) i zmarł na skutek obrażeń. Nieważne, że było to półtora roku później po tym „pobiciu”, a denat był ciężko chory na jakąś nieuleczalną chorobę i nawet nie wiadomo, czy był w ogóle w Warszawie.

Jarosław ma już swojego rodzaju „renomę” kłamcy na skalę międzynarodową. Opiniotwórczy „Washington Post” napisał o nim, że jest „rywalem Donalda Trumpa w używaniu kłamstw w celu wytworzenia w społeczeństwie obawy przed muzułmanami”.

Nie będziemy już więcej zajmować się szambem kłamstw i pomówień, w jakim tapla się pan Kaczyński, wróćmy do konsekwencji, które mogą wynikać z owej rozmowy. Otóż, po pierwsze, została ona przechwycona i zarejestrowana przez wywiady co najmniej kilku państw, to nie ulega żadnej wątpliwości. Łączność satelitarna jest możliwa dzięki amerykańskiemu systemowi Irydium, który składa się z 66 satelitów krążących po orbicie okołoziemskiej. Wszystkie przekazy elektroniczne, w tym oczywiście rozmowy telefoniczne, transmitowane przez system są zapisywane i archiwizowane przez NSA (amerykańską agencję bezpieczeństwa). Oprócz tego rozmowa została najprawdopodobniej niezależnie od tego zarejestrowana przez globalny system szpiegowski Echelon, który gromadzi i analizuje transmisje fal elektromagnetycznych wysyłanych przez urządzenia elektroniczne z całego świata – telekomunikacyjne, IT, faksy, e-maile, transfery plików, rozmowy telefoniczne, komputery, radary, satelity rozpoznawcze i telekomunikacyjne. O systemie zrobiło się głośno w roku 2000, kiedy na forum Parlamentu Europejskiego opublikowano wielki raport, z którego wynikało, że USA wykorzystują Echelon m.in. do szpiegowania firm europejskich. O tym, że system ten zarejestrował rozmowę Kaczyńskich, powiedział wprost mediom Duncan Campbell, specjalista od szpiegostwa elektronicznego, autor wyżej wspomnianego raportu. Miał to być przykład, że pomimo poprzedniej afery Amerykanie nadal zbierają dane wywiadowcze także na temat swoich sojuszników.

Bracia zostali również na pewno podsłuchani i nagrani przez wywiad Rosji i Białorusi, prawdopodobnie rozmowa została także przechwycona przez nasłuch elektroniczny NATO. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie była ona szyfrowana (Jarosław Kaczyński rozmawiał przez zwykłą komórkę), stanowiła naprawdę łakomy kąsek dla wszystkich wścibskich – okazja do tak łatwego podsłuchania prezydenta dużego państwa europejskiego zdarza się nader rzadko. Polska prokuratura zwróciła się rutynowo do kilku państw o „pomoc prawną” w sprawie katastrofy – zapewne miała ona dotyczyć również, a może głównie, posiadanych przez te kraje nagrań rozmów miedzy samolotem a ziemią… Oczywiście, efektu nie było żadnego, bo chociaż wszyscy szpiegują wszystkich gdzie i jak się tylko da, to przecież nikt nie przyzna się do tego oficjalnie. Minimalną szansą na uzyskanie takiego nagrania byłoby przekonanie USA przez władze polskie, że na samolot dokonano zamachu terrorystycznego, czyli – paradoksalnie – wpisanie się w obłąkaną retorykę Macierewicza.

W tej sprawie istnieje jeszcze jeden ciekawy wątek – otóż wbrew oficjalnym zapewnieniom istnieje pewna doza prawdopodobieństwa, że ta rozmowa jest jednak znana niektórym polskim politykom wyższego szczebla związanym z poprzednim rządem. Lech Wałęsa podczas czatu z internautami w czerwcu 2016 roku mówił na przykład: – „Te taśmy są, jestem przekonany. Jeśli zostaną ujawnione, to panie Jarosławie – źle pan będzie wyglądał. Ja wiem, że nie rozmawiał pan o kotkach i o babci, ale: „Muszą lądować!”, „Daj im polecenie!”, „Wyślij generałów!”, tak wyglądały te rozmowy. Każdy się dowie, kto jest sprawcą nieszczęścia Polski!” – przekonywał. – „Gdyby ujawniono taśmy, jak to wyglądało naprawdę, jak wyglądała rozmowa między braćmi, to mielibyśmy obraz właściwy” – mówił. – „Doszlibyśmy do wniosku, że była to nieodpowiedzialność, brawura, że chciano rozpocząć kampanię wyborczą z przytupem w Katyniu. To spowodowało to nieszczęście. (…) Ja wiem, że sumienie gryzie – to szuka się, by chociaż trochę się usprawiedliwić. To była nieodpowiedzialność! Tam nikt tych ludzi nie zapraszał, to było wpychanie się! I zapłaciliśmy cenę, jaką zapłaciliśmy. Niektórzy nie wytrzymują prawdy i próbują podzielić się tym nieszczęściem z innymi”– dodał były prezydent. Kilka razy wcześniej Lech Wałęsa wypowiadał się na ten temat jeszcze dosadniej, chwilami wyglądało to wręcz na cytaty z rozmowy… Z kolei podsłuchiwany i nagrany w restauracji Roman Giertych podczas kolacji w pewnym momencie, jak się zdaje, parodiuje tę rozmowę i to o dziwo, w niemal identycznych słowach jak były prezydent. Czy była to rzeczywiście tylko parodia, czy eks-wicepremier relacjonuje ją po prostu swoimi słowami? W podobnym tonie, ale w sposób bardziej oględny i wyważony wypowiedziało się również kilku innych polityków. Czy to tylko ich domysły, czy wiedza na ten temat?

Zastanawia też histeryczna reakcja obozu pisowskiego sprzed kilku lat na pogłoski, jakoby ktoś miał gdzieś wkrótce tę rozmowę opublikować. Natychmiast pojawiły się agresywne teksty w stosunku do jeszcze nieznanych sprawców in spe tego czynu, ale najważniejszym motywem przewodnim ich wszystkich było to, że rozmowa jest absolutnie sfałszowana, spreparowana i jest to grubymi nićmi szyta prowokacja. Skąd ta panika i założenie z góry, że będzie to fałsz i montaż? Czyżby pełen strachu obóz Kaczyńskiego też wiedział co nieco, jak to wyglądało naprawdę i przeprowadził „atak wyprzedzający”? Dużo tu niestety niewiadomych, ale pewne poszlaki są jednak mocne.

Ktoś w tym momencie może zapytać – no dobrze, skoro mają takie taśmy, dlaczego ich nie upubliczniają? Kaczyński po ich ujawnieniu byłby politycznym trupem, PiS zniknąłby „na amen” i problem byłby raz na zawsze rozwiązany. Otóż sprawa nie jest taka prosta. Ujawnienie tej rozmowy byłoby niewyobrażalnie kompromitujące nie tylko dla postaci Lecha Kaczyńskiego, ale uderzałoby przede wszystkim jeszcze mocniej w urząd prezydenta RP, a co za tym idzie – w autorytet państwa, wystawiając go na pośmiewisko i podrywając zaufanie do wszelkich jego struktur i organów władzy. Szkody wizerunkowe, za którymi pewnie poszłyby wymierne, olbrzymie straty materialne (strach przed inwestowaniem w takim słabym państwie, wycofywanie kapitału itp.) byłyby dla Polski katastrofalne. Jeśli chodzi z kolei o sytuację wewnętrzną – natychmiast podniosłyby się liczne głosy, że trzeba wiadomy sarkofag usunąć jak najszybciej z Wawelu, co byłoby wydarzeniem bez precedensu w historii Polski. W jego obronie stanęliby z kolei od razu wyznawcy religii smoleńskiej, mogłoby dojść do manifestacji i kontrmanifestacji, starć, a w konsekwencji nawet do zamieszek i aktów przemocy na dużą skalę, co doprowadziłoby do jeszcze większych podziałów między Polakami i wybuchów niekontrolowanej nienawiści, żądzy odwetu, a może i jakichś samosądów. Dlatego – jeśli zapis rozmowy nawet jest w Polsce, to nie zostanie ujawniony przez najbliższych kilkanaście lat, chyba że nastąpi jakiś „wyciek” celowy albo zupełnie niekontrolowany.

Na koniec jeszcze jedna, bardzo drażliwa, ale niesłychanie ważna sprawa. Trzeba postawić w tej sytuacji zdecydowane pytanie: czy Jarosław Kaczyński może być szantażowany przez obce państwo ujawnieniem tej rozmowy? Odrzucam tu wszelką poprawność polityczną, strach przed gniewem prezesa i jakiekolwiek inne względy, bo sprawa jest śmiertelnie poważna. Zastanawiam się, dlaczego dotąd nikt tego pytania nie postawił, a może nie dosłyszałem, bo je tylko wyszeptał w obawie przed zmasowanym atakiem pałkarzy pióra szczutych przez Kaczyńskiego? Nikt nie pytał, bo się bał, że pisowscy „historycy” natychmiast znajdą mu dziadka w Wehrmachcie, babcię w KPP, wujka w SB, czy chociaż szwagra w MO?

Groźba upublicznienia takiej rozmowy byłaby idealnym narzędziem szantażu – prezes wie, że z powodów opisanych powyżej nie zrobią tego źródła polskie i niebezpieczeństwo czyhałoby w tym układzie tylko z jednej strony. Ale gdy będzie posłuszny… może sprawa nigdy nie wyjdzie na jaw. To są tylko rozważania najgorszego wariantu – mam nadzieję, że prezes PiS nie jest szantażowany, chociaż całkowicie, niestety, nie można tego wykluczyć, i nie chodzi na pasku wrogiego mocarstwa, a to, że niszczy Polskę wynika jedynie ze stanu jego psychiki i dążenia do dyktatury oraz żądzy odwetu za urojone krzywdy i śmierć brata, za którą, żeby stłamsić wyrzuty sumienia obwinia innych, insynuując że brali udział w „niesłychanej zbrodni”. Dodatkowo musi być mocno zestresowany, że sprawa może w każdej chwili wypłynąć z najbardziej nieoczekiwanej strony.

Gdyby nieprzychylne Polsce państwo chciało jednak skompromitować prezesa, licząc np. na wywołanie chaosu w naszym kraju, to przecież zapis rozmowy nie ukaże się w żadnej gazecie, agencji prasowej czy telewizji zbliżonej do jego rządu, bo łatwo by było powiedzieć, że to centralnie sterowana antypolska propaganda. Jest wiele innych sposobów – można do tego użyć „pożytecznego idioty” w rodzaju Snowdena, „zaprzyjaźnionego” dziennikarza z gazety w innym państwie, wreszcie – internetu. Możliwości jest wiele i źródła „przecieku” nie będzie można ustalić.”
JK
—————————–

Oczom ich ukazał się las… krzyży
- Każdy Polak 10 kwietnia 2010 roku o godz. 8:41
Kuuuuuuuuurwaaa!!!!!!!
- Ostatnie słowa pilotów nad smoleńską ziemią
- —————————–

Smoleńsk – jeszcze do niedawna nieznana nikomu wiocha gdzieś w Rosji. Obecnie miejsce kultu części Polaków oraz pole do popisu dla wszelkich zwolenników teorii spiskowych.
Historia

Smoleńsk założono w czasach piwem i miodem płynących, czyli dawno. Parę wieków temu, odbyła się tu jakaś bitwa pomiędzy I Rzeczpospolitą a Wielkim Księstwem Moskiewskim. A później już nic. Aż do dnia największej tragedii w dziejach Polski…
Katastrofa wg PiS-u
10 kwietnia 2010 roku, tu, polska delegacja z przywódcą narodu polskiego[1] zginęła w podłym zamachu, przygotowanym przez wrogów Polski: Rosję i Platformę. Jest to najczarniejszy dzień w histerii historii świata. (Uwaga! Ten opis katastrofy ma wiele wspólnego z wersją Radia!)

Katastrofa wg Kazia biedroniarza
Hik! Za…zara wam powiem ja-jak to było… Bleee… No bo (hik!) poleciał sobie preee…zydent na groby. A jego… k
, jak to szę nazywa… autolot spadł… No i (hik!) tera jegooo…khyyy… Kumple mó-mó-mówią, że to wina jego…eee… Nie kumpli… I to wieeeem… ma-macie wiadro…? (Kazio prawdopodobnie był nietrzeźwy.)

Oto przychodzi Jarosław Kaczyński do swojego brata i powiada:
– Leszku, nie jest dobrze! Nie tylko nie wygrasz tych wyborów, ale poniesiesz klęskę – 1:4. Tak mówią nawet nasze sondaże.
– Jarku, to moja wina! Ja wiem, że się nie nadaję! To ty wepchnąłeś mnie na ten stołek, ja tego nienawidzę, mam tego dość! Podam się do dymisji.
– I co z tego? Tylko przyspieszysz wybory i nasi ludzie wcześniej stracą posady. Wściekli będą, i pójdą nie za nami, ale za Ziobrą i Poncyliuszem.
– To co mam zrobić? Ja zrobię wszystko, bo wiem, że nawaliłem. Ja po prostu nie mam charyzmy. A poza tym, wiesz, ten nowotwór się posuwa, posuwa…
– Posłuchaj – mam plan…
– To świetnie! Te Twoje plany są zawsze znakomite. Jaki plan?
– Słuchaj. Za trzy miesiące będą uroczystości w Katyniu…
– Będą. I co z tego?
– To polecisz tam samolotem. Dam ci bombę. Przed lądowaniem bomba wybuchnie. Zwalimy to na Ruskich. W kraju powstanie oburzenie, ja je będę podsycał – i wygram te wybory prezydenckie. I będę dobrym prezydentem, a nasza partia wygra wybory parlamentarne!
– Jarku, jesteś genialny! Ja dla ciebie wiesz, że wszystko… Ale czy to godziwe?
– Ja ci coś powiem. Jak to zrobimy nad Katyniem, to będzie takie zamieszanie, że, obiecuję ci, pochowamy cię na Wawelu!
– Jak to załatwisz?
– Nie wiesz, że mamy haki i na Dziwisza?
– A! Rzeczywiście! Ale ja nie chcę zostawiać Marysi tak samej…
– To weźmiesz ją ze sobą! Żony powinny odchodzić razem z mężami. Co Bóg złączył… Wiesz, jakby ona męczyła się i płakała, gdybyś chorował i umierał? A tak błysk… i odejdziecie bez żadnych cierpień!
– To jest myśl. Jarku, ty jesteś Machiavelli! Ale skąd zdobędziesz bombę?
– A, mam jednego zaufanego borowika. Był w GROM-ie. Zdolniacha, pirotechnik. On dla mnie zrobi wszystko. On nam da taką bombę wolumetryczną, ciśnieniową. Nie wiem, jak to działa, ale podobno piorunująco. Wszyscy zginą na miejscu, a po wybuchu żadnego śladu. Tylko musisz to zdetonować nad samą ziemią…
– A ten twój borowik nas nie wyda?
– Żartujesz! Ja wezmę od niego tę bombę, dam ci ją do teczki, a ty załatwisz, że poleci z wami do Katynia! Żadnego śladu nie będzie!
– Jarku, ty naprawdę jesteś genialny. Przemyślałeś każdy szczegół. Wchodzę w to – po co mam umierać przez dwa lata, opuszczony, już nie prezydent – kiedy mogę od razu… Jak sobie pomyślę… Wawel… Wawel! Koniecznie z Marysią! Ja ją naprawdę kocham! Tylko…
– Co „tylko”?
– W tym samolocie będzie jeszcze setka ludzi…
– No to co? Co to jest setka? Nie pamiętasz, jak chwaliliśmy Pinocheta? A on wykończył 1500 ludzi, niektóre Małpy w Czerwonym mówią nawet o trzech tysiącach! Rewolucja wymaga ofiar! Pomyśl: jeśli nie ty, jeśli nie twoja ofiara, to do władzy dojdą agenci bezpieki, agenci niemieccy, aferały z tej obrzydliwej Platformy. Trzeba temu zapobiec!
– Trzeba… Rozumiem…
– Zresztą: weźmiesz na pokład takich bywszych lidiej. Taką Annę Walentynowicz? Co ona ma z życia? Umarłaby jako pospolita suwnicowa, pochowana gdzieś pod płotem… I to już niedługo. A tak – jaki piękny będzie miała pogrzeb!
– No dobrze bracie, już dość, to dzwoń do tego swojego borowika…

Teoria o kolizji z UFO


Limitowana edycja Crunchips na kwiecień 2010
Media uporczywie unikają mówienia o alternatywnych hipotezach katastrofy w Smoleńsku. Podczas ostatniej debaty po filmach o Smoleńsku w TVP dopuszczono jedynie zwolenników teorii o błędach załogi oraz wybuchach na pokładzie, ale nie zaproszono ani jednego przedstawiciela teorii o zderzeniu z UFO.
Zgromadzone dziś dowody oraz obliczenia pragnącego zachować anonimowość profesora uniwersytetu stanowego w Ameryce, niegdyś współpracującego z samą NASA, niezbicie potwierdzają, że agresja ze strony latającego spodka najlepiej tłumaczy wszystkie zawiłości katastrofy.
To zbliżający się od dołu do samolotu spodek był przyczyną nagłego dramatycznego spadku odczytów wysokości, gdyż to od niego odbijały się fale radaru. To nie brzoza, a UFO, uderzając w skrzydło Tupolewa spowodowało jego urwanie, co znajduje odbicie w materiale dowodowym, gdyż UFO wykonane było z niezwykle twardego metalu, który nie odkształca się i nigdy nie koroduje. Symulacja komputerowa przeprowadzona przez amerykańskiego naukowca polskiego pochodzenia jednoznacznie dowodzi, że taki materiał nie pozostawia po zderzeniu z aluminiową konstrukcją skrzydła nawet jednego atomu śladu, co idealnie pasuje do sytuacji odkrytej przy badaniu Tu-154.
Jednocześnie szybka ucieczka latającego spodka w kierunku Marsa spowodowała zderzenie z samolotem prezydenckim, którego odgłos zachował się na rejestratorach lotu, a także dostarczyła siły, w wyniku której Tupolew obrócił się do góry nogami.
Głośno jest o zeznaniach naocznych świadków kolizji Tu-154 z UFO, którzy w obawie o własne życie nie chcą zdradzać swojej tożsamości, jednak zgodnie przyznają, iż odwiedzały je osoby o zielonej bądź oliwkowej skórze i groziły, że w razie niedochowania milczenia umrą w sposób wyglądający na samobójstwo.

Polski tzw. rząd nic nie robi w obliczu tych zatrważających informacji. W podejrzany i zapewne nie bezcelowy sposób nie przeprowadzono ani jednej symulacji, która pozwoliłaby przyjąć lub obalić prawdopodobieństwo takiej kolizji. Nie przesłuchano ani jednej osoby o zielonej skórze i wielkich czarnych oczach, pomimo że rysopisy przedstawione przez zastraszanych świadków pozwalają dosyć precyzyjnie zidentyfikować podejrzanych.

Prawdziwym Polakom pozostaje mieć tylko nadzieję, że prawda nie zostanie zagrzebana na zawsze i pewnego dnia wyjaśniona zostanie rola tych zielonych morderców w śmierci prezydenta oraz 95 pasażerów, a także, że niezależne śledztwo odkryje i wyjaśni ich motywy oraz ewentualne powiązania z mocodawcami zamachu.


“sąd dał wiarę” zeznania świadków policjantów” są spójne i logiczne” I nieważne ze pierwszy policjant nie był w stanie przypomnieć sobie wykroczenia z którym kojarzy moją osobę a drugi w ogóle nic nie pamiętał) kurcze jakbym czytała uzasadnienie mojego wyroku Ale żeby nie było standardowo i nudno dorzucę kilka perełek: “sąd uznał zeznania obwinionej jako niewiarygodne gdyż sa niezgodne z zeznaniami świadka – policjanta” Rozbieżności w notatce służbowej i zeznaniach policjanta świadczą że policjant zeznawał swobodnie i nie był ograniczony wcześniejszą notatką służbowa – piszę sędzia SR Warszawa Żoliborz A Berezowska którą przerasta prosta interpretacja mapy
Witam szedłem sobie i zachciało mi się sikać tak po prostu naturalna potrzeba fizjologiczna z tego względu że w pobliżu albo w ogóle nie było WC. do załatwiania takich spraw szybko udałem się w ustronne miejsce żeby załatwić potrzebę fizjologiczną i tym samym nie zlać się w majtki. Podszedłem od strony łąk pod betonowy blok gdzie nie było ludzi których mógł bym zgorszyć takim czynem..nagle się obracam a tutaj Panowie policjanci wypisują mi mandat za sikanie w wysokości 150 zł na którym było napisane “Zanieczyszczanie w miejscu Publicznym” art 145 k.w…..co zrobić żeby się uchylić od tego mandatu ??
postaw w sądzie pytanie co bardziej zgorszy ludzi, zlane i cuchnące moczem pory, czy widok sikającego w ustronnym miejscu człowieka; przytocz też przykład lejących gdzie popadnie psów idących na sznurku z właścicielem
Zły kierunek 🙁
Trzeba wykazać, że sikanie było spowodowane potrzebą fizjologiczną, której spełnienie w danym miejscu i czasie nie było możliwe w inny sposób ze względu na brak toalety publicznej oraz mogło grozić konsekwencjami zdrowotnymi. A to każdy nefrolog potwierdzi.
Poza tym “sikanie” nie jest żadnym “zanieczyszczeniem” gdyż mocz to jest cenny nawóz i jeśli mocz oddawany jest na teren zielony to burmistrz lub nawet prezydent miasta, czy też wójt lub sołtys powinien zapłacić za “podlewanie i nawożenie terenów zielonych”. No, ale “takie rzeczy tylko w Polsce” – “najbardziej przyjaznym inaczej państwie świata, a nawet całej Galaktyki” …..
Rewelacyjny artykuł. Takie są właśnie fakty, tak właśnie działają policjanci w zmowie z prokuratorami i sędziami. Bez znaczenia jak było naprawdę – liczy się to co policjant powie. Choćby, że wylądowało ufo i go zielone ludziki zaatakowały laserami. To i tak sąd stwierdzi, że tak właśnie było, bo policjant tak zeznał! I to ma być demokracja??
Proszę o opinię do artykułu: http://www.radekbaszuk.pl/2017/02/dostep-do-adwokata-2-doktryna-salduz.html
Czy w swietle powyższego nie należy zmienić całą procedurę prawną i w przypadku gdy stajemy sie podejrzanymi o popełnienie wykroczenia z cała stanowczoscią żądać swoich praw??
https://www.youtube.com/watch?v=pUnBrNZqF3A
Polucja w akcji.
Czy nie ma szans na zmianę tej policyjnej praktyki nakładania mandatów na ludzi leżących w szpitalu na oddziale ratunkowym? Mało mają stresów?
Z każdego zdarzenia muszą wycisną maksymalnie najwięcej możliwych mandatów, aktyw oskarżenia itp. Taka praca. Taka policja.
Państwo bandyckie wobec własnych Obywateli = mundurowe zbóje.
Teraz policja powoła swojego “biegłego sądowego”, tak jak w moim przypadku, który “udowodni”, że Passat jechał przepisowe 50 km/h i miał pierwszeństwo a rowerzysta jechał ‘zygzakiem”.
Jak to mówił B31w ? – porucznik jak mu tam i karabin maszynowy …
Operujecie tu ciętym językiem muszę przyznać. Wchodzę w celach rozrywkowych w każdym razie 🙂 Lubię czytać o przebiegłych wchodzących do zawodu od zakrystii, klepiących polucyjne farmazony w ramach solidarności zawodowej krzywo rozumianej przed sondem choć zdecydowanie nie chciałbym ich spotkać. Ani polucji, ani przebiegłych nigdy więcej. Pozdrawiam.
Porucznik Jack Bushyhead po wejściu do Dachau zebrał SS-manów , postawił pod murem i wystrzelał na oczach więźniów. Za co mu podziękowali. Wpierw jednak więżniowie sami zatłukli swoich kapo. Tych SS – manów było ok. 400. Ale Bushyhead był Indianinem i miał jaja…31
Nie rozumiem.
Im więcej nałożonych mandatów tym lepiej? Dla kogo? Policji? Co to ma być miara skuteczności działania? Cygun zawinił kowala powiesili, ale grunt, że jest jakiś winny(nie obchodzi policję jaki) i się zastraszony, splątany, otumaniony – na lekach, po uderzeniu w głowę w szpitalu lub na miejscu zdarzenia przyznał?
W przypadku uniewinnienia z oskarżenia publicznego komendanci nie wyciągają żadnych konsekwencji wobec prowadzących postępowanie tzn. czynności wyjaśniające w ramach kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia? Dlaczego policjanci jeszcze nie odpowiadają chociaż pośrednio z OC w ramach odpowiedzialności zawodowej za przegrane sprawy?
Mogę prosić o jakieś linki opisujące tryb wnoszenia skargi bezpośrednio do komendanta. Czy jest na stronie Stowarzyszenia jakiś poradnik? Dziękuję za nakierowanie.
Czy redakcja dysponuje szczegółowymi wytycznymi np. Komendanta Głównego jakie czynności mają być wykonane na miejscu zdarzenia oraz w trakcie czynności wyjaśniających? Czy istnieją takie dokumenty z komentarzem?
Przestaje mnie to bawić. Pisanie do posłów średnio pomaga. Niby są jakieś interpelacje, ale prawo i przede wszystkim praktyka policyjna stoi w miejscu.
Kolego, o czym ty piszesz? Przecież oskarżyciel publiczny wykonuje polecenia komendanta. To jak ty go chcesz skarżyć do komendanta? Skup się.
Zostawmy skargę w takim razie. Jak mogę komedianta zapytać czy mu nie wstyd podpisywać urojenia swoich ludzi, którzy reprezentują go potem przez sądem?
To może komendant powinien mieć OC i zwracać za utracone korzyści również skoro się pod tym podpisuje?
1.Jakie są wewnętrzne przepisy, prawo, do którego ma się stosować organ prowadzący – czymkolwiek fizycznie on jest w ramach struktur policji – wykonując czynności wyjaśniające na etapie przed sporządzeniem wniosku o ukaranie?
2.Wytyczne, przepisy dot. postępowania na miejscu zdarzenia – wypadku/kolizji. Dokumenty do sporządzenia na miejscu zdarzenia.
3.Czynności “wyjaśniające” do wykonania, czas trwania etc. w okresie przed sporządzeniem wniosku o ukaranie.
Czy jest już poprawiona treść przepisów kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia w związku z
TK K 19/11 z 2013r.
Czynności wyjaśniające polegają na tym, że zbiera się dane o obwinionym do wniosku o ukaranie, a mianowicie: gdzie obwiniony pracuje, ile zarabia, ile zarabia jego zona, czy jest zdrowy, ile ma dzieci na wychowaniu itd. O jakich wytycznych zatem mowa? Wytyczne są takie, żeby to zebrać i wysłac wniosek do sądu.
Coś znalazłem.
http://csp.edu.pl/download/6/20409/Policjantjakooskarzycielpublicznywsprawachowykroczenianr128SrubkaMKorolczukDPrzy.pdf
Czy w ramach dostępu do informacji publicznej można uzyskać dane – imiona,nazwiska stopień osób upoważnionych w imieniu komendanta do podpisywania wniosków o ukaranie oraz występowania w charakterze oskarżyciela publicznego przed sądem?
To może i ja dodam swoją sprawę:
http://bezkarnoscpolicji.info/wydarzenia/policjasmsw/zary-pobili-policjanci/
bezkarnoscpolicji.info/wydarzenia/policjasmsw/zary-napastnicy-kopia-lezacego-podjezdza-policja-i-zatrzymuje-pobitego/
http://niewygodnefakty.salon24.pl/749198,jak-stac-sie-nietykalnym-i-nie-ponosic-za-nic-odpowiedzialnosci-to-proste-nalezy-zostac-policjantem
Potwierdzenie zeznania przez “świadka” będącego kumplem z pracy (w policji) powinno mieć znikoma wartość dowodową a nawet żadną. Zarówno w sprawach wykroczeń jak i w innych, najczęściej w sprawach nieistniejącego “znieważenia” policjanta.
System represji został dopięty na ostatni guzik i jego skutkiem jest fakt, że zeznania funkcjonariusza dla sondu są wiarygodne nawet wtedy, gdy funkcjonariusz sam nie wierzy w to co zeznaje. Dlatego zeznanie kumpla (lub “kumpelki”) z patrolu ma podwójne znaczenie. Po pierwsze wzmacnia i tak już nie budzącą najmniejszej wątpliwości wiarygodność zeznań jednego z funkcjonariuszy, a po drugie zeznanie pierwszego potwierdza zeznanie drugiego i vice versa.
Sond zatem nie ma żadnego innego wyjścia jak tylko “w sposób nie budzący najmniejszych wątpliwości” uznać zeznania funkcjonariuszy za w pełni wiarygodne, gdyż składane są szczerze, bez wyrachowania,a przede wszystkim ponieważ funkcjonariusze “nie mają interesu, aby kłamać”. A skoro nie mają interesu aby kłamać, no to mówią prawdę, świętą prawdę (i g…o prawdę).
Tak więc wszyscy widzimy, że bycie sendzią to mały pryszcz – wystarczy raz wyuczyć się “logiki sendziowskiej” w “szkole sendziów i prokurwatorów” i “szafa gra” !
Tam przechodzą pranie mózgów tak jak adepci “Scientology” i stają się rzeczywiście wyizolowaną ze Społeczeństwa sektą wierzącą w swoje “wybitne i nadprzyrodzone zdolności i umiejętności”. A przede wszystkim nabierają przekonania bezkarności i bycia ponad prawem.
Ot i cała tajemnica została wytłumaczona ….
Nie “świadek” ale ” światek’. Przestępczy oczywiście. 31
I znów w Sądzie Okręgowym w Poznaniu byliśmy świadkami żenującej hucpy jaką zafundowała licznej publiczności i prasie niejaka sendzia (tak) Ewa Taberska. Przypomnijmy że chodzi o sprawę Pana Krzysztofa oskarżonego przez milicjantów Piotra Porzyckiego i Michała Kubaszewskiego oraz aspiranta Zbigniewa Szymańskiego o rzekome przejście na czerwonym świetle ( cała trójka z poznańskiej MO zwanej , ku uciesze gawiedzi, policją ). Sendzia poprzedni wyrok Sądu Rejonowego ( sendzia Parnowski) zmieniła na korzyść Pana Krzysztofa . Cudowne jest jednak uzasadnienie : otóż nie sposób aby aby sędzia rejonowy znał się na wszystkim więc Parnowski zlecił ekspertyzę biegłemu z listy sądowej. Niepotrzebną do niczego ekspertyzę bo, wobec usunięcia danych przez milicjantów z nośników, biegły się poddał i orzekł że możliwa jest wersja Pana Krzysztofa albo milicjantów. W tym momencie Parnowski , zgodnie z zasadą rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego, powinien sprawę zakończyć uniewinnieniem. Ale nie towarzysz Parnowski : wlepił bezlitosny wyrok + różne koszty , w tym koszt nikomu niepotrzebnej ekspertyzy ( ok. 1100 zł). Dureń czy wręcz odwrotnie ? Natomiast Ewa Taberska obniżyła tę kwotę o połowę a resztą zasądziła od państwa. Ale dlaczego ta łaskawość ? Ano Taberska stwierdziła że wprawdzie biegły nie wskazał winnego, nie żadnych dowodów to jednak sąd rejonowy sprawę rozpoznał prawidłowo bo tak orzekli milicjanci i napisali a to znaczy że Pan Krzysztof jest jednak winien choć się nie przyznaje. W pewnym momencie chyba się wszyscy pogubili w pokrętnej logice , a raczej jej braku, i Taberska to zauważyła. A więc głęboko westchnęła i ciągnie te brednie mniej więcej tak : ja wiem że wszyscy na widowni (ok. 10 osób, może 12) nie zgadzacie się z tym i uważacie że obwiniony jest niewinny. Coś tam sobie jeszcze mamrotała w tym stylu pod nosem a na końcu sakramentalne : Czy obwiniony ( ew. oskarżony? zrozumiał wyrok ? Na to Pan Krzysztof wstał i odrzekł dumnie :Nie. Nie zrozumiałem. Na to Taberska : dostanie pan sporządzone z urzędu uzasadnienie pisemne. I dla tego słowa ” Nie” warto żyć Panie Krzysztofie; bo tym “nie” napluł Pan im w gęby. I dobrze, zasłużyli sobie na to jak mało kto. 31
http://biznes.onet.pl/koniec-z-anulowaniem-mandatow,18494,5657209,1,news-detal
Jeśli to prawda to te “umiłowane syny naszego Narodu” uchwalą wkrótce przepisy, że właściciel pojazdu odpowiada za jego grzechy.
Trzeba przyuważyć, kto głosować będzie “za”.
To następny krok reżimu ciemniaków do dyktatury made in III Rzesza. Dlaczego ? Ano “państwo prawa” niejakiego Adolfa było tu prekursorem i za przechowanie partyzantów, uciekinierów , Żydów itd. odpowiedzialny był sołtys, wójt, wraz z rodziną . Jeśli nie zadenuncjowali to pierwszych karano czyli zabijano a potem palili Niemcy całą wieś i najczęściej wszystkich mordowali. Tak więc nie-rząd NSDA-PO idzie dokładnie w kierunku ustaw norymberskich. Powracając do wczorajszej sprawy sendzia(tak) Taberska próbowała się jakby usprawiedliwić ze swego szaleńczego wyroku ale jej się to nie udało ; więcej – panowała wyraźna pogarda i dla Parnowskiego i Taberskiej. I ONA o tym doskonale wie …I dobrze. 31
Chore, i ta argumentacja z użyciem broni. Idąc tym tropem, jeśli wpadnie sąsiad, pożyczy siekierę, bo będzie chciał porąbać drzewo do kominka, a w czasie tej pracy wkurzy go żona i ją “zaciuka”, to ja, jako właściciel narzędzia, mam odpowiadać za zabójstwo?
Muszą najpierw zmienić Konstytucję.
Można jedynie oskarżyć o “współudział” – tak mi się “na chłopski rozum” wydaje…
Ale w naszym “ukochanym państwie prawa inaczej” wszystko jest możliwe, nawet to, że ta “żona sąsiada” popełniła samobójstwo “poprzez celowe podstawienie mężowi łba pod topór, który “bez swojej wiedzy i woli” ściął jej łeb, bo już wziął zamach, aby rozwalić pieniek, a tu “pech” – zamiast pieńka szyja “żony-samobójczyni”.
Oczywiście na taki wyrok może zasłużyć jedynie taki “mąż”, który ma układy we “władzy”, albo sam do niej należy.
I wszystko na ten temat….
Owszem, że to chore z perspektywy praw obywatelskich.
Ale to dla bezpieczeństwa. Tak. Z troski o nas.
To jest logiczne i spójne z obecną jedyną słuszną linią. Mnie to wcale nie dziwi.
Nie jest ważne co jest na taśmach ale ważne jest kto je nagrał. Tak samo nie jest ważne kto popełnia wykroczenie ale ważne jest czyj to był samochód.
Szykuje się kolejna patologia.
Bo zwykły Kowalski jak jego auto popełni wykroczenie to zapłaci.
A ludzie z KASĄ będą jeździć firmowymi autami i wtedy punkty im niegroźne, a mandaty zaliczą do kosztów firmy.
A jak ktoś ma kasę a nie ma firmy? No cóż, firmy leasingowe i wypożyczalnie aut zanotują wzrost klientów.
Jest takie powiedzenie , bodaj rosyjskie:
“Chcieli dobrze, a wyszło jak zawsze….”
U mnie akurat temat na czasie. Niedziela, idę sobie spokojnie chodnikiem, w odległości 120-130 metrach od przejścia dla pieszych przechodzę na drugą stronę pustej jezdni (pośrodku linia przerywana). Nagle zatrzymuje mnie sygnałem nieoznakowany radiowóz. Każą wejść do środka, stwierdzają przekroczenie jezdni w miejscu nieprawidłowym, nie przedstawiając się każą podać dane personalne, zaczyna się długie moralizowanie na temat przechodzenia przez ulicę, pytania, komentarze. Że przechodzę przez „taką” ulicę, „w takim” miejscu, „i to przed radiowozem”, że „jesteśmy ludźmi dorosłymi” „a dlaczego nie po pasach?”. Nie przedstawili mi nagrania z policyjnego rejestratora wideo umieszczonego w samochodzie, całkowicie zignorowali moje wyjaśnienie, że miejsce przekroczenia jezdni znajduje się w odległości większej niż przepisowe 100 m od przejścia dla pieszych, nie byli w stanie odpowiedzieć na moje kilkakrotne pytania jaka odległość dzieliła mnie od przejścia dla pieszych, nie potrafili wskazać miejsca znajdującego się w odległości 100 m od tego przejścia. Po dłuższym indagowaniu jeden odpowiedział niechętnie, że „100 m jest na pewno tam gdzie ten budynek”, wskazując zabudowanie odległe blisko 200 m od przedmiotowego przejścia. Mandatu nie było, tylko pouczenie. Pouczenie, że ciągle tkwimy w PRL-owskiej rzeczywistości, w której milicja może wszystko, że polska policja niczym nie różni się od swoich kolegów z krajów byłego ZSRR, a kolejne rządy czy z lewa, czy z prawa szambo to skrupulatnie omijają.
w moim uzasadnieniu wyroku kielecki sędzia napisał, że wjechałem w dom który wyburzyli rok wcześniej, może miał starą mapę z Internetu. Cztery zespoły sędziowskie nie zgodziły się na opinię innego biegłego, a na zdjęciach policji widać uderzenie w inny dom! W tej samej sprawie biegły odznaczył odległość za pomocą komórki(!) i po mojej uwadze co do poprawności pomiaru, po rozprawie sfałszował dowód rzeczowy i naniósł nową krótszą odległość i napisał 22m. Mimo, że po przyłożeniu linijki do mapy można odczytać 26,5m a według MZDP w Kielcach było 30m, cztery zespoły sędziowskie nie wyraziły zgody na powołanie nowego biegłego. Podałem biegłego do prokuratury o fałszowanie dowodów rzeczowych, prokuratura nawet nie wszczęła śledztwa, bo biegły w rozmowie z policjantem powiedział, że ja się na niego uwziąłem, a on przecież naniósł odległość na mapie za pomocą komórki! Nawet linijki nie miał. Dałem zadanie uczniom w 6 klasie szkoły podstawowej, aby wyliczyły odległość, tą nową, naniesioną po rozprawie. 80% dzieci wyliczyło 25,5m. Biegłemu wyszło 22m. No można zrozumieć, że biegły idzie w zaparte, bo to forsa, ale żeby sędzia nie umiał odczytać odległości na mapie! Nawet te 3,5m odległości to prawie długość samochodu, pewnie by zdążył przejechać. Jak biegły napisał że jechałem laguną I diesel, bez ABS, opony 15 a ja miałem lagunę II z ABS i opony 16 to sędzia w uzasadnieniu wyroku stwierdził, że moje twierdzenia są bezpodstawne! Podobnie biegły wymyślił sobie, że ściąłem zakręt, chociaż na szkicu policji widać że to nieprawda. Podałem sąd kielecki o odszkodowanie 1 zł bo sędzia zanotował zeznania strony przeciwnej które były na moją korzyść dokładnie na odwrót(świadek zeznał, że zatrzymałem się przed zakrętem, sędzia zapisał, że nie, a biegły wyliczył prędkość 30km/h ), o czym niestety, zorientowałem się po wyroku (dowodem było nagranie z rozprawy). Zgadnijcie kto sądził(oczywiście sędzia tego sądu) i jaki był wyrok. Taka mała rada. Nagrywać każdą rozprawę, a po niej szybciutko do czytelni i sprawdzamy radosną twórczość naszych sędziów. ponieważ w wyroku znalazła się opinia sędziego, że jestem zdrowy psychicznie, to chciałem wiedzieć, czy osoba która to stwierdziła, również zdrowa jest(czyżby miała drugi fakultet z medycyny upoważniający do takich ocen, znam przecież mgr inż. który jest sędzią obecnie) wysłałem zapytanie do kieleckiego sądu w trybie udostępnienia informacji publicznej, czy sędziowie Sądu Rejonowego w Kielcach mają robione okresowe badania psychiatryczne, co wynikałoby z ustawy(stanowisko wymagające podejmowania decyzji ). Niestety, Prezes odmówił udzielenia odpowiedzi (czyżby miał coś do ukrycia!). Natomiast Sąd Apelacyjny w Kielcach i Krakowie bez zbędnej zwłoki przesłali odpowiedź. No cóż. Ale skoro można być sędzią w swojej sprawie
A wjechałeś i o odległość idzie, czy co?
Kobieta wyprzedzała na podwójnej ciągłej, skrzyżowaniu, pasach, ja najpierw skręciłem w prawo, 30m prosto i w lewo, ale musiałem przepuścić więc przed skrętem zatrzymałem. Zarzut, wymuszenie pierwszeństwa na pierwszym skrzyżowaniu. Nawet biegły wyliczyły, że gdyby zaczęła hamować, to by się zatrzymała kilka metrów za moim samochodem.
Widzisz, Krzysztofie, gdyby było normalnie w tym kraju to nie byłoby SPnD. To tzw. ONI sami wywołali opór części społeczeństwa przeciw temu imperium zła lub reżimowi ciemniaków , jak inni mawiają. I to wojna ciemniaków z Narodem (czego wybitnym przykładem jest bulwanizacja SM,SG, ITD, polucji ) powoduje opór, na razie może nieduży ale już widoczny. I dzięki ONYM mamy tu okazję poznać wielu zacnych ludzi. Tak więc niekoniecznie bulwanizacja jest do końca zła. Pozdrawiam . 31
Szedłem sobie od moich rodziców prowadząc rower do swojej chaty – jakieś 100m… Gdy już kierowałem się w stronę furtki mej posesji – brakowało jakieś 2 metry, zajechał mi drogę radiowóz. Wyskoczył z niego policjant krzycząc nie uciekaj !! Ja na to że nie uciekam tylko tu mieszkam. Odrazu miał w rękach alkomat którym prawie mi szczęki nie przestawił. Gość niski ogolony na łyso wyglądał jak po chemii albo jak kibic angielski z lat 70tych,dobry materiał na skina, no mundurowy fryz to nie był… Nawet się skubańce nie przedstawili. Odrazu przyznałem się że przed chwilą wypiłem 3 piwka i napewno wykarze alkotext.no i było rosnące.. Na to wszystko wyskoczyła moja żona która w ogródku przed domem była i akcje widziała – zresztą wpisali ją na świadka no i moją mamę która szła trochę za mną… Gdy juź byłem w radiowozie to pytam tego z włosami i białej czapce co wy robicie,przecież ja szedłem z tym rowerem a on mi na tego łysego mówi :..młody policjant to się chce wykazać…” żóna na ich żądanie przyniosła moje dokumenty i łysy(piszę łysy bo się nie przedstawili) skubnął mi prawko. Ja znowu mówie że prowadziłem przecież rower w sensie że pieszo,a oni na to że ich jest dwóch to lepiej widzieli… Byłó trochę obelg w moją stronę. A nalepsze było to – przyznaj się że jechałeś bo zaraz inaczej pogadamy… Nie mogłem się przyznać do tego czego nie zrobiłem – nie torturowali na szczęście. Po chwili jak już z textami zaczęłli przesadzać włączyłem kam.w telefonie ale szybko się z orientowali i trochę grzeczniejsi byli.. Ale fajnie nagrało się to co mi grozi za prowadzenie roweru (wtedy wszyscy mieliśmy na myśli prowadzenie w kontekście prawa o ruchu drogowym,czyli że pieszo) jakoś wogóle głupio brzmi “ciągnąć czy pchac”rower… Zabrali prawko i odjechali. Więc, ja oświadczenie szybko napisałem do prokuratury że nie jechałem rowerem tylko prowadziłem i krótko opisałem sytuacje. Takie samo oświadczenie wysłałem do właściwego komisariatu… Pani prokurator nakazała policji oddać mi prawo jazdy. No i zaczęło się dochodzenie. Do mnie zadzwonił dochodzeniowiec kiedy mam się wstawić. Wstawiłem się ,ale jako swoje wyjaśninie podałem treść wcześniejszego oświadczenia,które już mieli.więcej pytań nie zadawał. Potem moją żonę tak przesłuchał że nawet jej nie wylegitymowalł. A do mojej matki pojechali we trzech,chyba w ramamach wywiadu środowiskowego i odrazu nastraszyli że będzie musiała jeździć zeznawać do sądu – a ona schorowana,serce itd.już raz widziała”zielone łąki..” więc jej szybko podsunęli odmowę składania zeznań do podpisania… Ale nie poinformowali jej że w jej stanie może być przesłuchana w miejscu pobytu…potem był experyment procesowy z udziałem mojej żony,czy napewno wszystko widziała…No kurde to drogówka ją podała na świadka nie ja więc co tu experymentować? No i kolejne jaja,panowie przyjechali,pożartowali połazili po ulicy,zapytali czy mogą sobie zrobić z nią zdjęcie,pomachali gapiom i pojechali… Potem jeszcze 2 razy byłem dmuchany – raz koło domu a raz ok 400m od niego – tym razem jechałem autem… Jeszcze potem miało być zakończenie procesu przygotowawczego na którym wypadało być żeby se akta obejrzeć za nim trafią do prokuratury. Moja żona choruje na anemie i jej powikłania ma orzeczony stopień nie pełnosprawności i osobiście poinformowała pana dochodzeniowca że jedziemy na turnus rehabilitacyjny do zakopanego – ten na to że oczywiście że się dostosuje… No i się dostosował-zamknął dochodzenie jak my w Zakopcu… Okres urlopowy w prokuraturze wolny tylko pan asesor…Coś próbowałem jeszcze wskórać.ale pan asesor poinformował mnie że już po terminach i źe ja odmówiłem składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania… No to może i dobrze że tak napisali, pomyślałem, przynajmniej panowie świadkowie policjanci w sądzie będą mniej przygotowani… A tu następna niespodzianka- otrzymałem odpis aktu oskarżenia z pouczeniem że mogę się do niego odnieść pisemnie z datą 22 sierpnia,tylko że wraz z nim otrzymałem odpiś wyroku nakazowego który zapadł na niejawnym już 20 sierpnia…(prawo jazdy na 2lata i obfita grzywna) Napisałem sprzeciw i czekam. Nie stać mnie na adwokata bo kasa idzie na leczenie żony i widykacje do okien zaglądają. W akcie oskarżenia nie pojawiło się moje oświadczenie… Będzie gorąco… Szkoda tylko że nikt nie zwrócił uwagi na to że łańcuch w rowerze był “spadnięty” ja też dopiero zauważyłem jak się na grzyby wybierałem – on tak ma bo luźny a przerzuty w piaście, przeważnie spada przy prowadzeniu… Co śmieszniej wyrok wydała pani sędzia która kiedyś była moją sąsiadką a jej pies tak mi zmiażdżył mięśnie uda że miesiąc łazić nie mogłem,u lekarza oczywiście musiałem być,ale nic z tą sprawą nie robiłem bó to sąsiedzi… Nawet przepraszam nie powiedzieli… A tu o ironio losu…. Jak wiarę dadzą policji to po pracy mam no i po leczeniu żony,której debil chirurg tak leczył wrzoda dwunastnicy że wyciął jej źełądka większą część, średniowieczną metodą,ot taka tam pomyłka… Oto nasze służby…
Skontaktuj się ze mną na mail, mam identyczną niemal sytuację.
Oni wszystkich swoją miarą mierzą… I im wychodzi że wszyscy to przestępcy…
Oczywiście – jak już funkcjonariusze zaczną czynności zmierzające do ukarania,czy to mandatem czy wniosek sporządzą za przestępstwo,to zrobią wszystko by nie poddać się żadnemu sprzeciwowi, skardze itp. Bo albo będą mieli “wynik”,albo dostaną po tyłku od prokuratora i przełożonych… A to wpływa na ocene ich pracy,awansów itd. Więc zarówno zacieranie jak i “dodawanie”dowodów,obniżanie wartości- co by z przestępstwa,w którym nie dadzą rady wykryć sprawcy, zrobić tylko wykroczenie, gdy już mają”ciepło”to normalne.
Mało tego. Ich kolesie, którzy dalej prowadzą “dochodzenie” robią to tak, aby wersja przyjęta w notatce służbowej, czyli głównie chodzi wytypowanie sprawcy kolizji czy wypadku, była już tą “ostateczną”. Nawet, gdy zeznania świadków są sprzeczne, to nie robi się dosłownie NIC, aby je wyjaśnić.
Proszę sobie poczytać jakąkolwiek informację w portalach internetowych dotyczącą jakiegokolwiek wypadku.
Jeszcze dokładnie nie wiadomo jaki był rzeczywisty przebieg zdarzenia, ale już od razu wytypowany został sprawca ! Bo w ich dochodzeniach nie chodzi wcale o ustalenie prawdy, lecz o to, aby był WINNY.
Siedziałem z tyłu radiowozu…jeden z p.patrolu dyskutował ze świadkami poza autem…ten który został ze mną w radiowozie krytykował poczynania swojego kolegi i przyznawał mi rację (szkoda że dyktafonu nie włączyłem) ale gdy w środku pojawił się”ten drugi”…to już mieli wspólną racje i jechali po mnie równo…”
Policjanci to najgorsi łgaże na świecie.!
Potwierdzam. Dzisiaj miałam okazję przekonać się jak bezczelnie kłamie policjant jako świadek a sąd nie dopuścił do tego żeby to udowodnić. Dlatego kiedy adwokat chciał zestaw wezwań interwencji to zrozumiałam, że albo tego nie mają albo wymazali i będą kłamać mimo, że dowody są jiż w tym samym sądzie. Był tak ustawiony, że aż było to śmieszne jak bronił patologii.
policjanci kłamią- jak to powiedziałam, to zostałam upomniana, że używam twardych słów, powinnam delikatniej… policjanci pominęli się z prawdą… tak poradziła mi pani, do której udałam się po poradę w mojej sprawie. A policjanci kłamią pomimo dowodów w postaci monitoringu, a prokuratorka broni ich: nie pamiętają, bo mają tyle pracy… żałosne… a ja… jak mam się bronić przed policjantami, którzy działają na prywatne zlecenie
Oczywiste jest, że policjanci “nie kłamią” – oni “mówią prawdę inaczej” lub “nieumyślnie mijają się z prawdą” oczywiście “działając w dobrej woli i sprawie ku chwale Ojczyzny”.
Tego wymaga od nich “służba Państwu i Społeczeństwu”, przy czym przez “społeczeństwo” należy rozumieć oczywiście … społeczność policjantów i pozostałych funkcjonariuszy państwowych.
Dlatego też pospolity Obywatel-kierowca to jest dla nich zwyczajna … zwierzyna łowna oraz potencjalny “przestępca wiozący śmierć”.
Jest również oczywistym, że żaden policjant drogówki prowadząc radiowóz (szczególnie nieoznakowany) nie wiezie żadnej “śmierci” lecz swojego kolesia lub “kolesię” równie jak on sam “prawdomównego i uczciwego”.
Dopiero taki “tandem” jawi się polskim kierowcom właśnie jako śmierć, gdy tylko stanie na ich drodze.
Z kolei dla polskiego sendziego (pisownia celowa) dowodem jest to, co sendzia uzna za dowód.
Dowodem zatem może być zeznanie świadka, który “widział na własne oczy i słyszał na własne uszy to czy tamto” , ale ważne jest by te zeznania pomogły sendziemu wydać wyrok skazujący.
Natomiast dowody oskarżonego czy jego obrony “są z oczywistych i nie budzących najmniejszych wątpliwości względów niewiarygodne, gdyż stanowią jego linię obrony” (idę o zakład, że to jest najczęściej występujący frazes w uzasadnieniach wyroków stosowany przez polskich sendziów).
Jeśli zatem oskarżony przedstawi nawet dowód w postaci nagrania audio-video to sendzia może ten dowód dopuścić, ale też odrzucić jeśli “burzy jego poczucie niezawisłości sendziowskiej”.
Tak więc dowód z zeznań świadka policjanta jest przed polskim sondem (pisownia celowa) najcenniejszym dowodem, bo sond z góry zakłada, że policjant jak “żołnierz dziewczynie nie skłamie, tylko nie zawsze prawdę jej powie”…
A nawet wtedy, kiedy oskarżony udowodni, że policjant kłamie, pardon “mija się z prawdą” to sond orzeknie, że “policjant ma prawo wszystkiego nie widzieć (lub słyszeć) dokładnie, ale jego zeznania są szczere, niewyrachowane, składane spontanicznie i jako składane przez osobę zaufania publicznego WIARYGODNE” !
Kluczowe jest to ostatnie słowo: WIARYGODNE !
Polskie sondy i sendziowie nie orzekają bowiem na podstawie stanu faktycznego opartego na prawdzie materialnej lecz na podstawie zeznań świadków oskarżenia.
Tym samym znajdują się na etapie średniowiecznej Inkwizycji, która też skazywała nieszczęsne niewiasty na śmierć na stosie na podstawie pomówień o “spółkowanie z Diabłem”.
Nie dziwmy się zatem, że polska policja ani sondy nie są zainteresowane posiadaniem dowodów wykonanych za pomocą WIARYGODNYCH radarowych mierników prędkości identyfikujących właściwy pojazd czy też WIARYGODNYCH alkomatów. Przecież w takim przypadku PODSTAWOWY , KORONNY wręcz dowód z zeznania świadka -policjanta były nawet funta kłaków nie wart i sond musiałby – O ZGROZO ! – uniewinniać niewinnych Ludzi !!!!
Rozmawiałem z prokuratorem w sprawie policji dokładnie 10minut. Wystarczyły mi 3 aby stwierdzić, że to nie ma sensu. Napisałbym z 231kk tylko szkoda było nawet tej jednej kartki. I tak im nic nie zrobią.
Zaoszczędziłeś mi sporo czasu tym artykułem! Dzięki!