Author: Monika Janos
Co kręci kaczyńskiego – Kaczyński cierpi na Zespół Hoovera
Zespół Hoovera


Kasa, kasa, kasa
Roman Giertych komentarz – Jak PiS wymusza łapówki
kto WPŁACIŁ I ZYSKAŁ Z pIs-u? Kampania łapówek…

50 TYSIĘCY ZŁOTYCH DLA SASINA

Warto odnotować również, kto wpłacał na kampanię wicepremiera Jacka Sasina, który w wyborach startował jako minister bez teki, a po wyborach został ministrem aktywów państwowych – nadzorującym większość spółek z udziałem państwa.
Pieniądze na jego kampanię – łącznie 50 tys. zł – wpłaciło 9 osób.
Najwięcej – bo aż 30 tys. zł darowizny – przekazał Paweł Gruza, ówczesny wiceprezes KGHM Polska Miedź. 5 tys. zł na promocję wyborczą Sasina wyłożył Maciej Jankiewicz, kiedyś prezes Polskiego Holdingu Nieruchomości, a od 2020 r. wiceprezes PGE Energia Ciepła.
Po 3 tys. zł na ten cel przeznaczyli:
– Zbigniew Chmiel (wtedy szef Fundacji PGNiG, od 2021 wiceprezes Pekao Investment Management i członek rady Fundacji Banku Pekao),
– Michał Grodzki (wtedy wiceprezes państwowej AMW Revita, obecnie prezes Pekao Direct i członek rady nadzorczej Pekao Leasing),
– Marcin Kowalczyk (wtedy wiceprezes Wojskowego Przedsiębiorstwa Handlowego, dziś członek rad nadzorczych PGE i PZU),
oraz Krzysztof Ziółkowski (członek rady nadzorczej spółki-córki Agencji Rozwoju Przemysłu).
Jedną z najniższych dotacji “dedykowanych” kampanii Sasina – 1 tys. zł – wpłacił Marcin Wierzchowski. Przed laty współpracował z Sasinem w kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W 2022 r. został członkiem zarządu jednej z najważniejszych państwowych spółek – Polskiej Grupy Zbrojeniowej, powołano go też do rady nadzorczej Armatury Kraków.
REKORDZIŚCI: GLIŃSKI I DWORCZYK
Najwyższą kwotę ze wszystkich obecnych członków rządu (po premierze Morawieckim) “zebrał” wicepremier i minister kultury Piotr Gliński. Łącznie było to 84 tys. zł.
Jedną z dwóch najwyższych darowizn – 20 tys. zł – wpłacił on sam. Tyle samo (20 tys. zł) przelał Kasjan Wyligała, wówczas członek rady nadzorczej Grupy CZH (dawna Centrala Zaopatrzenia Hutnictwa) i członek rady nadzorczej KGHM TFI, a od 2022 r. wiceprezes kopalni Bogdanka i członek rady nadzorczej spółki-córki Polskiej Grupy Lotniczej. Mniejszą kwotę – 7 tys. zł – wyłożył na kampanię Glińskiego Czesław Warsewicz, wówczas prezes PKP Cargo i członek rady nadzorczej PKP Cargo Connect.
Obaj – Wyligała i Warszewicz – dywersyfikowali wsparcie: pierwszy wpłacił darowiznę także na kampanię Adama Lipińskiego, drugi – na Jerzego Polaczka i Andrzeja Bittela.
Niewielkimi kwotami kampanię Glińskiego wsparło również kilka osób z prywatnego biznesu.
Tylko kilkanaście tysięcy mniej niż wicepremier “zebrał” na swoją kampanię minister Michał Dworczyk, wówczas szef kancelarii premiera Morawieckiego. 7 osób wyłożyło na ten cel łącznie 67 tys. zł. Prawie połowę tej kwoty – 30 tys. zł – wpłacił Andrzej Kensbok, członek rady nadzorczej PKP SA, od 2021 r. wiceprezes KGHM Polska Miedź. 5 tys. zł wyłożyła Anna Lutek, wówczas doradczyni zarządu Orlen Unipetrol, potem szefowa PR w Enei i sponsoringu w PZU.
Kampanię wsparło także czworo członków władz spółek, które swoje siedziby mają na Dolnym Śląsku, skąd Dworczyk kandydował.
– prawie 14 tys. zł wpłacił Piotr Sosiński, wówczas prezes państwowej Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest-Park, potem członek zarządu Dolnośląskich Zakładów Usługowo-Produkcyjnych Dozamel,
– 8 tys. zł wyłożył Marcin Gwóźdź, ówczesny członek rady nadzorczej Dozamelu,
– 6 tys. zł przelała Joanna Walaszczyk, szefowa spółki Uzdrowisko Lądek- Długopole,
– i 3,3 tys. zł – Anna Kania, wtedy wiceprezeska, a od 2022 r. prezeska Invest-Park Development (spółka-córka Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Invest-Park).

150 ZŁ DLA BŁASZCZAKA. INNI PŁACILI SOBIE SAMI
Co z finansowaniem kampanii pozostałych członków obecnego rządu?
Kilku ministrów na promocję swoich kandydatur “zebrało” po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ale wśród wpłacających nie znaleźliśmy ludzi, którzy w 2019 r. pełnili funkcje w państwowych spółkach. Pieniądze wpłacali prywatni przedsiębiorcy i osoby w ogóle nie związane z biznesem.
Kampanię Mariusza Błaszczaka wsparł tyko senior z Poznania, kwotą 150 zł.

Zbigniew Hoffman startował w wyborach 2019 roku jako urzędujący wojewoda wielkopolski. Na jego kampanię wpłaciło 26 osób. Z ich wpłat uzbierało się 57 tys. zł. Po klika tysięcy złotych wpłacili m.in. członkowie władz spółek Polregio, Wojskowych zakładów Motoryzacyjnych, Polskiej Spółki Gazownictwa i Danko Hodowla Roślin (spółka-córka Krajowej Grupy Spożywczej).
Ale najliczniej darowizny wpłacali ludzie związani ze spółkami z grupy Enea, które mają siedziby w Wielkopolsce:
– Józef Aleszczyk, kiedyś członek zarządu Enea Centrum, potem członek zarządu Enea Operator – przelał na kampanię Hoffmana 2 tys. zł,
– Tadeusz Dachowski, ówczesny członek zarządu Enea Operator – także 2 tys. zł,
– Ryszard Żukowski, prokurent Enea Centrum kolejne 2 tys. zł,
– Piotr Bielerzewski, prokurent Enea Logistyka – 500 zł.
Dwie z wpłacających osób – Dariusz Jędraszak i Magdalena Antczak – do Enei Centrum trafili później (Jędraszak został w 2020 r. prokurent spółki, a Antczak w 2022 r. członkinią zarządu).
Frakcje wpłacających na Kuchcińskiego ludzi z Orlenu i wpłacających na Hoffmana menadżerów z Enei połączył Szymon Szynkowski vel Sęk. Jedną z najwyższych darowizn na jego kampanię – 7 tys. zł wpłacił Michał Cebula – prokurent, a potem członek zarządu Enea Operator. A kolejną co do wielkości darowiznę – 5 tys. zł – przekazał Paweł Stańczyk, ówczesny wiceprezes Orlen Serwis.

SERYJNE WSPARCIE Z ORLENU I ENEI
Najciekawiej wyglądają listy wpłat “dedykowanych” na kampanię obecnych ministrów Marka Kuchcińskiego i Zbigniewa Hoffmana.
Kuchciński w wyborach 2019 r. startował jako były marszałek Sejmu. Z funkcją rozstał się tuż przed końcem kadencji, gdy media ujawniły, że latał z rodziną i znajomymi VIP-owskimi samolotami. Na jego kampanię wpłaciło 16 osób – łącznie 59 tys. zł (z tego 11 tys. zł przelał on, jego żona i teściowe).
Pozostałe darowizny przekazywali głównie ludzie związani z Orlenem:
– prezes Orlenu Daniel Obajtek wpłacił 10 tys. zł,
– Tomasz Sanecki, członek zarządu Orlen Południe, przelał – 5 tys. zł,
– Jarosław Wróbel, wtedy prezes Orlen Południe, teraz wiceprezes Energa Obrót i członek rady nadzorczej Anwilu (spółka-córka PKN Orlen) – 5 tys. zł,
– Robert Samek, ówczesny członek zarządu Orlen Południe – 5 tys. zł,
– i Janusz Radomski, wtedy prezes Orlen Upstream, a od 2021 r. prezes Inowrocławskich Kopalni Soli Solino (spółka-córka PKN Orlen) – 4 tys. zł.
Trzej ostatni kilka miesięcy wcześniej, przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, wsparli kampanię wyborczą Beaty Szydło i Joanny Kopcińskiej. Jak ujawniła TVN24, 22 osoby związane z grupą Orlen wpłaciły wówczas w krótkim czasie jednakowej wysokości darowizny na kampanię tych dwóch kandydatek.
To ta sprawa sprawiła, że o finansowaniu kampanii przez ludzi ze państwowych spółek zrobiło się głośno.
W grupie, która wspierała Szydło i Kopcińską, był też Paweł Jegier, wtedy wiceprezes, dziś prezes spółki Orlen Serwis. Przed wyborami parlamentarnymi przelał 5 tys. zł na kampanię obecnego ministra rozwoju Waldemara Budy. W jego przypadku była to chyba jedyna wpłata od kogoś związanego z państwowymi spółkami.
Pieniądze przelewali też członkowie władz i menadżerowie z innych spółek z udziałem państwa: Lotosu, Krajowego Depozytu Papierów Wartościowych, Tauronu, Totalizatora Sportowego i Węglokoksu.
Dokładnie 5555,55 zł na kampanię Morawieckiego wpłacił Rafał Milczarski, prezes Polskich Linii Lotniczych LOT i Polskiej Grupy Lotniczej. Tego samego dnia przelał takie same kwoty również na kampanię Jarosława Kaczyńskiego i Radosława Fogla.
Na kampanię Zbigniewa Ziobro wpłacił… on sam (35 tys. zł) i jego żona – Patrycja Kotecka-Ziobro (10 tys. zł). Kampanię Henryka Kowalczyka i Michała Wójcika wsparły tylko ich żony. Hanna Kowalczyk wyłożyła na ten cel 30 tys. zł, a Agata Wójcik – ponad 28 tys. zł.
Darowizny “dedykowane” kampanii Mariusza Kamińskiego wpłacili jego syn Kacper Kamiński (było o nim głośno w 2018 r. gdy okazało się, że dostał pracę w Banku Światowym) oraz Wojciech Nachiło (w czasach PRL działacz opozycji, potem związany z Ligą Republikańską Kamińskiego, dziś znany przedsiębiorca z branży obuwniczej i odzieżowej). Pierwszy wpłacił 12 tys. zł, drugi 20 tys. zł.
Na kampanię kilku kolejnych członków rządu wpłacali tylko oni sami. Tak było w przypadku Grzegorza Pudy (wyłożył 30 tys. zł), Marleny Maląg (24,5 tys. zł) i Kamila Bortniczuka (15,4 tys. zł).
Na kampanię Włodzimierza Tomaszewskiego nie wpłynęła żadna darowizna.
UKŁAD ZAMKNIĘTY
Politycy PiS chcieliby, by kolejną kampanię tej partii w jeszcze większym stopniu finansowali ludzie, którzy zajmują intratne stanowiska w państwowych spółkach. A firm, których wspólnikiem jest państwo, i w których rządzą dziś nominaci PiS, są tysiące.
Ci, którzy zostali nominowani do zarządów i rad nadzorczych firm przez obecną władzę, teraz mają pomóc tej władzy w wygraniu kolejnych wyborów, by po wyborach mogli dalej pełnić funkcje w spółkach. To układ zamknięty.
Jak będzie wyglądała przyszłoroczna kampania, jeśli wszyscy nominaci partii rządzącej zaczną intensywniej wspierać ją finansowo?
– To wszystko układa się w taki smutny obrazek. Partia nadużywa władzy, żeby wepchnąć swoich ludzi na lukratywne stanowiska, a ci potem muszą się jej odwdzięczać. Jeśli ci nominaci czują, że muszę się rewanżować PiS, to znaczy, że bez pomocy partii na te posady by nigdy nie trafili – komentuje dla WP prof. Jarosław Flis, socjolog z UJ. – To wielka bezczelność, w dodatku potwierdzona w partyjnych uchwałach.
Bianka Mikołajewska, dziennikarka Wirtualnej Polski



![Łapownictwo na wesoło, czyli jak nas edukuje CBA [ZDJĘCIA] - plus.nowiny24.pl](https://d-pt.ppstatic.pl/k/r/1/3f/17/591e960d071c3_p.jpg?1507056405)
PiS doprowadził do tego, że spółki Skarbu Państwa służą umacnianiu władzy partii Jarosława Kaczyńskiego. Ludzie, którzy dzięki partii dostali intratne posady w państwowych spółkach czy zarabiali na kontraktach z nimi, masowo wpłacali w 2019 roku na fundusz wyborczy PiS

Jak wynika z dokumentów złożonych przez PiS w Państwowej Komisji Wyborczej, kampanię premiera wsparły finansowo 53 osoby. Co najmniej 30 z nich związanych było z państwowymi spółkami i państwowym Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Łącznie na kampanię premiera wpłynęły 463 tys. zł. Z tej kwoty aż 378 tys. zł wpłacili ludzie z państwowych spółek i BGK.
Wielu z darczyńców, w czasach gdy Morawiecki był prezesem Banku Zachodniego WBK, pracowało u jego boku w tym banku. Ich późniejsze kariery zawodowe także splatały się z karierą Morawieckiego.
Najwyższą kwotę – ponad 56 tys. zł wpłacił wiceprezes PKN Orlen – Armen Artwich. Wśród osób, które w 2019 r. wpłacały pieniądze na kampanię Morawieckiego były także inne osoby związane z Orlenem (w 2021 r. pisało o nich szeroko OKO.press).
Darowizny na kampanię premiera wpłaciło także kilkanaście osób ze spółek, które były wówczas lub są nadal “strefami wpływów” Mateusza Morawieckiego – jak bank PKO BP i Grupa Polskiego Funduszu Rozwoju i należące do niej: Polski Fundusz Rozwoju (PFR), Fundacja PFR, Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP), Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH) oraz Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP).
kto WPŁACIŁ I ZYSKAŁ Z pIs-u?
- Wśród menadżerów państwowych spółek od kilku miesięcy rozchodzi się przekaz, że potrzebny jest “finansowy szturm”, który wesprze przyszłoroczną kampanię wyborczą PiS.
- – To z tych pieniędzy finansowane będą ogólne wydatki kampanijne – na przykład spoty telewizyjne. Ale też kampanie polityków, którzy sami nie zgromadzą wystarczających środków na swoją promocję wyborczą – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską wieloletni poseł PiS.
- Im wyższa pozycja polityka w hierarchii, tym wyższe “zebrane” przez niego darowizny na kampanię wyborczą – to prawidłowość, którą dało się zauważyć już w 2019 roku.
- Rekordową kwotę przed wyborami do parlamentu – 463 tys. zł. – wpłacono na premiera Morawieckiego. Drugi – z sumą 84 tys. zł. – był Piotr Gliński. 50 tys. zł wpłynęło na wyborczą promocję Jacka Sasina, a 59 tys. zł na Marka Kuchcińskiego. Na kampanię Zbigniewa Ziobro wpłacił… on sam (35 tys. zł) i jego żona – Patrycja Kotecka-Ziobro (10 tys. zł). A Mariusza Błaszczaka wsparł tylko emeryt z Poznania – kwotą 150 zł.
MOTYWUJĄCY PUBLICZNY REJESTR
To, kto już wpłaca na konto PiS, można sprawdzić na stronie internetowej tej partii. Zgodnie z przepisami od lipca br. wszystkie ugrupowania muszą ujawniać na swoich stronach internetowych darowizny od osób, które w ciągu roku wpłaciły na ich konto więcej niż 10 tys. zł. Z listy opublikowanej na stronie PiS wynika, że od lipca ten limit przekroczyło 14 osób. Przez ostatnie cztery miesiące podarowały one partii prawie 350 tys. zł.
Tylko trzy osoby z tego grona to politycy PiS – europoseł Joachim Brudziński, podlaski marszałek Artur Kosicki i białostocki radny Mateusz Sawicki.
Anna Dąbrowska z “Polityki”, która jako pierwsza przyjrzała się opublikowanej przez PiS liście darczyńców, wskazuje, że siedem z wymienionych na niej osób to menadżerowie spółek z grupy PZU: członkowie zarządu PZU Beata Kozłowska-Chyła, Małgorzata Sadurska, Ernest Bejda i Piotr Nowak, prezes PZU Życie Andrzej Jaworski, prezes TFI PZU Robert Zima i wiceprezeska spółki Ogrodowa Inwestycje Anna Sotek. W przeszłości Sadurska i Jaworski byli posłami PiS, a Bejda w 2011 r. bez powodzenia kandydował do Sejmu z listy tej partii.
Tylko tych siedem osób z PZU przelało na konto PiS łącznie ponad 267 tys. zł. Czworo z nich wpłaciło po 45,15 tys. zł lub 45 tys. zł, czyli maksymalną lub prawie maksymalną dozwoloną w tym roku kwotę.
Na liście wpłacających są też trzy osoby z rady nadzorczej banku Pekao SA, które przelały na konto PiS 37 tys. zł. Wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej Ryszard Wasiłek w tym samym okresie wpłacił 8 tys. zł.
Większość z tych osób opisywaliśmy w raporcie Wirtualnej Polski o wynagrodzeniach zarządów i rad nadzorczych giełdowych spółek, których akcjonariuszem jest państwo (“Klub Milionerów ‘Dobrej Zmiany'”). W tekście podawaliśmy też sumy, jakimi ludzie z 19 giełdowych spółek z udziałem państwa wspierali PiS. Już same te kwoty robią wrażenie.
A firm, których wspólnikiem jest państwo, i w których rządzą dziś nominaci PiS, są tysiące. I także władze mniejszych spółek dokładają się do kampanii.

Ponad dwa miliony złotych z wpłat pochodziło od ludzi ze spółek i “w jakiś sposób z nimi powiązanych”. A to tylko wyliczenia dla wpłat powyżej 10 tys. zł, bo tymi się zajmowano.
Armen Artwich, który pracował w przeszłości z Mateuszem Morawieckim w BZ WBK, a teraz zasiada w zarządzie Orlenu, wpłacił maksymalną kwotę – 56 tys. 250 zł. A już prezes Orlenu Daniel Obajtek na kampanię PiS przelał “tylko” 20 tys. zł.
45 tys. zł wpłacił Zbigniew Piętka, wiceprezes zarządu Enei.
Na liście kampanijnych dobrodziejów PiS znajdujemy też Nikodema Rachonia (12 tys. zł), brata prowadzącego programy w TVP Info, a także Klaudiusza Pobudzina (17 tys. zł), byłego szefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej TVP
Pobudzin i Rachoń do niedawna pracowali w państwowej Enerdze.
Dr Jan Misiunia z SGH, stwierdził, że takie osoby wpłacają pieniądze, by partia odpowiadająca za ich awanse utrzymała się przy władzy. – Mają zatem bezpośredni interes w tym, by – używając języka rządzącej partii – układ, którego są częścią, trwał – kwituje dr Misiunia.

Na bieżąco uzupełnimy… w miarę dostarczanych informacji.
PiS wygrał wybory, ale nieuczciwe…
…bo za pieniądze podatników…
– Siedemnastu “ludzi Morawieckiego” z kierownictwa spółek skarbu państwa wsparło kampanię premiera w 2019 r. kwotą niemal ćwierć miliona złotych – ujawnili dziennikarze TVN w swoim cyklu poświęconym kulisom finansowania kampanii wyborczych PiS. Piotr Gajdziński, autor książki o Mateuszu Morawieckim, wskazuje, że tworzą oni trzon “pierwszej kadrowej” premiera.
Dziennikarze TVN Dariusz Kubik i Grzegorz Łukomski kontynuują ujawnianie faktów związanych z finansowaniem kampanii polityków PiS przez osoby zasiadające na kierowniczych stanowiskach w spółkach skarbu państwa. W piątkowym odcinku programu “Czarno na białym” skupili się premierze Mateuszu Morawieckim i jego domniemanych politycznych nominatach.
Lista ludzi Morawieckiego
Reporterzy TVN we wrześniu dotarli do krążącej pośród polityków obozu Zjednoczonej Prawicy listy 160 osób rzekomo zasiadających we władzach spółek skarbu państwa z nadania Mateusza Morawickiego. Za jej powstaniem stoją najprawdopodobniej politycy Solidarnej Polski, którzy, jak wiadomo, są niechętnie nastawieni do premiera.
Następnie dziennikarze porównali nazwiska z listy “ludzi Morawieckiego” z kopiami potwierdzeń przelewów na fundusz wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. Okazało się, że aż czterdzieści z nich zasiliło kampanijny skarbiec partii. Wpłaty pochodzą przede wszystkim z 2019 r., a niektórzy wsparli fundusz potężnymi kwotami.
Ćwierć miliona na patrona
W wyborach parlamentarnych w 2019 r. Mateusz Morawiecki po raz pierwszy ubiegał się o mandat poselski. Jak wynika z ustaleń dziennikarzy TVN, siedemnaście osób uchodzących za jego nominatów w spółkach, wpłaciło na kampanię przyszłego premiera aż 242 tys. zł. Przelewy wahały się pomiędzy tysiącem a 56 tys. złotych. Jak podkreślają reporterzy TVN, przed 2019 r. żadna z osób z tej grupy nie wpłacała pieniędzy na fundusz wyborczy PiS.
Kampanię wyborczą premiera najhojniej wsparli: Armen Artwich (56 tys. zł; od 2018 r. członek zarządu PKN Orlen ds. korporacyjnych), Patrycja Klarecka (40 tys. zł; od 2018 r. członek zarządu PKN Orlen ds. Sprzedaży detalicznej), Tomasz Fill (36 tys. zł; obecnie wiceprezes zarządu Polskiego Fundusz Rozwoju) i Agata Górnicka (20 tys. zł; od 2018 r. dyrektor biura relacji z otoczeniem w PKN Orlen).
Autorzy reportażu zaznaczyli, że Artwich (wpłacił maksymalną kwotę na kampanię premiera w świetle ówczesnego prawa wyborczego) i Klarecka to dawni współpracownicy Morawieckiego z czasów, gdy był on prezesem Banku Zachodniego WBK. Pierwszy pracował tam jako prawnik, a druga była dyrektorem ds. nowych mediów i marketingu.
Dziennikarze kontaktowali się z wieloma z tych siedemnastu osób, prosząc o komentarz. Klarecka przyznała jedynie, że dokonała wpłaty. Dodała również, że “to jej prywatna sprawa”. Inni albo odmawiali odpowiedzi, albo odpowiadali w podobnym tonie.
Pierwsza kadrowa Morawieckiego
Prawnik Krzysztof Izdebski, od lat badający transparentność polskiego życia publicznego, twierdzi, że wpłacający “chcą się odwdzięczyć wprost premierowi”. – Ponieważ wcześniej nie startował, to nie wpłacali pieniędzy na fundusz wyborczy PiS. Teraz wystartował, więc to zrobili. To jest transakcja wiązana – podsumował.
Piotr Gajdziński, były współpracownik Morawieckiego i autor książki o nim pt. “Delfin”, twierdzi, że premier z rozmysłem buduje swoje własne środowisko polityczne.
– Zasiadający w spółkach skarbu państwa nominaci Morawieckiego to nie są ludzie oddani PiS-owi. Chodzi o to, by zbudować ich lojalność na przyszłość. To jest jak budowanie “pierwszej kadrowej”, tej sieciowości, która będzie potrzebna, gdy PiS przestanie wystarczać albo kiedy PiS będzie próbował się go pozbyć – ocenił.

Kaczyński szczuje pacjentów na lekarzy. Następny podział i szczucie jednych na drugich – dzielenie POLAKÓW
Kaczyński straszy lekarzy: Chcecie mieć darmowe studia, musicie pracować w Polsce

Nikt nie ma przymusu bycia lekarzem. Jak ktoś chce studiować i nie mieć żadnych zobowiązań, to niech za te studia zapłaci – mówił prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Medycy ripostują wypowiedź prezesa PiS: to nie nasza wina, że pacjenci czekają w kolejce

Nie milkną echa wypowiedzi premiera Jarosława Kaczyńskiego, które padły na spotkaniu z wyborcami w Stargardzie Szczecińskim. Środowisko lekarskie jest nią oburzone. Jak mówią jego przedstawiciele, kiedy brakuje argumentów, “stosuje się tematy zastępcze, buntuje się pacjentów przeciw medykom insynuując, że nie chce im się pracować, chociaż zarabiają bajońskie sumy”.

Kaczyński szczuje pacjentów na lekarzy. Następny podział i szczucie jednych na drugich – dzielenie POLAKÓW
J. Kaczyński: lekarze dużo zarabiają, a pacjent siedzi na zydlu

Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas niedawnej wizyty w Stargardzie, na wiecu z dostępem tylko dla zwolenników, ponownie poruszył temat ochrony zdrowia. Stwierdził, że “organizacja nie jest taka, jak być powinna i musimy to zmienić”. W czasie wystąpienia mówił o ogromnych zarobkach lekarzy, którzy gdy przyjdzie co do czego, nie pomagają pacjentom. Te słowa wywołały dziś poruszenie i odniósł się do nich prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Poszczególni lekarze, nie jacyś wybitni specjaliści, otrzymują kontrakty po 70 tys. zł, a teraz dostaną nawet po 120 tys. zł. A jak ktoś przyjedzie na SOR z sepsą i 40 stopniami gorączki, to mu każą siedzieć kilka godzin na zydlu – mówił Jarosław Kaczyński na zamkniętym spotkaniu.

“ZK OZZL wzywa Prezesa PiS, aby dokładnie określił: jakie >>grupy<< miał na myśli, kto do nich należy i w jaki sposób blokują one naprawę publicznego lecznictwa w naszym kraju. Bez odpowiedzi na te pytania, będzie można podejrzewać, że zrzucanie odpowiedzialności na te >>grupy<< jest tylko próbą usprawiedliwienia nieudolności rządzących w naprawianiu publicznego lecznictwa. Trudno też będzie z tymi grupami walczyć, jeśli nie wiadomo o kogo chodzi”

– Pan prezes Kaczyński w swojej wypowiedzi mija się z prawdą. Aby nie użyć dosadniejszych określeń powiem, że nie ma poczucia rzeczywistości – mówi z kolei dr Jacek Kotuła, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Zielonej Górze. Pytany, czy słyszał o zarobkach lekarzy w wysokości 70 czy 120 tysięcy złotych, odpowiada stanowczo, że nie. -To jest manipulowanie społeczeństwem po to, by nastawić je negatywnie do środowiska lekarskiego. Powoduje zatarcie tego, co jest ważne, czyli naszego zdrowia i dostępności do świadczeń. To jest szczucie na lekarzy, pracowników ochrony zdrowia – mówi prezes Kotula. Dodaje: – To temat zastępczy, który co jakiś czas wraca, szczególnie wtedy, kiedy nie można się odnieść rzeczowo do otaczającej rzeczywistości. Takie szczucie pacjentów na lekarzy i lekarzy na pacjentów jest dehumanizacją medycyny i będzie przynosiło tylko negatywne efekty.

– Sugestia, że lekarze świadomie, bo tak zrozumiałem tę wypowiedź, skazują pacjentów na długie oczekiwanie w kolejce, narażają pacjentów na utratę zdrowia, podważa zaufanie do zawodu lekarza. A to zaufanie jest niezbędne do komunikacji z pacjentem i jego skutecznego leczenia.

Jak podkreśla prezes Warszawskiej Izby Lekarskiej, to co powiedział premier Kaczyński, nie jest właściwym kierunkiem dyskusji o ochronie zdrowia. Powinno się raczej zachęcać do dialogu, zwłaszcza w kontekście zmian w systemie, bo nawet jeśli projekty ustaw podlegają konsultacjom społecznym, to z reguły uwagi zgłaszane przez samorządy lekarskie są ignorowane. – To nie powinien być element przepychanki politycznej, kampanii wyborczej. Jeżeli prezes Kaczyński lub ktoś z jego otoczenia faktycznie dysponuje wiedzą, że ktoś celowo dokonuje takich zaniedbań, to powinien to zgłosić do właściwych organów, w tym do samorządu lekarskiego.

Kaczyński idzie się leczyć z popędów hitlerowskich czy innych jemu podobnych dyktatorów?
Szef PiS powołał prywatny szpital dla siebie i elity PiS


Kaczyński idzie się leczyć z
popędów hitlerowskich czy innych jemu podobnych dyktatorów?

Talibowie znad Wisły – czyli pomysły wodza talibów… Kaczyńskiego… czyli mamy własnych Talibów
Wybuchła bomba PiS-OWSKA z pieniędzmi dla zapłaty dla stanowisk z Pis(D)u – Talibowie pisowscy nie odpoczywają.


Talibowie znad Wisły – czyli pomysły Kaczyńskiego
#polityka #polskapolityka #Sejm
Donald Tusk: Talibowie znad Wisły – czyli mamy własnych Talibów
Taka prawda i Tusk ma rację:
– Czas najwyższy, aby ci talibowie znad Wisły, zostawili prawa kobiet, prawa dzieci, prawa polskiej rodziny do szczęścia, bezpieczeństwa, zdrowia. Naprawdę nie mają żadnych kompetencji.
W Prawie i Sprawiedliwości działa grupa zwana talibanem, która od kilku dni przejmuje panowanie nad Jarosławem Kaczyńskim.
Taliban w kierownictwie PiS tworzy według grono radykałów, którzy postanowili wykorzystać urlopową nieobecność Joanny Kluzik-Rostkowskiej oraz Pawła Poncyljusza, i popchnąć prezesa na stare tory, czyli wywołać wojnę o katastrofę smoleńską.
Żeby rozpalić zdezorientowaną i podatną na insynuacje część opinii publicznej, nie trzeba specjalnych starań.
Przed 10 kwietnia Jarosław Kaczyński należał do polityków mających małe i ciągle spadające poparcie. Skoro w wyborach prezydenckich poszybował w górę, zawdzięcza wynik w dużej mierze wyciszeniu swojego talibanu.

Wracając teraz do pierwotnej postaci prezes PiS ma dwojaką perspektywę. Albo pozyskany elektorat przetrwa z nim do wyborów parlamentarnych. Albo w przyszłym roku Jarosław Kaczyński wykona kolejną woltę i będzie próbował zdobyć głosy inwokacją o złych ludziach, którzy nim zawładnęli. Wątpliwe jednak, aby ci, którzy dali się nabrać na politykę miłości, zechcieli uwierzyć, że gdy nikt nie widział, toJoachim Brudzińskizakładał turban.







