Bite, zamykane w klatce, przywiązywane do łóżek – taki przerażający obraz traktowania dzieci z niepełnosprawnością intelektualną w DPS-ie w Jordanowie w Małopolsce wyłania się z tekstu Wirtualnej Polski. Jak ustaliła Wirtualna Polska, prowadzące ośrodek siostry prezentki od lat znęcają się nad podopiecznymi. W reportażu zamieszczono też wstrząsające nagrania i zdjęcia z DPS-u.

“Oddałam córkę w ręce diabła”. Wstrząsająca relacja matki podopiecznej ośrodka w Jordanowie
– Fakty, zdjęcia, nagrania mówią same za siebie. Wydaje mi się, że choćby chciały (siostry prezentki – red.), to nie oczyszczą się z zarzutów – mówiła w programie “Newsroom” Wirtualnej Polski Marta Lisak, matka poszkodowanej podopiecznej DPS-u w Jordanowie.
Gościem programu “Newsroom” Wirtualnej Polski była Marta Lisak, matka poszkodowanej podopiecznej DPS-u w Jordanowie. To ośrodek, w którym miało dochodzić do systemowej przemocy. Doświadczyły jej dzieci oraz niesamodzielni intelektualnie dorośli. Jak ustalili dziennikarze WP, na porządku dziennym było m.in. wiązanie do łóżek, zamykanie w klatce czy bicie mopem.
Byłe pracownice DPS-u i rodzice dzieci zdecydowali się opowiedzieć Wirtualnej Polsce o wydarzeniach z Jordanowa po tym, jak jedna z sióstr miała pobić 13-letnią dziewczynkę.
Jak czytamy w reportażu, podopieczni DPS w ramach kar byli wiązani do łóżek, zamykani w klatkach, bici m.in. mopami.
“Wychowali cię w stajni”, “twoja matka jest prostytutką” – tak zakonnice i niektórzy świeccy opiekunowie mieli się zwracać do podopiecznych z niepełnosprawnością intelektualną.
W domu znajdują się osoby niepełnosprawne intelektualnie w różnym stopniu. Miejsce powinno być ich bezpieczną przystanią, ale tak nie jest. Jedna z sióstr dręczy podopiecznych fizycznie i psychicznie. Pewna dziewczynka została przez nią pobita, a także skopana na podłodze. Nie jest ona jedyną ofiarą przemocowej zakonnicy – opowiada Wirtualnej Polsce Wanda, była pracownica ośrodka.
Wszystkie incydenty od dawna zgłaszane są siostrze dyrektor, jednak nie podejmuje ona żadnych działań. Kadra jest zastraszona, boi się siostry dyrektor i utraty pracy – dodaje.
Część dzieci – jak wynika z relacji rozmówców WP – na noc przywiązywana jest sznurkami do łóżek. Michalince, mocno upośledzonej, wiążą rękę do szczebelka paskiem jak do spodni, tylko mniejszym. Wszystko dlatego, że kiedy się budziła, wyciągała ciuchy z szaf i zapalała światło. Czasem opiekunowie zamykali ją na zapleczu i siedziała do rana na krześle. Ale pasek jest skuteczniejszy – opowiadała Agata, była pracownica DPS-u. Wykorzystuje się np. szalik albo chustę. Szykujesz pętlę już za dnia. Wieczorem tylko zakładasz na dziecko i zaciskasz – opowiada Ola, inna była opiekunka. Dzieciom zostają czerwone ślady, a raz opiekunka zacisnęła sznurek tak mocno, że nie mogłam Emilki rozwiązać. Zrobił się węzeł i musiałam pomagać sobie łyżką – dodaje Monika inna była terapeutka.
Raz usłyszałam od dyrektorki, że jak dziewczynka jest niegrzeczna, to trzeba ją zbić. Tylko tak, żeby nikt nie widział – relacjonuje Agata. Mnie z kolei siostra Bronisława powiedziała, że nic nie robimy, tylko przytulamy te dzieci. “A to trzeba przylać!” – dodaje Monika.
Jak czytamy w reportażu WP, w Jordanowie karze się nie tylko biciem. Alę, która smaruje się kałem, myje się czasem w zimnej wodzie. Siostra dyrektorka tłumaczy opiekunkom: musi zapamiętać, że więcej ma tak nie robić – opisuje Agata. Inną formą kary jest wyrzucanie do ogrodu albo na taras. “Zamknąć ją na polu. Niech tam zmarznie, to jej przejdzie” – dodaje.