„Na działce nic się nie dzieje”
Ciepła noc, cicho na działce. Jedna z tych, co pożądanie wisi w powietrzu, a pełnia księżyca którego światło rozświetla ciemności nie pozwala usnąć. Nawet psy nie poszczekują… 
Ciała nasze mieszają się z potem i twoich soków. Wyślizguję się z twojego uścisków, schodzę powolutku całując każdą napotkaną część twojego ciała. Usta trafiają na Etnę z której wydobywa się lawa podniecenia, spijam ją z rozkoszą.
Zaczyna się walc namiętności, językiem wydobywam taniec ruchów. Ciała splecione zapachem miłości, potu pachnącego seksem.
Śpisz, boję się ruszyć, cichutki świst Twojego oddech rozczula moje serce. Jeszcze półgodzinki wstecz nie byłaś tak spokojna. Ech, te wspomnienia mkną – działka i burza, jest to coś niesamowitego…

„Dzień niepodległości (podległości, uległości)”
Niebo wygląda mniej więcej jak w “Dniu Niepodległości” (film). Jest duszno, parno, niesamowicie, w oddali słychać nadchodzącą burzę. Krople deszczu coraz głośniej stukają o dach domku na działce. Zgasło światło. Świece delikatnym, ciepłym promykiem rozświetliły twoją twarz. Zrobiło się przytulnie, nastrojowo.
Zrywa się wiatr, ulewa, grzmoty. Przytulasz się, boisz, drżysz. Ciało przy ciele. Nie wiem czy drżysz ze strachu, czy z podniecenia.
Przyspieszone oddechy. Jesteś rozpalona, spocona, pachniesz ledwie wyczuwalnym zapachem konwalii. Poczułam niesamowity ucisk i rozchodzące się ciepło po moim ciele – uwielbiam ten stan podniecenia (ucisk motylków trzepotania). Nagle odsuwasz się ode mnie. Puściłaś cichutko muzyczkę z radyjka – nie radia „Maryja” Rydzyka – na baterie. Zaczęłaś się bujać kręcąc pupcią w rytm muzyki. To same tortury patrzeć jak sama zaczynasz bawić się sobą. Każdy mój ruch zatrzymujesz wzrokiem. Co chwilę wkładasz dłoń do majteczek masując muszelkę i uda. Pot błyszczy na twym ciele, atmosfera seksu unosi się w powietrzu. Radio ucichło, słychać grzmoty, deszcz, przyspieszony, nierówny oddech.
Rzucam cię na tapczan, wijesz się. Ciała spocone wtopiły się w siebie. Jesteś podniecona. Kajdanki… ręce na bok, nogi na bok. Teraz jesteś moja, nie możesz nic sobie robić. Nektar cieknie strużką, zlizuję, piję. Piersi masz nabrzmiałe, palcami penetruję twój szyb, punkt G. Szalejesz. Grzmot! – gdzieś w pobliżu w coś walnęło.
Mdlejesz, uderzam cię w twarz, dochodzisz do przytomności. Uwalniam cię. Ciało przy ciele.
Otwieram oczy… kurde, to znowu tylko sen.
