Andrzej Duda 11 maja, ułaskawił osobę skazaną za wprowadzenie do obrotu znacznej ilości substancji psychotropowej w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.

Andrzej Duda w pierwszej kadencji ułaskawił 95 osób, natomiast w drugiej do tej pory prawo łaski zastosował wobec 19 osób – Jednym z takich przypadków jest ułaskawienie pedofila znęcającego się nad córką, o czym głośno było podczas ostatniej kampanii wyborczej.

Tak prezydent poszedł na rękę narkotykowej rodzinie. Kulisy ułaskawienia z 11 maja 2022
Prezydent Andrzej Duda (50 l.) zastosował prawo łaski wobec osoby, której profil budził wątpliwości wszystkich – od kuratorów, przez sędziów po Prokuratora Generalnego. 11 maja 2022 roku głowa państwa pochyliła się nad losem kobiety, która ma na koncie wyroki za kradzież i rozprowadzanie mefedronu, czyli groźnego dopalacza. Prezydenccy ministrowie próbują przekonać opinię publiczną, że zaważyły względy humanitarne (w tym bardzo trudna sytuacja rodzinna), a także odpowiednia postawa tej kobiety. Z akt sprawy wynika zupełnie co innego – prezydent poszedł na rękę przestępczemu małżeństwu, które kpi z prawa, a swoimi działaniami narażało na szwank zdrowie i życie ludzi. Co więcej, ułaskawiona przez niego Paulina P. (32 l.) żyje jak pączek w maśle.

![Andrzej Duda: memy z kobietami hitem internetu. Psychofanka Jolka Rosiek twierdzi, że jest dziewczyną prezydenta [21. 02. 2020 r.] | Dziennik Zachodni](https://d-art.ppstatic.pl/kadry/k/r/1/0f/2a/5e4e356b08d9b_o_full.jpg)
11 maja, Duda dokonał kontrowersyjnego ułaskawienia.
Dotyczyło osoby, która dopuściła się przestępstwa, za które grozi nawet 12 lat więzienia.


Duda skorzystał z tzw. trybu prezydenckiego, co oznacza, że sam zainicjował całe postępowanie. Decyzję podjął po mimo negatywnych ocen sądu i prokuratora generalnego.

Zdjęcia z wakacji w Meksyku i innych ciepłych krajach. Wystawne wesele w pięknych wnętrzach. Drogie ubrania, biżuteria, przystojny mąż. Już z pobieżnej analizy zdjęć Pauliny P. w portalach społecznościowych wynika, że jej się wiedzie, że to osoba dobrze sytuowana. Kiedy w lipcu 2020 r. kurator sądowej nie udało się po raz kolejny skontaktować z panią Pauliną (kontakty były warunkiem utrzymania w zawieszeniu zasądzonej Paulinie P. kary więzienia), ta balowała z rodziną, a już w kolejnym miesiącu wypoczywała na zagranicznych wakacjach, fotografując turkus morza na tropikalnych plażach. Co przekonało prezydenta Dudę, że ta osoba warta jest interwencji najwyższego organu władzy? I co oznacza odręczna notatka prezydenckiego urzędnika na aktach sprawy o ułaskawienie: „Sz.P. Dyrektorze, proszę o wszczęcie z urzędu z opisem sprawy”, podpisano: MPy…

Paulina P. pochodzi z jednego z dużych miast we wschodniej Polsce. W pierwszy konflikt z prawem weszła w kwietniu 2010 roku. Miała wtedy 20 lat. Sąd skazał ją za kradzież słodyczy, odzieży i paska damskiego z marketu Tesco. Dostała karę roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata, grzywnę w wysokości 500 złotych oraz dozór kuratora. Z radaru wymiaru sprawiedliwości zniknęła zaledwie na cztery lata…

W 2014 roku funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego z Radomia rozpracowywali szajkę złodziei samochodów grasujących w okolicy. Przypadkiem jednak trafili na ślad grupy, która trudniła się sprzedażą narkotyków na dużą skalę. Jak się później okaże, w handel zamieszana była rodzina Pauliny P.: jej brat, ojciec, a nawet macocha!
![]()
By dopaść dilerów, CBŚ zorganizował akcję pod kryptonimem „Gemini”. Trzech funkcjonariuszy policji pod przykryciem dokonało kontrolowanego zakupu narkotyku o nazwie mefedron. Na gorącym uczynku zatrzymano i aresztowano wówczas brata Pauliny P. oraz jej ówczesnego partnera Michała S. Ten ostatni zeznał, że narkotyk w dużej ilości sprzedawał również ojcu swojej dziewczyny, Januszowi P. († 53 l.). A w jednej z transakcji udział brała nawet jej macocha, Agata Ś. (44 l.). Michał S. obciążył również swoją dziewczynę. Jak ustalili śledczy, 24-letnia wówczas Paulina sprzedała około dwóch kilogramów mefedronu, w czasie gdy jej chłopak Michał S. przebywał w areszcie tymczasowym.

Choć początkowo rodzina nie przyznawała się do popełnienia przestępstw narkotykowych, to w końcu po kilku miesiącach poszła na układ z prokuratorem. Paulina P., jej brat, ojciec oraz macocha przyznali się do winy i ustalili z prokuratorem kary więzienia lub ograniczenia wolności.
2 lata więzienia w zawiasach za mefedron. Paulina opuszcza rodzinne strony
W 2016 roku Paulina P. została skazana za wprowadzenie do obrotu nie mniej niż 2 kilogramów substancji psychotropowej o łącznej wartości nie mniejszej niż 20 tys. zł. Sąd wymierzył jej karę 2 lat pozbawiania wolności z warunkowym zawieszeniem wykonania na 5 lat, dozór kuratora, grzywnę w wysokości 2 tysięcy złotych, zapłatę nawiązki na rzecz stowarzyszenia Monar w kwocie 1500 złotych oraz przepadku 10 tysięcy złotych, które uzyskała ze sprzedaży mefedronu.
Kiedy zapadał wyrok, P. nie mieszkała już w rodzinnych stronach. Przeprowadziła się do Warszawy, gdzie trafiła pod dozór miejscowych kuratorów. Jak wynika z teczki dozoru, czyli dokumentu, w którym znajdują się wywiady oraz spostrzeżenia kuratorów, Paulina wielokrotnie lekceważyła obowiązek kontaktów z kuratorem. Po raz pierwszy już w 2017 roku kurator zwrócił się do sądu o odwieszenie jej kary więzienia. – Skazana zmieniła miejsce zamieszkania bez zgody sądu – argumentował kurator. Sąd uznał wówczas, że P. zasługuje na szansę i nie przychylił się do wniosku kuratora.
Paulina kpi z prawa. Kurator traci cierpliwość, a sąd wzywa ją do więzienia
Ale, widać, ta sytuacja niewiele nauczyła Paulinę P. Przez kolejne lata wielokrotnie zmieniała miejsce zamieszkania, wynajmując kolejne mieszkania w różnych częściach Warszawy, nie informując o tym ani sądu, ani kuratora. W końcu, 7 września 2020 roku, czyli niecały rok przed końcem okresu próby, ówczesna kurator zajmująca się sprawą P., Aleksandra Podmiotka złożyła do sądu wniosek o wykonanie kary dwóch lat pozbawienia wolności za handel narkotykami. Oto kluczowy fragment tego wniosku:
Kurator rodzinna kilkakrotnie instruowała dozorowaną w tym zakresie i przypominała o obowiązku złożenia stosownego wniosku, tymczasem jak się wydaje skazana zbagatelizowała sprawę. W dniu 15 lipca 2020 r. dozorowana poinformowała kurator społeczną, iż stawiła się w sądzie do biura podawczego bez maseczki ochronnej, nie mogła więc wejść na teren sądu. Oświadczyła ponadto, iż wniosek o zmianę miejsca pobytu zostawiła u strażnika i nie ma czasu dłużej poświęcać się dla tej sprawy. Kurator społeczna próbowała jeszcze w dniu 27 lipca kontaktować się z dozorowaną, jednak bezskutecznie. Dozorowana nie podjęła kontaktu ani z kuratorem społecznym, ani zawodowym w trosce o zorientowanie się, czy jej wniosek wpłynął do sądu. Trudno znaleźć okoliczności usprawiedliwiające jej zachowanie. Zmieniła bowiem miejsce pobytu podczas okresu próby tyle razy, iż powinna znać procedury i dołożyć wszelkich starań, aby wniosek został prawidłowo złożony, tym bardziej iż na początku okresy próby kurator już składał wniosek o zarządzenie wobec niej kary pozbawienia wolności, gdyż przeprowadziła się bez zgody sądu.

Andrzej Duda ułaskawił pedofila
To nie pierwsza afera wokół prezydenckiego ułaskawienia. 14 marca 2020 roku ogromne oburzenie wywołał fakt, że prezydent zdecydował się na ułaskawienie dla pedofila, który krzywdził swoją córkę. Fakt dotarł jesienią do akt sprawy, które odsłoniły koszmar, jaki przez lata przeżywała córka mężczyzny, dziś już dorosła kobieta.
Piotr C., którego ułaskawił prezydent Andrzej Duda, był przez lata rodzinnym katem. Upijał się, wszczynał awantury rodzinne, w których czasie znęcał się nad partnerką i córeczką. Dziewczynkę, która nie miała nawet 15 lat, molestował seksualnie. Przytrzymywał ją, bił ręką w twarz, a drugą ręką dotykał w jej krocza. Do tego zmuszał ją do wykonywania posuwistych ruchów na swoim członku. Sąd apelacyjny, który już jako ostatnia instancja wyrokował w tej sprawie w 2013 roku, stwierdził ponad wszelką wątpliwość, że Piotr C. wykorzystywał seksualnie córkę przez „stosunkowo długi okres” i że robił to wielokrotnie oraz ze znaczną częstotliwością. Sędziowie uznali, że w ten sposób „wyczerpał znamiona art. 197 par. 3 pkt. 2 i 3 kodeksu karnego.
Przeczytaj więcej o tej głośnej sprawie
Sam Piotr C. do molestowania dziecka nigdy się nie przyznał. Przed sądem opowiadał jedynie, że niejednokrotnie kładł się z dziewczynką do łóżka i z nią spał. Sądy kolejnych instancji nie dały się przekonać. Za całkowicie wiarygodne uznały zeznania dziewczynki. Słowa małej Ani potwierdzili też jej wychowawca ze świetlicy, ciocia oraz biegła psycholog, która ją badała. To właśnie na podstawie takiego badania ustalono, że Piotr C. onanizował się rączkami dziecka.

