Michael Hino to podający się za lekarza właściciel kliniki w Meksyku, do której wiceminister sportu Łukasz Mejza chciał wysyłać nieuleczalnie chorych Polaków. Tymczasem uczelnia, w której Hino miał się doktoryzować, nie wie o jego istnieniu. Nie ma również śladu po jakichkolwiek publikacjach naukowych jego autorstwa. Za 10-dniową terapię Hino liczy sobie 15 tys. dolarów. Firma Mejzy miała wysyłać chorych za 65 tys. dolarów więcej.
Wiceministra sportu Łukasza Mejzy, w lipcu 2020 r. założył spółkę Vinci NeoClinic. Firma miała wyszukiwać w Polsce ciężko i nieuleczalnie chorych, i wysyłać ich na leczenie do kliniki w Ameryce Północnej. Reklamowała się hasłem: “Leczymy nieuleczalne”. Ten medyczny cud miał się dokonywać za sprawą “terapii Vinci NeoClinic”.
San Diego, czyli witajcie w Meksyku
Wycieczka – połączona z wlewami do żył – miała kosztować 80 tys. dolarów. To cena wyjściowa, która mogła się zmieniać w zależności od liczby sesji. Według informacji zawartych w folderach firmy Łukasza Mejzy, terapia miała działać na wszelkie rodzaje nowotworów i wiele nieuleczalnych chorób neurologicznych.
Mejza w oświadczeniach wydawanych po naszych tekstach przyznawał, że jego firma miała organizować wyjazdy medyczne do Ameryki.
Pomysłodawcą i wspólnikiem wiceministra sportu miał być Tomasz Guzowski, sam cierpiący na nieuleczalną chorobę. Twierdzi, że korzystał z terapii w reklamowanej klinice i bardzo sobie ją chwali.
Gdzie tak naprawdę Mejza z Guzowskim chcieli wysyłać nieuleczalnie i ciężko chore osoby z Polski?
Pracownicy spółki Vinci NeoClinic mówili potencjalnym klientom, że chodzi o wyjazd do San Diego w Stanach Zjednoczonych. Jeden ze współpracowników wiceministra sportu tłumaczył nam: – Rodzicom chorych dzieci nie mówiliśmy, że chodzi o leczenie w Meksyku i nie wskazywaliśmy, w której klinice, bo by nas ominęli i sami pojechali.
Sam Guzowski w rozmowie z Wirtualną Polską przyznał, że chodzi o Hino Medical Center w Meksyku, w której leczył go doktor Michael Hino. Klinika i jej dane pojawiła się też na fakturze, którą otrzymała jedna z rodzin.
Guzowski wyjaśniał nam również, że terapia stosowana przez Hino jest nielegalna w Stanach Zjednoczonych. Pozwolenie na działalność miał za to dostać od rządu Meksyku. I stąd lokalizacja kliniki.
Mejza i Guzowski w folderze swojej firmy twierdzili, że leczenie ma odbywać się “pluripotencjalnymi komórkami macierzystymi”. Komórki, o których wspominano, to te, które przekształcają się w każdą tkankę i narząd organizmu. Zaczynają swoją pracę już w zarodku człowieka i w tym momencie można je pozyskać.
Lekarze są bezwzględni dla tej terapii.
– Żadna szanująca się klinika i żaden odpowiedzialny lekarz nie będzie przekonywał, że terapią komórkami macierzystymi jest w stanie dziś skutecznie wyleczyć szereg różnych chorób – od problemów neurologicznych, przez uszkodzenia rdzenia kręgowego po nowotwory. Nie ma na to dowodów naukowych. Owszem, komórki macierzyste mają ogromny potencjał. Potencjał w przyszłości to jednak nie są terapie działające w teraźniejszości – mówił Wirtualnej Polsce prof. Józef Dulak, ekspert Wydziału Biochemii, Biofizyki i Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Ekspert odsyła do licznych amerykańskich opracowań na temat ciemnej strony biznesu opartego na komórkach macierzystych.
Zupełnie inne twierdzenia można znaleźć na stronie kliniki, do której chorych Polaków chciał wysyłać Łukasz Mejza. Oto fragment opisu terapii:
“Najskuteczniejszymi i regenerującymi komórkami są komórki pluripotencjalne, które pomagają organizmowi się leczyć. (…) W Centrum Medycznym Hino opracowujemy skuteczne metody leczenia, które zmieniają życie naszych pacjentów z chorobami serca, autoimmunologicznymi, neurologicznymi, metabolicznymi, rakiem i innymi”.
“Hino kłamie w sprawie wykształcenia”. Sprawdzamy
Siedziba Hino Medical Clinic to willa w miejscowości Ensenada w meksykańskim stanie Kalifornia Dolna. To 130 kilometrów od amerykańskiego San Diego. Ze strony kliniki dowiadujemy się, że proponuje nie tylko terapię komórkami macierzystymi. Na przykład stosuje też leczenie witaminą C (również podawaną dożylnie). Na liście jest też terapia chelatacyjna, którą część lekarzy uważa za szarlatanerię. Stosowana jest w przypadku zatrucia metalami ciężkimi, ale w innych przypadkach na jej skuteczność brak dowodów klinicznych. Meksykańska klinika oferuje też terapię tlenem.
Ważną częścią strony są liczne relacje osób – ponoć – uzdrowionych w Hino Medical Center. Pozytywnych opinii nie brakuje też w serwisach społecznościowych. Przykładowy wpis z 2019 roku:
“Dokrot Hino i personel są niesamowici. Bardzo czysty obiekt i wspaniała opieka osobista. Funkcje nerek i wątroby znacznie się poprawiły, udało mi się odstawić lub zredukować kilka leków. Ból w kolanie i dolnej części pleców prawie zniknął bez operacji, gorąco polecam”.
Nie brakuje jednak i negatywnych komentarzy.
Wpis z 2020 r.: “To oszustwo. Komórki nie są prawdziwe. Brak wyników, a doktor nie przeprowadził żadnego leczenia”.
Kolejny, z roku 2019. Jego autorem jest osoba, której bliski miał chorować na raka i pomocy szukał właśnie u Michaela Hino. Jak sugeruje we wpisie, leczenie nie było skuteczne – skończyło się śmiercią:
“Niestety w naszym kraju szerzy się korupcja, a nasi politycy pozwalają każdemu pozbawionemu skrupułów cudzoziemcowi założyć klinikę, dopóki płyną pieniądze. Mój brat i jego rodzina otrzymali od doktora Hino fałszywą nadzieję i niestety nie byłem w stanie ich przekonać, że powinni byli pójść inną drogą. Rozeznaj się dokładnie, zanim powierzysz swoje życie komuś, kto obiecuje cuda. RIP, mój drogi bracie”.
W kolejnych postach kilka osób opisywało karierę i wykształcenie twórcy kliniki Michaela Hino. A właściwie brak wykształcenia i jakiejkolwiek kariery naukowej.
Wpis człowiek, który twierdzi, że odwiedził Hino Medical Center w lipcu 2018 roku:
“Michael Hino jest szarlatanem, oszustem. (…) Biuro to szlamowaty, brudny dom z psem bojowym obok. Przed domem można spotkać spacerujących zdesperowanych starszych ludzi, na których on żeruje”.
Z kolei w poście z sierpnia 2020 roku, umieszczonym w serwisie oceniającym drobnych przedsiębiorców, znajdujemy informację, z której wynika, że Michael Hino kłamie w sprawie swojego wykształcenia.
Tę informację postanowiliśmy sprawdzić.
Dla świata nauki Hino nie istnieje
Na obecnej wersji strony Hino Medical Center znajdujemy jedynie ogólne informacje na temat jej twórcy.
“Centrum Medyczne Hino zostało założone w 2002 roku przez Michaela Hino, z zawodu biologa molekularnego. Uczył się w USA i Anglii. Po przybyciu do Ensenady w Meksyku w 2000 roku celem Michaela Hino było zbadanie, jak leczyć raka. Jego badania dotyczyły głównie medycyny alternatywnej i regeneracyjnej” – czytamy na hinomedicalcenter.com.
Obecna wersja pojawiła się w październiku 2017 roku. Wcześniej na stronie Hino Medical Clinic można było przeczytać, że “doktor Hino uczęszczał do Kalifornijskiego Instytutu Technologii, a następnie otrzymał doktorat z biologii molekularnej w Laboratorium Biologii Molekularnej MRC w Cambridge w Anglii”. To nieprawda.
Skontaktowaliśmy się z Laboratorium Biologii Molekularnej MRC. I zapytaliśmy wprost, czy Michael Hino zrobił kiedykolwiek doktorat w Cambridge. Odpowiedź z Anglii – lakoniczna, lecz treściwa – nadeszła szybko:
“Nic nam nie wiadomo, żeby Michael Hino zrobił doktorat w Laboratorium Biologii Molekularnej”.
O ile na swojej stronie w 2017 r. Michael Hino w sprawie studiów w Kalifornijskim Instytucie Technologii twierdził, że jedynie uczęszczał do amerykańskiej uczelni, to już w październiku 2021 w artykule lokalnego portalu z Ensenady dziennikarz pisze, że Michael Hino ma w swoim CV dwa doktoraty z biologii molekularnej – z California Institute of Technology i Cambridge.
Ani na stronie głównej, ani na stronie absolwentów Kalifornijskiego Instytutu Technologii nie ma śladu po Michaelu Hino.
A co z badaniami Michaela Hino nt. medycyny alternatywnej i regeneracyjnej? Próbowaliśmy znaleźć jakąkolwiek pracę naukową podpisaną jego nazwiskiem.
Zaczęliśmy od Google Scholar. To darmowa, specjalistyczna wyszukiwarka internetowa amerykańskiej spółki Google Inc. Służy do przeszukiwania baz danych zawierających publikacje naukowe z różnych dziedzin. Efekty: brak nazwiska “Michael Hino” w bazie autorów.
Osoba o takich danych znajduje się jedynie wśród podziękowań w pracy dotyczącej lasów południowej Kalifornii z 2011 oraz pracy dotyczącej prawa handlowego z 1990 r.
Następnie przeszliśmy do bardziej zaawansowanych baz, które podpowiedziała nam Karolina Archacka z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego, zajmująca się na co dzień m.in. komórkami macierzystymi i medycyną regeneracyjną, czyli dziedzinami, które pasjonują Michaela Hino.
– Jeśli kogoś nie ma w tych bazach, to nie istnieje on naukowo – zaznacza Karolina Archacka.