Sejm. Prośba o minutę ciszy ku pamięci kobiet, które umarły w polskich szpitalach z powodu wyroku pseudo-Trybunału Konstytucyjnego. PiS siedzi. Podłe i nieludzkie. 🤢#AniJednejWięcejpic.twitter.com/inFN4K0vqO
Aktualny w odniesieniu do sytuacji w naszym chorym kraju
“Ciemnogród” 1964
Chryzostoma Bulwiecia podróż do Ciemnogrodu
Lis
– Czy to “Orbis”? – Tak, proszę pana. – Gdzie jest Ciemnogród? – Stacja nieznana. – Jak to nieznana? – Tak to nieznana. – Czy to “Orbis”? – Tak, proszę pana.
Bulwieć słuchawkę cisnął: łoskot. A niech to jasny piorun! Za oknem jesień jak kalejdoskop. Lub szarfa. Do wyboru.
Bulwieć słuchawkę poprawia na widełkach; porządku wzywa głos go. Za oknem jesień jak barwne szkiełka, czyli wspomniany kalejdoskop.
Taką jesienią, gdy liście lecą, chętka na podróż bierze. Bulwieć w atlasach szuka ze świecą. 0, Ciemnogrodzie, gdzieżeś?
Jesienią odkrył Guglielmo Mezzo Wyspę Łotrów Panteję; Bulwieć też mógłby odkryć co nieco, np. Ciemnogród gdzie jest.
Chryzostom Bulwieć chce Ciemnogród ujrzeć; wciąż o tym piszą gazety. patrzy na globus: Barcelona, Brema, a gdzie Ciemnogród? Oto problemat. Bo Ciemnogrodu nie ma i nie ma, nie ma i nie ma. Niestety.
Gdzie się dowiedzieć? Jak to wyjaśnić? Chryzostom Bulwieć nie może zasnąć.
Wertuje księgi, szuka w opisach; a końcu po radę idzie do Lisa.
– Lisie kochany, lisku, liseczku, gdzie jest Ciemnogród, gdzie to miasteczko?
– Panie – Lis powie w tym jest coś z szykan. Może pan myśli, że to Watykan?
Pan mnie znieważa! Pan mnie potrąca! Ciemnogród to rzecz nie istniejąca.
Paszkwil jest taki, nie mówię, że nie, Ale Ciemnogród to przywidzenie.
Bulwieć coś bąknął. Lis zmrużył ślepie. Nie ma, to nie ma. Może i lepiej.
A jednak myśli: lisy to zbóje. Pójdę. Spróbuję. Wypenetruję. Przez siódme góry
Więc sakum-pakum puścił się w teren. Księżyc odmieniał rogi jak jeleń.
Minęła jesień druga i trzecia: wciąż cień na szosach: to cień Bulwiecia;
i jeszcze drugi, i ogon wisi, coś niby lisi, niby nie lisi.
Bulwieć miał nieraz przeprawy trudne: to Rzeki Siódme i to Góry Siódme;
0 gdzie rak zimuje; i gdzie pieprz rośnie; widział Feniksa; i Łąki Ośle;
nawet odwiedził znany po części straszny Przylądek Zielonej Gęsi. Pierwszy widoczek
A stamtąd udał się w podróż dalszą. Patrzy: postaci jakoweś walczą.
Gęby perfidne. Spojrzenia tępe. – z czym to walczycie. bracia? – Z postępem.
– A jak wam leci? – Jak to jarmarek: raz kapnie deszczyk, a raz dolarek.
w walce nam sił do- daje piosenka z refrenem VIVAT TRZECIA WOJENKA.
Lis, co w Bulwiecia ślady podążał, chwalił ten refren, jak tylko można.
Był zachwycony melodią, rymem i w lisiej mowie wołał: – Optime!
Tak! Złączcie serca w pieśni wysokiej! Ja jestem z wami. Amen i Okay. “Koniec świata”
Bulwieć się pięknie skłonił łobuzom, a nagle skądsiś ozwie się puzon:
– Tratata tata, tratata tata! Panie, panowie, już koniec świata.
Na dźwięk puzonu, czyli tej surmy, zaraz na sklepy rzucą się hurmy.
Zgnieceni w tłumie wołają: – Mamo A w sklepach znika pieprz i cynamon;
kolejki stoją jak stąd do Zgierza; baby uuu! wyją pisk się rozszerza;
baby skupują kołdry, szparagi, pineski, nawet wypchane ptaki,
rurki do włosów, oliwę z soi; tak zwany konsum- pcyjny wszystkoizm.
A Lis się cieszy, że taki zamęt, łapkę podnosi: – Okay i Amen.
Kręci się w tłumie, nie szczędzi nóg i naszeptuje Vatike Fuchs. Trochę bakteriologii
Od szeptu Lisa fala po fali szept poszedł w tłumie. Wszyscy szeotali:
(i że podobno) (i że na pewno) (że już już już już) (że pod Izdebną)
(że wczoraj w nocy) (że w pewnej puszczy) (na własne oczy) (na własne uszy)
(że niewątpliwie) (że daję głowę) (że nad Warszawą) (że pod Mrągowem)
(że wieprzowina) (że w wieprzowinie) (że Karolina) (że w Gogolinie)
A Lis się śmieje, aż zrywa boki. Bo strasznie lubi te szeptokoki. O łzach
Tu płacz niewieści usłyszał Bulwieć. Jakaś szantrapa snać musi ból mieć.
Głowa jak kubeł. Supermanikir. Suknia sportowa w białe koniki.
– 0, matko! matko! łka szantrapina Com ja znalazła u mego syna!
0, hańbo! świecie, gdzieś ty się zapadł? I pokazuje czerwony krawat.
Niektórzy chcieli powstrzymać babkę, lecz ona skacze w rzekę Ciemnawkę;
ale nie tonie, choć słychać chlupot. Wielka jak słonie jest siła głupot. Niewątpliwie u celu podróży
Bulwieć na sobie poprawił odzież: – Teraz na pewnom jest w Ciemnogrodzie,
bo taka mżawka, noc, pleśń, swąd, mrok, brud; a jak Ciemnawka, to i Ciemnogród.
Tylko Lis zniknął, lecz widać ślady. Poszedł na pewno do Ambasady.
“Barbara Ubryk” zwał się hotelik, gdzie się położył Bulwieć w pościeli.
Przez okno widać gwiazdeczkę z nieba; szlafmyca, nocnik, wszystko jak trzeba.
Mamo, jak rzewnie! Tato, jak cudnie! Kiedy się zbudził, było południe.
Umył się. Z szynką zjadł trochę groszku i na wizytę udał się do szkół.
Ciekawe, co też w tym Ciemnogrodzie studiuje złota, kochana młodzież.
Z katedry upiór zdobny siwizną nauczał magii i okultyzmu.
Inny profesor (z łagodną twarzą) miał kurs dywersji i sabotażu.
Nad nim sentencja wisiała śliczna: SZKOŁA BYC WINNA APOLITYCZNA.
Dyrektor szkoły, wpółniewidomy, twierdził, że WSZECHŚWIAT JEST NIERUCHOMY;
że WSZYSTKO STOI, NIE MA SPRZECZNOŚCI. Bo bardzo lubił NIERUCHOMOŚCI.
Wciąż w żółtym palcie, jak duch, w swym biurze pisał swój traktat “Przeciw Naturze”.
– Dziękuję! – Bulwieć powiedział mistrzom i poszedł zwiedzać Ciemnogrodziszcze.
Tu widok dziwny oko mu przykuł: wiele tysięcy parawaników.
Wszędzie: przez skwery, place, placyki, chodziły jakieś parawaniki.
Bo tutaj każdy ma parawanik, chodzi z nim, jeździ i sypia na nim.
Gdy się, na przykład, spotka dwóch panów, to rozmawiają zza parawanów;
u góry widać głowy, kosmyki, zaś za zasłoną reszta psychiki.
Taka metoda, jak łatwo zgadnąć, ocala w pełni życia prywatność;
i tę intymność, i to zacisze, świat psychoprzygód… Któż to opisze?
Ciemnogród nie zna publicznych latarń, o każdy ze swoją latarnią lata.
Każda latarnia, choć wielki to kram, ma swój futerał oraz monogram.
A gdy pomylą się monogramy, wszystko się leje po łbach latarniami,
tłuką latarnie w bydlęcej złości, no i Ciemnogród stoi w ciemności.
A mostów nie ma. Każdy cichutko rżnie przez Ciemnawkę prywatną łódką.
Orkiestr też nie ma z tym strasznym brzękiem. Każdy gra w domu na własną rękę. O tęsknocie
Szedł ulicami ciemnogrodzkimi Bulwieć Chryzostom. Wieczór się czynił.
Ciemnogrodzianie na placach stali, wyczekiwali, wypatrywali
tego zdarzenia, tego konisia. A może jutro? A może dzisiaj?
Może wieloryb? Pięć komet w masie? Może już nigdy? Lecz w każdym razie.
Jest w Ciemnogrodzie niewąska wieża. Na wieży stoi rodzaj rycerza,
który w pogodę, a i na deszczach patrzy, czy Biały Koń nie nadjeżdża.
A gdyby zjawił się w jakiejś stronie, rycerz ma sygnał dać na puzonie;
Wtedy Ciemnogród, rajce i ludność hymn odśpiewają, kantatę cudną: Hymn ciemnogrodzian
“Aczkolwiek świat idzie do przodu, My go ciągnijmy w tył, Synowie my Ciemnogrodu, Walczmy z postępem co sił!”
Hymn ten dla wprawy też ćwiczą czasem: baby sopranem, mężczyźni basem;
bardzo prześlicznie śpiewają oni, a Lis przygrywa na fisharmonii. Hotel “Ubryk”
“Barbara Ubryk”. dziura nad dziury; “Barbara Ubryk” – hotel ponury.
Pokojów nigdy się nie przewietrza, wszyscy wołają: – Powietrza nie trza!
Nie przewietrzane izby i bety; na oknach czarne wiszą rolety
i dniem, i nocą. Może to harem? Portier śpi pod sto- jącym zegarem.
W tzw. hallu trzy sztuczne palmy i plakat: WIEDZĘ, BOMBĄ ROZWALMY,
tuż oleodruk z jakąś Wenecją i w fotelach duchy siedzą i szepcą,
ślęczą nad radiem, mówią na migi duże kanalie i kanalijki,
kombinujące dzionki i nocki. A deszczyk pada, deszcz ciemnogrodzki. Tajemniczy pustelnik
Lecz nawet pośród takich żyjątek czasem się zdarzy jakiś wyjątek.
Na wprost Bulwiecia, całkiem oddzielnie, w pięciu izdebkach mieszkał pustelnik.
z dala od świata i jego psotek w cichym hotelu pędził żywotek.
Każdą myśl zdrożną odpędzał od się. jadał owsiankę i nic na occie,
sam prał koszule, sam kurz omiatał, z dala od życia, z dala od świata.
Oczy miał smutne, płuca miał słabe, zdziebko zegarków złotych i sztabek.
Zegarki w ścianę. Sztabki do beczki. Na beczce portret zmarłej córeczki,
podpis: “Tatusiu, twa Weronika…” Tylko Lis bywał u pustelnika. Wizyta młodzianków & opis jesieni
Bezsenność. Bulwieć w łóżku się kręci, wtem: puk-puk: wchodzą piękni młodzieńcy.
Ręce ich długie, kręcone loki. Może studenci angelologii?
– My przepraszamy, że przeszkadzamy. W kwestii rodzinnej, np. mamy.
Pan nam wypłaci małe ? conto. mamę czy tatę możemy sprzątnąć.
A może chciałby pan zabić zięcia? Jesteśmy zbóje do wynajęcia.
A może kogoś na stanowisku? Rzetelnie panu załatwim wszystko,
Nie? Zadnych życzeń? Więc uciekamy i przepraszamy, że przeszkadzamy,
Już jesień z jabłkiem biegła wądołem, a przez Ciemnogród z miedzianym czołem.
Już tu-uit, tu-uit wołała sowa, a księżyc w niebie coś tam majstrował,
potem za chmurkę chował się śmiało, jak gdyby nigdy nic się nie stało;
rycerz na wieży wytrzeszczał gały; Ciemnogród marzył; liście szeptały;
jesień szła w miasto supergrobowa, cibalginowo- aspirynowa. Plaga egipska
W ostatniej chwili, po dżdżu śmigusie, niezwykła ilość zjawiła much się:
dużych i małych, końskich, jelenich i wirowały w ciemnej przestrzeni:
krótkie i długie, i choleryczne, i te malutkie muchy komiczne,
W ślad za muchami wyszły pająki, gzy, ćmy, komary, trzmiele i bąki,
z nóżką włochatą, z ryjkiem i z noskiem i przez ulice szły ciemnogrodzkie.
Potem stonogi, potem szczypawki sekstylionaml wyszły z Ciemnawki.
Pustelnik, który o pladze słyszał, twierdził, że to jest dopust Jowisza.
Więc panom licznym drygały kupry w hotelu ślicznym “Barbara Ubryk”. Medycyna Prospera
Opodal szpital stał w bzowych laskach, szpital na medal, mówiąc z warszawska.
Leczył tam Prosper z Baltazarei, a wszystko octem siedmiu złodziei:
padaczkę, odrę, stadia pleurytu, i cichy obłęd, i fixum-dyrdum;
Jest w Ciemnogrodzie
niewąska wieża.
Na wieży stoi
rodzaj rycerza,
który w pogodę,
a i na deszczach
patrzy, czy Biały
Koń nie nadjeżdża.
A gdyby zjawił
się w jakiejś stronie,
rycerz ma sygnał
dać na puzonie;
Wtedy Ciemnogród,
rajce i ludność
hymn odśpiewają,
kantatę cudną:
“Aczkolwiek świat idzie do przodu,
My go ciągnijmy w tył,
Synowie my Ciemnogrodu,
Walczmy z postępem co sił!”
Hymn ten dla wprawy
też ćwiczą czasem:
baby sopranem,
mężczyźni basem;
“Aczkolwiek świat idzie do przodu,
My go ciągnijmy w tył,
Synowie my Ciemnogrodu,
Walczmy z postępem co sił!”
bardzo prześlicznie
śpiewają oni,
a Lis przygrywa
na fisharmonii.
rycerz na wieży
wytrzeszczał gały;
Ciemnogród marzył;
liście szeptały;
—————
Kabaret Olgi Lipińskiej: 1998-04 Żeby jaja były świeże
Tekst: Konstanty Ildefons Gałczyński
“Chryzostoma Bulwiecia
podróż do Ciemnogrodu – fragmenty”
Wykonanie: Czesław Majewski i Marek Siudym i inni.
Po ostatnich poczynaniach rządu widzę że ciemnogród się rozrasta i osiąga większą władzę, to ciemnogród wybrał władzę jaką mamy.
Aktualny w odniesieniu do sytuacji w naszym chorym kraju.
Ludzie nie zmieniają się, tylko ich pojazdy, ubrania.
“Podobno kto pyta, nie błądzi. Kłopot pojawia się wtedy, gdy pytają przedstawiciele TVP Info.
Bo okazuje się, że nie wiedzą, o co pytają” – ironizowała posłanka PO, zamieszczając nagranie z zajścia pod stacją Lotosu.
⁉️Podobno kto pyta, nie błądzi. Kłopot pojawia się wtedy, gdy pytają przedstawiciele TVP Info. Bo okazuje się, że nie wiedzą, o co pytają🤷🏻♀️ pic.twitter.com/9eTLs0UIBN