Author: Monika Janos
Tajemnice Łukasza Mejzy. Ktoś zlikwidował amerykańską odnogę biznesu

W piątek w amerykańskim stanie Wyoming zlikwidowano firmę Vinci NeoClinic LLC. To przedsiębiorstwo o takiej samej nazwie i logotypie jak należąca do Łukasza Mejzy polska spółka, która obiecywała leczenie ciężko i śmiertelnie chorych. Na terapię miała wysyłać za granicę. Według wspólnika wiceministra sportu, zlikwidowany biznes miał pomagać w transferowaniu pieniędzy z Polski przez USA do Meksyku – od chorych do kliniki.
Ludzie Mejzy – ale także on sam – przekonywali chorych, że za 80 tys. dolarów wyślą ich na terapię “pluripotencjalnymi komórkami macierzystymi”. To metoda uznawana przez lekarzy w Polsce i na całym świecie za niesprawdzoną i niebezpieczną. Żaden lekarz nie potwierdził, że jedną metodą można leczyć choroby tak różne, jak wiele typów raka, choroby neurologiczne, udary czy stwardnienie rozsiane.

Wciąż urzędujący wiceminister sportu nigdy nie zaprzeczył, że taką działalność prowadził i planował rozwijać. Na jedynej konferencji prasowej zorganizowanej w odpowiedzi na śledztwo WP deklarował, że firma nie zaczęła pracować – i nie miała nawet konta bankowego. Na żadne pytania nie odpowiedział.

Nie wyjaśnił, dlaczego jego numer telefonu jest na folderach reklamowych spółki.
Nie wyjaśnił, dlaczego spotykał się z rodzinami osób chorych.

Nie wytłumaczył, dlaczego jego asystent sejmowy przedstawiał się w korespondencji jako “konsultant medyczny”.
Nie wytłumaczył też, jakim cudem w USA istnieje firma o identycznej nazwie, identycznym logo i bliskim profilu działalności. Istnieje – a w zasadzie już istniała.
Bo właśnie zawiesiła działalność.

Domek na
Vinci NeoClinic LLC została założona w styczniu 2020 roku w domu w mieście Cheyenne. To stolica stanu Wyoming, uchodzącego za raj podatkowy.
Jak czytamy na stronie firmy “Kancelaria Wyoming”, która obsługiwała Vinci NeoClinic LLC w USA, dzięki założeniu biznesu w Wyoming można uniknąć płacenia ZUS w Polsce. Jest jeszcze jedna korzyść: właściciel, udziałowiec i menedżerowie działalności pozostają całkowicie anonimowi.

“Kancelaria Wyoming” ma swoją polską stronę, a na niej podany warszawski numer telefonu. Nie udziela jednak informacji, kto odpowiada za firmę w USA.

Efekt? Za sprawą przepisów obowiązujących w Wyoming nie wiemy, kto stoi za spółką o takiej samej nazwie, jak spółka Łukasza Mejzy. Wiemy jednak, że Vinci NeoClinic z USA ma związek z działalnością Vinci NeoClinic Łukasza Mejzy. Wszystko dzięki informacjom uzyskanym od jego wspólnika.

Tomasz Guzowski, biznesowy partner Łukasza Mejzy, pierwszy raz pojawił się w mediach podczas konferencji prasowej z wiceministrem sportu. Zrobił na niej dokładnie to, co w folderach reklamowych polskiego Vinci NeoClinic – przekonywał, że terapia oferowana przez firmę Mejzy uratowała mu życie. Na dowód wstał z wózka i pokazał, że może stać bez trzymania się stołu. Guzowski jest chory na adrenoleukodystrofię, czyli śmiertelną chorobę, niszczącą komórki nerwowe w mózgu.

Guzowski na konferencji nie wspomniał jednak o tym, że był wspólnikiem Mejzy – a posiadał udziały w firmie. W folderach reklamowych jest z kolei przedstawiany jako ambasador przedsiębiorstwa. Jak zapewniał w rozmowie z Wirtualną Polską, sam kilkukrotnie poddawał się kontrowersyjnej terapii. Ale nie w Stanach Zjednoczonych – jak przekonywali w rozmowach z potencjalnymi klientami współpracownicy Mejzy – a w Meksyku.
– Rodzicom chorych dzieci nie mówiliśmy, że chodzi o leczenie w Meksyku i nie wskazywaliśmy, w której klinice, bo by nas ominęli i sami pojechali – tłumaczył nam współpracownik Mejzy.
Kilkanaście miesięcy temu Guzowski wystąpił w materiale gorzowskiego oddziału Telewizji Polskiej – TVP Gorzów Wielkopolski. Opowiadał o chorobie, zbiórce pieniędzy, a w rękach trzymał gigantyczną promesę na leczenie za granicą. Na terapię miała wysłać go firma Vinci NeoClinic. Jej logo pojawia się na dokumencie. To samo jest w wiadomościach wysyłanych przez asystenta sejmowego wiceministra sportu, na folderach reklamowych i zmyślonej fakturze, którą jedna z rodzin otrzymała, gdy zgodziła się na leczenie.

Koniec współpracy, biznesu nie ma
Jak wynika z naszych informacji, w środę 15 grudnia do władz stanowych Wyoming trafił wniosek o wykreślenie Vinci NeoClinic LLC z rejestrów.
Dokument, wraz z opłatą 60 dolarów, przesłała przedstawicielka tej samej kancelarii, która wcześniej zarejestrowała firmę. W ciągu dwóch dni wniosek o zawieszenie działalności został rozpatrzony. 17 grudnia firma Vinci NeoClinic LLC została uznana za “nieaktywną”. Firma przestała prowadzić biznes.
Dokumenty pokazują jasno, że firma zrezygnowała ze stanowiska “zarejestrowanego agenta dla Vinci NeoClinic LCC”. Firma Dillmon w piśmie do urzędników z Wyoming zaświadcza, że “zawiadomienie o rezygnacji zostało wysłane w dniu 15 listopada do pełnomocnika lub członka podmiotu gospodarczego – pod jego ostatnim znanym adresem – trzydzieści dni przed złożeniem rezygnacji do sekretarza stanu w Wyoming”. I dokładnie ostatniego dnia współpracy powędrowała do urzędu z ostatnim wnioskiem dla klienta.
Dlaczego? Na to agent nie odpowiedział. “Przykro mi, ale nie udzielam informacji na temat moich byłych i obecnych klientów”
– odpisała w odpowiedzi na nasze pytania. “Nie mogę ci pomóc, Candice” – kończy krótką wiadomość.
Łukasz Mejza w poniedziałek nie odebrał telefonu. Do tej pory nie odpowiedział też na przesłane pytania dotyczące Vinci NeoClinic LLC.

Jak wynika z Centralnego Rejestru Beneficjentów Rzeczywistych (gromadzącego informacje o polskich przedsiębiorcach), według stanu na poniedziałek 20 grudnia Łukasz Mejza wciąż jest wspólnikiem w polskiej firmie Vinci NeoClinic Sp. z o.o. oraz w spółce Vinci Sport Sp. z o.o.

Stanisław Żaryn, rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych, od 24 listopada nie odpowiedział nam na pytanie, czy służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu wiedziały o działalności firmy Vinci NeoClinic Łukasza Mejzy przed powołaniem go do rządu Mateusza Morawieckiego.
Nie wyjaśnił też, czy służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu ostrzegły Mateusza Morawieckiego o działalności prowadzonej przez Łukasza Mejzę w ramach firmy Vinci NeoClinic.
Pytania dotyczące działalności amerykańskiej spółki Vinci NeoClinic LLC, powiązanej z działalnością Łukasza Mejzy, przekazaliśmy też FBI – amerykańskiemu Federalnemu Biuru Śledczemu.

Napisz do autorów:
Szymon Jadczak
Mateusz Ratajczak
Rodzice się boją; Łukasz Mejza pozwie rodziców chorych dzieci? Wiceminister rozsyła pisma
Rodzice się boją; !!!!!!!!!!


Łukasz Mejza pozwie rodziców chorych dzieci? Wiceminister rozsyła pisma
Do rodziców nieuleczalnie chorych dzieci, którzy odważyli się ujawnić swoje kontakty z firmą Łukasza Mejzy, trafiły pisma przedprocesowe od obecnego wiceministra sportu – dowiedziała się Wirtualna Polska. – Te rodziny bardzo się boją, zapewnimy im pomoc prawną – deklaruje w rozmowie z WP posłanka Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic.

Łukasz Mejza pozwie rodziców chorych dzieci? Wiceminister rozsyła pisma Źródło: Agencja FORUM, fot: Andrzej Hulimka

Po tym, jak Wirtualna Polska ujawniła, że firma obecnego wiceministra sportu Łukasza Mejzy miała zachęcać rodziców chorych dzieci i osoby nieuleczalnie chore do niesprawdzonej i potencjalnie niebezpiecznej terapii za 80 tys. dolarów, z naszą redakcją skontaktowały się kolejne osoby nakłaniane przez przedstawicieli Vinci NeoClinic do wyboru ich oferty.

Jak dowiedziała się WP, do rodzin trafiły właśnie pisma przedprocesowe od Łukasza Mejzy. – Te rodziny się boją. Zapewnimy im bezpłatną pomoc prawną – mówi nam posłanka Nowej Lewicy Anita Kucharska-Dziedzic, która od kilku tygodni interweniuje po naszych publikacjach.

Parlamentarzystka zorganizuje w tej sprawie konferencję prasową przed biurem poselskim Łukasza Mejzy w Zielonej Górze. Konferencja odbędzie się w środę, 22 grudnia, o godz. 11. Posłanka Lewicy ma przekazać więcej informacji pozyskanych od rodzin, które były namawiane do niesprawdzonych terapii przez obecnego wiceministra rządu PiS.
===================
Mejza wściekły , bo nie zarobił na biednych dzieciach… Teraz chce je pozywać…!!!!!!!!!!
![]()

Szmata Kaczyńskiego. Jak Paweł Kukiz z antysystemowca stał się podnóżkiem szefa PiS. Jan Piński
Prezydent Rafał Piech: Apel do rodziców dr Roberta Malone – twórcy szczepionek mRNA
Łapanka maseczkowa w galerii handlowej – wkurzony obywatel wygarnął policjantom co o nich mysli
Dr dres Ziobry. Kim naprawdę jest Patryk Jaki?
Dr dres Ziobry. Kim naprawdę jest Patryk Jaki?
Składaliśmy fałszywe zeznania – przyznaje były ochroniarz Beaty Szydło
Składaliśmy fałszywe zeznania – przyznaje były ochroniarz Beaty Szydło
Dlaczego to ważne? „Wobec faktu, że nie było sygnału dźwiękowego, pojazdy w tej kolumnie w ogóle nie mogły być uznane za uprzywilejowane. Ustalenie, że tych sygnałów nie było, wydaje się faktem o kapitalnym znaczeniu dla tej sprawy i przesądzającym o odpowiedzialności lub też braku odpowiedzialności poszczególnych uczestników ruchu. Jeśli były sygnały dźwiękowe, to — według opinii Instytutu Ekspertyz Sądowych — sprawcą jest Sebastian, ale jeśli ich nie było, to pojazd nie był uprzywilejowany i, według mnie, odpowiedzialność ponosi tylko kierowca BOR” – mówi OKO.press mec. Władysław Pociej, pełnomocnik Kościelniaka.
Doprowadzili do katastrofy, winę zrzucili na ofiarę, niszcząc jej życie, cały czas kłamali i zmuszali innych do kłamstw, byle uniknąć odpowiedzialności. Zrobili tak całej Polsce, nie tylko Sebastianowi z seicento.
— Donald Tusk (@donaldtusk) December 17, 2021
Oto co Piotr Piątek powiedział „Gazecie Wyborczej” po czterech latach:
- W dniu wypadku kolumna nie używała sygnałów dźwiękowych. „Mieliśmy włączone sygnały świetlne, było już ciemno, wjechaliśmy w miasto. Generalnie wszyscy wiedzieliśmy, że nie mamy włączonych sygnałów dźwiękowych. Dla nas to była rzecz oczywista” – powiedział „Wyborczej”.
- Borowcy nie używali sygnałów dźwiękowych nie tylko tego dnia. Wyłączali je zawsze, gdy wieźli Beatę Szydło do domu. „Żeby ludzie nie widzieli, że władza «się wozi i panoszy». Za każdym razem, gdy jeździłem do domu pani premier, nie włączaliśmy syren. Jechaliśmy po cichu, żeby nie wzbudzać sensacji”.
- Borowcy powtarzali tę samą wersję wydarzeń, dowódca zmiany powiedział im, że mają mówić tak, żeby było dobrze dla nich: „Piotrek, wiesz, jak było”, „Wiesz, jak będzie dobrze dla nas”, „wiesz, jak mówić” – miał usłyszeć borowiec.
Za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Czy skruszonego borowca spotka kara?
Mec. Pociej: „Zeznanie zostało złożone, protokół sporządzony, więc kierowca BOR powinien odpowiadać. Ale przed zakończeniem procesu zdążył sprostować swoje zeznanie. Może więc liczyć na wymierzenie kary łagodniejszej niż wtedy, gdyby go nie sprostował. Jeśli zaś udałoby się udowodnić, że on to zrobił dlatego, że wywierana była na niego presja czy też kierowane były do niego określone sugestie ze strony przełożonego, to wtedy może on odpowiedzieć za fałszywe zeznania, a przełożony (a w każdym razie autor presji lub sugestii) za podżeganie do popełnienia tego przestępstwa. Jednak powinno rozważyć się umorzenie takiego postępowania wobec oficera, który swoje zeznanie ostatecznie, jeszcze przed uprawomocnieniem się wyroku, sprostował”.
Czego nie zrobiła prokuratura
Duże wątpliwości budziły działania prokuratury w tej sprawie. Pełnomocnik Sebastiana Kościelniaka powiedział OKO.press: „Skłaniałbym się do stwierdzenia, iż w postępowaniu tym doszło do łamania przepisów procedury. Miało miejsce bowiem kilka zdarzeń, które muszą budzić zdecydowany sprzeciw obrońcy”.
Jakie to zdarzenia?
Uszkodzenia płyt z nagraniami z monitoringu — przez to nie można było wykazać, czy auta rządowe miały włączone sygnały dźwiękowe. „Nie zapoznałem się z nimi, zostały one zniszczone w początkowej fazie postępowania” – powiedział OKO.press obrońca Kościelniaka. „Być może na tej płycie rzeczywiście nie było niczego istotnego. A być może był tam zarejestrowany przejazd samochodu kluczowego świadka, który zatrzymał się bezpośrednio za naszym klientem tuż przed wypadkiem. Musiał zatem widzieć wszystko”.
Obrońcy Sebastiana Kościelniaka nie dopuszczono do przesłuchania Beaty Szydło.

Przeczytaj także:
Obrońca Sebastiana K. niedopuszczony do przesłuchania świadków. Prokuratura znów łamie prawo do obrony
13 MARCA 2017
Ponadto sąd w Oświęcimiu zawiadomił prokuraturę o ewentualnym przyczynieniu się do wypadku kierowcy rządowej limuzyny. „Sąd zauważa znaczny stopień przyczynienia się innych użytkowników – mówiła sędzia Agnieszka Pawłowska. Prokuratura odmówiła postępowania.
Jednocześnie prokuratura próbuje podważyć zeznania świadków, którzy już wcześniej twierdzili, że sygnały dźwiękowe rządowych limuzyn nie były włączone. To uczestnicy terapii odwykowej, którzy wychodzili z budynku znajdującego się w pobliżu miejsca wypadku. Twierdzili, że nie słyszeli żadnych dźwięków.
Prokurator w Oświęcimiu wystąpił o ponowne ich przesłuchanie. Przesłuchania odbywają się za zamkniętymi drzwiami. „Wniosek prokuratora to próba podważenia ich wiarygodności. Bo bez nich nie ma świadków wskazujących na brak sygnałów dźwiękowych w kolumnie” – mówił „Wyborczej” obrońca Kościelniaka.
Za wypadek z udziałem Beaty Szydło winnym został uznany kierowca seicento. Po czterech latach były funkcjonariusz przyznaje, że on i jego koledzy za wiedzą przełożonych składali fałszywe zeznania. Samochód Beaty Szydło nie miał włączonego sygnału dźwiękowego
Były oficer BOR przyznał, że on, a także inni funkcjonariusze składali fałszywe zeznania w sprawie wypadku Beaty Szydło. Piotr Piątek jechał w kolumnie rządowej w lutym 2017 roku. W marcu 2021 odszedł ze służby. Teraz przyznał w „Gazecie Wyborczej”, że rządowe samochody nie miały włączonej sygnalizacji dźwiękowej. To kluczowy fakt.
Piątek powiedział też, że funkcjonariusze za wiedzą przełożonych powtarzali tę samą nieprawdziwą wersję.
W lipcu 2020 Sebastian Kościelniak, kierowca seicento, uznany winnym nieumyślnego spowodowania wypadku z udziałem Beaty Szydło. Jednocześnie sąd rejonowy w Oświęcimiu go nie skazał.

